Polacy nie wierzą w epidemię

Polacy nie wierzą w epidemię

Dodano:   /  Zmieniono: 7
Fot. M.Stelmach/Wprost
„Rząd zachowuje się rozsądnie, a epidemia jest głównie faktem medialnym” - uznała większość internautów, którzy wypełnili ankietę przeprowadzoną przez portal Wprost24, dotyczącą działań rządu w związku z wybuchem epidemii grypy na Ukrainie. Większość odpowiadających pozytywnie oceniła powściągliwe ministerstwa zdrowia.
Spośród 1746 osób, które wzięły udział w sondzie, taką wersję odpowiedzi wybrało 639 osób. 272 respondentów uznało, że „należy spokojnie obserwować rozwój sytuacji". Przeciwnego zdania było 550 ankietowanych, zdaniem których „opóźniając wprowadzenie szczepionki rząd naraża życie i zdrowie Polaków". Wśród respondentów było także 247 zwolenników wzmocnienia kontroli na granicy z Ukrainą. Pozostała grupa licząca 38 osób nie miała zdania w tej sprawie.

Krzemiński: ludzie już raz dali się mediom nabrać

Głosy zwolenników i przeciwników działań rządu rozkładają się dość równomiernie – zauważa socjolog profesor Ireneusz Krzemiński. – Gdyby liczbę odpowiedzi zredukować do dwóch, okazuje się, że przeciwko rządowi wypowiedziało się 45 procent ankietowanych, a 52 procent popiera dotychczasową politykę władz. Taki rozkład opinii towarzyszy bardzo wielu dylematom, przed jakimi stają Polacy – uważa profesor Krzemiński. – Faktem jest jednak, że większość uczestników ankiety spokojnie podchodzi do rzekomego zagrożenia. Można wyróżnić co najmniej dwa powody takiej reakcji. Chociaż media informują nas nieustannie o zagrożeniu nową grypą A/H1N1, wiemy skądinąd, że choroba ta wywołuje mniej poważne skutki niż wirus tzw. grypy sezonowej. Poza tym Polacy bardzo dobrze pamiętają panikę, jaką nie tak dawno wywoływały media z powodu ptasiej grypy. Tymczasem skutki tej choroby okazały się nie tylko w Polsce, ale także w całej Europie bardzo znikome – mówi w rozmowie z Wprost24 profesor Krzemiński. Jego zdaniem te doświadczenia w połączeniu z informacjami, że obecna forma grypy nie jest aż tak niebezpieczna, uspokajająco wpłynęły na opinię większości ankietowanych.  

Higiena zamiast zamykania granic

Opinie tych osób, które zachowują zimną krew podziela do pewnego stopnia profesor Andrzej Zieliński, krajowy konsultant ds. epidemiologicznych. - Nie można się dopatrzeć bezpośredniego związku pomiędzy sytuacją na Ukrainie, a wzrostem zachorowań na grypę w Polsce – twierdzi profesor Zieliński w rozmowie z Wprost24. – Nie zmienia to faktu, że w tej chwili chorych w naszym kraju przybywa. W pierwszym tygodniu listopada zanotowaliśmy trzykrotny wzrost liczby zachorowań. Jednak przyczyną były najprawdopodobniej uroczystości związane z Dniem Wszystkich Świętych, kiedy większość Polaków uczestniczyła w masowych spotkaniach. To idealne warunki do rozszerzania się choroby – uważna profesor Zieliński. Podobnie jak większość ankietowanych jest jednak sceptycznie nastawiony do wprowadzania kolejnych działań profilaktycznych ze strony władz. - W zapobieganiu rozwojowi grypy najważniejsza jest indywidualna higiena. Działania odgórne – jak zamykanie granic czy zawieszanie zajęć w szkołach – często nie przynoszą pozytywnych skutków – uważa. – Dlatego od odpowiednich służb wymagałbym przede wszystkim przygotowania logistycznego.

Łp

 7

Czytaj także