Eurodeputowany jest też ciekaw dlaczego przygotowany przez SLD projekt ustawy w sprawie dopalaczy leżał tak długo w "sejmowej zamrażarce", dlaczego państwo nie reagowało wcześniej na handel dopalaczami. "Czy po uderzeniu w legalnie działającą branżę hazardową i branżę dopalaczy, następny atak będzie na sklepy z margaryną (bo podwyższa cholesterol) lub na ciastkarnie (bo słodycze podwyższają cukier we krwi)? Ile rodzajów podmiotów gospodarczych, działających legalnie, będzie musiało zwinąć swój interes, bo tego wymaga polityczny interes pana premiera i jego partii, którzy nie potrafili przewidzieć związanych z nimi patologii? Czy ratowanie naszej młodzieży przed śmiertelnymi skutkami działania dopalaczy nie mogło zacząć się na etapie uchwalania ustaw, a nie na etapie śmierci pierwszych młodych ludzi?" - pyta eurodeputowany.
"Czy w Polsce Donalda Tuska dopiero powódź może przyśpieszyć budowę wałów? Czy dopiero śmierć prezydenta i 95 innych osób może spowodować refleksję nad bezpieczeństwem lotów najwyższych urzędników w państwie i skutkować zakupem potrzebnych samolotów? Czy konieczne są kolejne gwałty na dzieciach, by zaostrzyć karanie pedofilów? Czy muszą być zabijani kolejni świadkowie w więzieniach, żeby wprowadzić całodobowy monitoring w celach najgroźniejszych przestępców?" - zastanawia się Migalski.arb