"Kruche i miałkie" dowody ws. Blidy

"Kruche i miałkie" dowody ws. Blidy

Dodano:   /  Zmieniono: 89
Były szef MSWiA Janusz Kaczmarek zeznał we wtorek przed sejmową komisją śledczą, iż podczas narady w 2007 r. u ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego, na której poruszano kwestię śledztwa w sprawie węglowej, wskazywał, że dowody w sprawie są "kruche i miałkie".

Sejmowi śledczy badający okoliczności śmierci Barbary Blidy przesłuchiwali Kaczmarka blisko pięć godzin. Ich pytania dotyczyły głównie narad z udziałem m.in. ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego przed końcem kwietnia 2007 r. Według Kaczmarka podczas jednego z takich posiedzeń sprawa Blidy i wątek sprawy węglowej "zdominował naradę".

- Umieszczam tę naradę niedługo przed podjęciem działań wobec Barbary Blidy, zatem w granicach trzech-czterech tygodni - powiedział Kaczmarek. Jak dodał, w naradzie mieli poza nim uczestniczyć: b. premier Jarosław Kaczyński, b. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, b. szef ABW Bogdan Święczkowski, b. szef CBA Mariusz Kamiński, b. szef policji Konrad Kornatowski i b. prokurator krajowy Tomasz Szałek.

Kaczmarek powiedział, że "narada rozpoczęła się od referatu Ziobry, że jest sprawa, która jest istotna z uwagi na nazwiska, które się w niej pojawiają, jest możliwość ukazania układu, który rządził, kiedy sprawowała rządy lewica".

- Wskazywano na nazwisko Blidy, wskazywano nazwisko b. premiera Leszka Millera - zeznawał Kaczmarek. Następnie, według Kaczmarka, głos zabrał Święczkowski, który zrelacjonował materiał dowodowy. Świadek zaznaczył, że zapytany przez premiera o ocenę prawno-karną sprawy odpowiedział, że "materiał jest bardzo kruchy, bo mamy do czynienia z jednym pomówieniem i ze świadkiem ze słyszenia, byłym posłem SLD Ryszardem Z.". "Więc jest to materiał, który jest bardzo skąpy i niedający na dany moment takich daleko idących wniosków, jak możliwość rozbicia układu" - zeznawał Kaczmarek. Dodał, że jego zdanie poparli Kornatowski i Szałek. Premier, zdaniem Kaczmarka, miał powiedzieć, że w sprawie muszą być mocne dowody na poparcie przedstawianych faktów.

Święczkowski, który zeznawał przed komisją w lutym, odnosząc się do narady powiedział, że "premier miał obowiązek, a nie prawo, zwołać takie spotkanie koordynacyjne". Według Święczkowskiego do narady doszło w lutym 2007 r., a celem tego spotkania było właściwe skoordynowanie działań służb specjalnych i prokuratury. Dotyczyło ono najważniejszych postępowań. "W kilkunastu zdaniach omówiłem każde z postępowań" - zaznaczył wtedy Święczkowski. "Na pewno nazwisko Blidy nie padło w żadnym szczególnym kontekście, nie było w lutym mowy o żadnych zatrzymaniach i zarzutach, tym bardziej o środkach zapobiegawczych" - mówił b. szef ABW.

O tym, że narada ta odbywała się później - 27 marca 2007 r. - mówił też we wrześniu ubiegłego roku przed komisją Kornatowski. "Ale z zeznań Święczkowskiego wynika, że w tych dniach on był za granicą" - dopytywał przewodniczący komisji Ryszard Kalisz (Lewica). Kaczmarek odparł, że trudno mu się do tego odnieść. Zaznaczył, że w jego przeświadczeniu w niedługim czasie po naradzie "doszło do tego nieszczęścia, które się wydarzyło".

Przed rozpoczęciem posiedzenia dziennikarze pytali Kaczmarka, czy w związku ze sprawą Blidy Ziobro powinien odpowiedzieć przed Trybunałem Stanu. "Sądzę, że moje zeznania przyczynią się do tego, że taki wniosek komisja skonstruuje; nie wyobrażam sobie innego rozwiązania, jak właśnie Trybunał Stanu dla ministra Ziobry" - odpowiedział Kaczmarek.

"Świadek jest w tej sprawie osobą ewidentnie uprzedzoną, mającą żal o pewne zaszłości, o pewne decyzje personalne" - ocenił natomiast na początku posiedzenia, po swobodnej wypowiedzi Kaczmarka, Wojciech Szarama (PiS).

Przed komisją Kaczmarek powiedział, że po śmierci Blidy prokuratura nie sprostała zadaniu rzetelnej oceny tego zdarzenia. "Któż inny, jak właśnie nie komisja może dokonać oceny prawnej, moralnej i politycznej tego zdarzenia opisywanego dzisiaj nawet w prasie lekarskiej jako zabójstwa psychologicznego. Rodzi się pytanie, czy takiemu zadaniu mogłaby sprostać prokuratura. Dzisiaj wiemy, że nie sprostała" - mówił Kaczmarek.

W styczniu 2008 r. Kaczmarek został przesłuchany w łódzkiej prokuraturze prowadzącej śledztwo w sprawie śmierci b. posłanki SLD. "Na dzisiaj powiedziałem wszystko to, co wiedziałem. Uważam nadal, że wiele nieprawidłowości w tej sprawie było" - powiedział wtedy dziennikarzom Kaczmarek. W lutym bieżącego roku łódzka prokuratura umorzyła śledztwo w wątku prokuratorów i nacisków na nich ze strony polityków i przełożonych.

Kaczmarek wskazał, że to w rękach posłów jest wyjaśnienie sprawy. "Państwa działania są istotne, bo to państwo będziecie musieli ustalić, gdzie w 2007 r. było prawo, gdzie w 2007 była sprawiedliwość; dlaczego dominowało prawo nienawiści, pomówień w stosunku do drugiego człowieka, nieposzanowania godności drugiego człowieka; dlaczego nie było prawa miłości" - mówił Kaczmarek.

"Ktoś może powiedzieć - zostawmy prawo miłości, prawo nienawiści; mówmy zimno, obojętnie na temat tego, co się wydarzyło. Otóż nie. Trzeba o tym mówić, żeby nikt nigdy w wyniku takich działań nie popełnił samobójstwa" - dodał. Były szef MSWiA powiedział też m.in., iż o śmierci Blidy dowiedział się 25 kwietnia 2007 r. po godz. 6 rano telefonicznie od ministra Ziobry. - To było po godz. 6 rano, był to telefon ministra sprawiedliwości, był on osobą zdenerwowaną, poinformował, że Blida dokonała samobójstwa - mówił.

Kaczmarek dodał, że w okresie po 25 kwietnia do odwołania go z funkcji szefa MSWiA w sierpniu 2007 r. o sprawie śledztwa węglowego i śmierci Blidy rozmawiał z prezydentem Lechem Kaczyńskim, ówczesnym szefem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka Cezarym Grabarczykiem i szefem policji Konradem Kornatowskim.

"Nie pamiętam w tej chwili z czyjej inicjatywy było spotkanie z prezydentem - czy Zbigniewa Wassermanna (ówczesny minister koordynator służb specjalnych - PAP), czy z mojej, czy też wspólnie do siebie dzwoniliśmy, że musimy udać się do prezydenta" - mówił. Dodał, że "prezydent był bardzo poruszony tą sytuacją, kiedy mówiliśmy o fakcie, że materiał dowodowy był bardzo skąpy".

- Prezydent powiedział, że jego brat nas przestrzegał, że przecież mają być mocne dowody, mówiliśmy o nieprzygotowaniu akcji, jeśli chodzi ABW - dodał. Świadek zaznaczył, że Wassermann o sprawie nie wiedział, bo nie było go na naradzie u premiera. Jednocześnie b. szef MSWiA powiedział, że prezydent Lech Kaczyński był jedyną osobą, z którą dzielił się wątpliwościami; do której miał pełne zaufanie i uważał za wielki autorytet.

Kolejne posiedzenie komisji zaplanowano na poniedziałek - wtedy przed komisją ma stanąć b. szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

 89

Czytaj także