Gołota: boks już nie jest dla mnie

Gołota: boks już nie jest dla mnie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Andrzej Gołota 
Może boks już nie jest dla mnie - powiedział po walce z Adamkiem Andrzej Gołota, który opuścił szatnię dopiero półtorej godziny po zakończeniu walki z "Góralem". Gołota był wyraźnie załamany niespodziewanie szybką porażką z Adamkiem. "Walka stulecia" zakończyła się technicznym nokautem Gołoty po piątej rundzie.

W trwającym niespełna kwadrans pojedynku przyjął bardzo dużo ciosów na głowę. Zaraz po jego zakończeniu pojawiły się informacje, że trafi do szpitala na badania. Z szatni wyszedł dopiero po pierwszej w nocy.

Tragedia

- Chciałbym przeprosić wszystkich kibiców, którzy przyszli mnie zobaczyć, że nie wygrałem. Może boks nie jest już dla mnie - powiedział Gołota, który mocno zaciągnął czapkę na głowę. O pojedynku mówił niewiele. - Tragedia, tragedia... - powtarzał doświadczony pięściarz, były pretendent do tytułów mistrzowskich w kategorii ciężkiej.

Zawiodła lewa ręka

Gołota ponownie miał poważne problemy z lewą ręką. Niewiele zadawał ciosów prostych, które rozpoczynają akcje i kiedyś były jego znakiem firmowym. - Znowu odnowiła się kontuzja łokcia. Trzeba będzie zająć się nim, potrzebna będzie chyba operacja - stwierdził. Przygnębiony porażką swego podopiecznego był także szkoleniowiec Sam Colonna: - Nie wiem co się stało, był dobrze przygotowany - mówił Amerykanin o Gołocie.

I tak konia przewrócę

Z kolei Adamek nie krył radości ze zwycięstwa choć podkreślał, że pokonanie Gołoty w "walce stulecia" nie zmieni go. - Pozostanę chłopakiem ze wsi, który walczy - podkreślał zawodnik. Za rok chce rzucić wyzwanie któremuś z braci Kliczków.

- Taktyka przygotowana z trenerem Andrzejem Gmitrukiem była taka, że punktuję, czekam na cios, a czy kopnę prawą czy lewym sierpem, to i tak konia przewrócę - mówił niespełna 33-letni Adamek, po którego uderzeniu Gołota był liczony już po dwóch minutach pojedynku. - Jeśli w ringu czekasz, wówczas może się zdarzyć, że to ty, a nie przeciwnik znajdzie się na ziemi. W piątej rundzie czułem, że jest przymroczony i nie mogłem stracić szansy - dodał.

Silny po ojcu

W debiucie w kategorii ciężkiej Adamek pokazał, że dysponuje bardzo silnym uderzeniem i bez trudu dwukrotnie przewrócił ważącego 116 kilogramów Gołotę. - Ojciec był silny, więc ja też taki jestem - śmiał się zwycięzca walki. - Do ringu wchodzę z wiarą, że będzie dobrze. Czułem, że wszystko ułoży się po mojej myśli. Mam szybkość, dynamikę, psychikę, serce do boksu, mocną głowę. Jest wszystko. Teraz czas na odpoczynek i do roboty.

Adamek nie zamierza wracać do wagi junior ciężkiej. - Nie mam z kim rywalizować, dlatego zrezygnowałem z pasa IBF. Zapomnijmy o konfrontacji z Bernardem Hopkinsem, do niej nie dojdzie, bo on nie podpisze kontraktu na wagę ciężką - stwierdził dwukrotny mistrz świata.

Wychowanek Górala Żywiec nie ukrywa, że marzą mu się pojedynki z największymi sławami pięściarstwa. - Dostanę jeszcze ze dwie szanse i za rok o tej porze mogę bić się z Kliczkami o mistrzostwo świata. Nikogo się nie boję. Wcześniej była od nich propozycja, ale na trzy tygodnie przed walką. A ja nie wejdę do ringu, kiedy nie jestem przygotowany, tylko po to, aby zarobić parę złotych.

"Poszedłbym z Gołotą na wódkę"

Na temat mocno poobijanego Gołoty powiedział: - Zawsze proszę Boga, aby i ja, i mój przeciwnik, cały i zdrowy wszedł i wyszedł z ringu. Przyjął dużo ciosów, ale stał jakby liczył na jakiś cios, który spowoduje, iż on wygra. Na koniec nie podał mi ręki, ale ja go klepnąłem, jak człowiek. Dziś jestem zmęczony, a tak w ogóle to poszedłbym z nim na wódkę, czemu nie.

PAP, arb