"Tak nie może być"
- Byłem pewien, o czym głośno mówiłem, że jeśli pan premier osobiście powie "Stop" w tej sprawie, to podjęte zostaną szerokie i konkretne działania przeciw sprzedaży tych specyfików. Nie może być przecież tak, by te trucizny trafiały do dzieci i młodzieży, by zagrażały ich życiu i zdrowiu - podkreślił rzecznik.
Jak dodał, już od jakiegoś czasu zaniepokojeni rodzice zwracali mu uwagę na bardzo łatwy dostęp do sklepów z dopalaczami oraz na brak - skierowanej do dzieci i młodzieży - informacji o ich szkodliwości. - Zamknięcie punktów sprzedaży tych trucizn daje nam czas na zastanowienie się, w jaki sposób trwale zahamować napływ środków odurzających na rynek. Jak wiemy, nawet lekarstwa muszą być wcześniej dopuszczane do sprzedaży, a w tym przypadku oferowano młodym ludziom specyfiki bez ich dokładnego przebadania - podkreślił Michalak.
"Będę wspierać najmłodszych"
Zaznaczył, że potrzebna jest także analiza skutków działania dopalaczy, ponieważ - jak wynika z doniesień medialnych - tylko w ostatnim tygodniu kilkanaście młodych osób trafiło do szpitali po użyciu tych środków. - Jestem przekonany, iż jest to dopiero początek drogi - obok prowadzonych w tej chwili działań doraźnych konieczne jest szybkie uchwalenie odpowiednich przepisów. Będę wspierać wszelkie działania, by zabezpieczyć zdrowie i życie najmłodszych - zadeklarował rzecznik.
Od soboty prowadzona jest w całym kraju akcja GIS i policji przeciwko tym specyfikom. Objęła 1000 punktów sprzedaży. Decyzji o natychmiastowym zamknięciu punktów sprzedaży dopalaczy policjanci i inspektorzy sanitarni nie wręczyli jeszcze właścicielom albo pracownikom ok. 200 podmiotów.
Tzw. dopalacze to substancje psychoaktywne, które mogą działać podobnie do narkotyków; można je legalnie kupić w Polsce. Są sprzedawane m.in. jako przedmioty kolekcjonerskie lub nawozy do roślin. Nie ma dokładnej statystki zatruć dopalaczami, w szpitalach kwalifikowane są one jako tzw. inne zatrucia.
zew, PAP