Oskarżeni zostali uznani za winnych tego, że od stycznia do marca 2006 roku w Kornicy koło Końskich znęcali się nad 26 końmi, trzymanymi w niewłaściwych warunkach, na odkrytej przestrzeni, bez zapewnienia im dostatecznej ilości wody i pożywienia. W rezultacie wycieńczenia i wygłodzenia co najmniej sześć zwierząt padło.
Sąd uznał, że metoda hodowli stosowana przez oskarżonego była okrutna, świadomie zadawał on cierpienia zwierzętom, które umierały z głodu. Natomiast oskarżona doskonale wiedziała, jak wygląda hodowla, a część koni do niej należała.
Prokuratura zarzuciła oskarżonemu, że poderżnął jednemu koniowi gardło. Sąd wyeliminował ten zarzut, gdyż z opinii biegłych wynikło, iż koń ten już wtedy nie żył.
Sąd postanowił zezwolić na ujawnienie imion i nazwisk oskarżonych, argumentując to ważnym interesem społecznym. "Miejmy nadzieję, że wyrok spełni swoją funkcję. Może oskarżony zrozumie, że w ten sposób koni hodować się nie da i w przyszłości tego typu przestępstw się nie dopuści" - powiedziała w uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Kaniowska.
Oskarżeni nie byli wcześniej karani, więc sąd warunkowo zawiesił kary.
Obrońcy zwierząt - oskarżyciele posiłkowi - nie byli całkowicie usatysfakcjonowani wyrokiem, gdyż wnioskowali o zmianę kwalifikacji prawnej czynu na znęcanie ze szczególnym okrucieństwem i domagali się kary dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności.
"Kilkanaście lat społecznie zajmuję się zwierzętami, ale tak ogromnego okrucieństwa nie widziałam. Będziemy się odwoływać" - zapowiedziała Karina Schwerzler z Biura Lobbingu Prozwierzęcego.
Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżeni nie pojawili się na jego ogłoszeniu. Według mediów, Stephen Drew już wcześniej zajmował się hodowlą koni w różnych miejscach w Polsce. Schwerzler podejrzewa, że kontynuuje on tę działalność.ab, pap