Miller: przyczyny katastrofy po stronie polskiej i rosyjskiej

Miller: przyczyny katastrofy po stronie polskiej i rosyjskiej

Dodano:   /  Zmieniono: 3
fot. Wprost
Szef MSWiA Jerzy Miller powiedział, iż przyczyn wypadku prezydenckiego samolotu jest wiele. "Te przyczyny prawdopodobnie są rozłożone tak, że część można przypisać stronie polskiej, a część rosyjskiej" - dodał.
Miller, który kieruje pracami polskiej komisji zajmującej się okolicznościami katastrofy prezydenckiego samolotu 10 kwietnia pod Smoleńskiem, przedstawił w Senacie informację nt. badania tragedii.

"Nie ma jednej przyczyny wypadku, jesteśmy przekonani, że przyczyn wypadku jest wiele" - mówił minister. Dodał, że komisja przywiązuje wielką wagę, aby wszystkie okoliczności były zbadane. "Podkreślam słowo - wszystkie" - zaznaczył Miller.

Pytany przez senatorów o współpracę ze stroną rosyjską Miller powiedział, że osobiście jest wdzięczny, iż "ta współpraca jest na tyle dobra, że jest skuteczna". "Czy jest optymalna, może jeszcze więcej oczekiwałbym od strony rosyjskiej, ale również strona rosyjska nieraz oczekuje od nas więcej i nie zawsze szybko dostaje odpowiedzi na zadane pytania" - mówił Miller.

Minister dodał, że komisja polska pracuje na kopii zapisu rejestratorów przekazanych przez Rosjan. "Potrafimy sprawdzić, czy kopia jest kopią wierną w stosunku do oryginału" - zaznaczył.

Dwóch ekspertów nie poznało głosu Kazany

Dwóch polskich ekspertów przesłuchiwało nagrania rozmów z kokpitu samolotu Tu-154M; nie rozpoznali głosu dyrektora protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusza Kazany - mówił Miller. "Nic innego nie wiem w tej sprawie" - dodał.


Szef MSWiA odpowiedział tak na pytanie o to, czy rzeczywiście to Kazana jest jedną z osób, której głos nagrał rejestrator dźwięku z kabiny pilotów rządowego samolotu. Minister, który kieruje pracami polskiej komisji ds. badania wypadków lotniczych lotnictwa państwowego, przedstawia senatorom informację na temat badania katastrofy samolotu z 10 kwietnia pod Smoleńskiem.

Ze źródła w Moskwie znającego kulisy badania okoliczności katastrofy PAP dowiedziała się we wtorek, że to dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusz Kazana w odstępie kilkunastu minut wypowiedział zdania: "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić", "Wkurzy się, jeśli jeszcze..." i "No to mamy problem". Według tego źródła Kazana był drugą z postronnych osób, których głos zarejestrowała czarna skrzynka w kabinie pilotów Tu-154M. Pierwszą był dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik, który - wbrew niektórym doniesieniom - nie siedział za sterami samolotu.

Czy Rosja chciałaby się ośmieszyć?

"Czy Federacja Rosyjska chciałaby się ośmieszyć przed całym światem, podając raport, który jest dziurawy i pomija istotne sprawy?" - tak szef MSWiA odpowiadał na zarzuty, że rosyjski raport może być niepełny i nieobiektywny.

Miller przyznał, że prezydencki samolot, odbywający międzypaństwowy lot, ma formalnie status eksterytorialnego, ale nie da się w tym kontekście zabraniać przedstawicielom obcego państwa uczestniczenia w akcji ratowniczo-gaśniczej. "Gospodarz ma obowiązek gasić pożar, szukać żywych we wraku samolotu" - podkreślił.

Pytany przez senatorów PiS, czemu strona polska nie zwróciła się do strony rosyjskiej o przejęcie śledztwa, Miller odpowiedział pytaniem: "czy chcecie, aby przesłuchania rosyjskich kontrolerów odbywały się w Polsce? Gwarantujecie, że oni pojawią się w Polsce i będą zeznawać?". "Interesuje nas ustalenie faktów i to metodami, które są profesjonalne. Nie populizm, a profesjonalizm" - podkreślił.

Podobnie Miller odpowiedział na pytanie, czemu w wieży kontroli lotów w Smoleńsku nie było 10 kwietnia polskiego kontrolera. "Gdybym zaproponował, żeby na polskim lotnisku wojskowym w czasie lądowania rosyjskiego samolotu z delegacją państwową był rosyjski kontroler, chyba uznalibyście, że powinienem pracować w innym ministerstwie" - odparł szef polskiego MSWiA.

Miller przestrzega przed pochopnymi wnioskami ws. katastrofy

Minister zaznaczył, że jako przewodniczący komisji nie będzie podawał wniosków oraz poruszał kwestii dotyczących przebiegu zdarzeń w samolocie do czasu zakończenia prac komisji. "Na pewno większość z państwa poznała ujawniony stenogram, ale czy z tego stenogramu wynika zachowanie osób, które się znajdowały w kokpicie?" - pytał Miller. Dodał, że stenogram jest zapisem tego, co słyszały mikrofony. "Ale część osób w kokpicie miała słuchawki na uszach i nie słyszała tego, co słyszały mikrofony" - zaznaczył.

Jak dodał, takich niedopowiedzeń jest dużo, a proces analizy musi być bardzo dokładny. "Skrzywdzić kogoś jest bardzo prosto, ale nieraz jest to krzywda, której nie da się wymazać" - zaznaczył.

Miller dodał, że nie ma wystarczających kwalifikacji, aby zajmować się awioniką, przygotowaniem pilota, stanem pogody. "I w związku z tym taki jest podział wewnątrz naszej komisji, ja mam obowiązki zewnętrzne" - powiedział. Szef MSWiA dodał, że nigdy nie odważyłby się podejmować dyskusji z członkami komisji, którzy są specjalistami w różnych szczegółowych dziedzinach.

"Natomiast jeśli komisja będzie w swoim programie zajmowała się pracą jakiejkolwiek instytucji mnie podległej, to ja się po prostu wyłączę ze wszystkich czynności związanych z takim wątkiem" - mówił.

Miller prosi o cierpliwość, wyrozumiałość i zaufanie

Nie poświęcimy jakości pracy na ołtarzu pośpiechu; proszę o cierpliwość, wyrozumiałość i zaufanie - powiedział we wtorek w Senacie szef MSWiA Jerzy Miller, który kieruje polską komisją badającą katastrofę w Smoleńsku. Zapowiedział upublicznienie prac komisji.

Przedstawiając senatorom informację ws. tragedii, Miller poinformował, że "strona rosyjska w pierwszych godzinach i dniach wykazała chęć współpracy i takiego działania, które odpowiadałyby obu stronom". Przypomniał, że wobec braku dwustronnych regulacji prawnych "adekwatnych do zdarzenia", przyjęcie jako podstawy działań tzw. konwencji chicagowskiej było "dobre z punktu widzenia interesu polskiego". Dodał, że wszystko to gwarantuje, że "będziemy mogli zwieńczyć prace publicznym raportem".

Szef MSWiA przypomniał, że komisje badające przyczyny katastrofy pracują w trybie niejawnym. "Nam nie wolno ujawniać przebiegu procesu badawczego; dbamy o to, by każdy, kto wie o czynnikach mających wpływ na zdarzenie z 10 kwietnia, mógł nas zapoznać ze swoim poglądem" - dodał Miller. "Nie przyspieszymy pracy, dopóki wszystkich wątków nie rozpatrzymy z wszelką dokładnością" - oświadczył.

Miller dodał, że nie będzie informacji o codziennych wynikach prac tej komisji, ale zarazem zapowiedział:"jesteśmy gotowi zapoznawać społeczeństwo z raportami cząstkowymi, jeśli będą obejmować swoim zakresem skończone fragmenty procesu badawczego".

Według ministra, niedawne opublikowanie zapisów czarnych skrzynek samolotu "rozwiewa wiele hipotez".

PAP, im


 3

Czytaj także