Błaszczak: Komorowski to strażnik żyrandola

Błaszczak: Komorowski to strażnik żyrandola

Dodano:   /  Zmieniono: 5
Mariusz Błaszczak (fot. Wprost) / Źródło: Wprost
Prezydent Bronisław Komorowski jest nieaktywnym "notariuszem" rządu Platformy Obywatelskiej - stwierdził szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. W jego ocenie, pierwszy rok urzędowania Komorowskiego to rok straconych szans i złamanych obietnic. - To prezydentura wycofana, nieaktywna. Bronisław Komorowski realizuje scenariusz, jaki nakreślił Donald Tusk - a więc strażnika żyrandola - ocenił Błaszczak oceniając pierwszy rok prezydentury Komorowskiego.
- Prezydent Komorowski obiecał w kampanii wyborczej podwyżki, obiecał nowe drogi, obwodnice w wielu miastach, obiecał renegocjację umowy gazowej, przeciwstawienie się prywatyzacji służby zdrowia. Oczekiwał 500 dni spokoju, z tych 500 dni minęło 365 i ten czas nie przyniósł żadnych zmian. Prezydent Komorowski sprawia wrażenie, jakby go nie było - wyliczał Błaszczak. - W naszym przekonaniu prezydentura Polski powinna być prezydenturą aktywną. A to jest marnowanie szans, przed którymi stoi nasz kraj. To prezydentura zmarnowanych szans - dodał szef klubu PiS. - W Polsce prezydent jest wybierany w wyborach powszechnych, w związku z tym, ma silny mandat do tego, żeby reprezentować wyborców, społeczeństwo. Prezydent Komorowski z tego mandatu nie korzysta - podkreślił polityk PiS.

Komorowski - prezydent partyjny

W opinii Błaszczaka, kiedy podsumowuje się pierwszy rok prezydentury Komorowskiego - trudno spodziewać się w przyszłości jakiejś zmiany. - Wygląda na to, że role są sztywno opisane. Oczywiście sytuacja zapewne zmieni się po jesiennych wyborach, kiedy PO te wybory przegra, wtedy z całą pewnością dojdzie do przetasowania w ramach PO, może wtedy uaktywni się prezydent Komorowski. Ale czy tak będzie - zobaczymy - podkreślił. Na razie jednak, zdaniem polityka PiS, działania Komorowskiego jednoznacznie wskazują, że "jest prezydentem PO". Błaszczak zastrzegł jednocześnie, że nikt nie kwestionuje tego, że Komorowski został wybrany w demokratycznych wyborach i jest prezydentem RP. - Te próby wmawiania nam innego zdania w tej kwestii to były polityczne nagonki, które środowisko prezydenta Komorowskiego uprawia - zaznaczył.

W ocenie Błaszczaka Komorowski nie ma ambicji by być prezydentem samodzielnym. - Podkreślane przez propagandzistów rządu Donalda Tuska różnice zdań między premierem a prezydentem, to w mojej ocenie gra polityczna - stwierdził Błaszczak. Jako przykład takiego zachowania wymienił przyjęcie przez prezydenta sprawozdania KRRiT, które wcześniej zostało odrzucone przez Sejm i Senat. - Mieliśmy do czynienia ze spektaklem politycznym. Chodziło o zachowanie status quo w mediach publicznych, które zostały spacyfikowane przez trójkoalicję PO-PSL-SLD. Trudno było oczekiwać jakiś zmian - przekonywał szef klubu PiS.

Zdaniem Błaszczaka, również skierowanie przez prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego przepisów rządowej ustawy o racjonalizacji zatrudnienia w administracji państwowej było politycznym teatrem. Szef klubu PiS stwierdził, że trudno się też spodziewać, aby prezydent podpisywał ustawy w sposób oczywisty niezgodne z konstytucją. - Mam nadzieję, że mimo wszystko zaplecze prezydenta złożone z prawników czuwa nad tym, żeby podejmował decyzje zgodne z ustawą zasadniczą - dodał.

Złamane obietnice

Błaszczak przekonywał jednocześnie, że Komorowski złamał swoje obietnice wyborcze podpisując ustawę o działalności leczniczej. Zakłada ona m.in., że samorządy, które nie przekształcą szpitali w spółki, będą musiały pokrywać ich ujemne wyniki finansowe. - Przecież w kampanii wyborczej, w sądzie Bronisław Komorowski mówił, że jest przeciwny prywatyzacji służby zdrowia. Przekształcenie ZOZ-ów w spółki wprowadza czynnik ekonomiczny służby zdrowia i w konsekwencji prowadzi do prywatyzacji szpitali - podkreślił. Zarzucił też prezydentowi, że nie korzysta z inicjatywy legislacyjnej. - Nie ma projektów ustaw zgłaszanych przez prezydenta Komorowskiego, a jeżeli już się pojawiają, to epizodycznie zupełnie - mówił.

Prezydent od wstęgi...

Według polityka PiS prezydent "przecina wstęgi i odznacza". - Ale też prowadzi inną politykę niż prezydent Lech Kaczyński, który doceniał zapomnianych często bohaterów Solidarności. Prezydent Komorowski odznacza głównie członków swojego komitetu wyborczego - stwierdził Błaszczak. Poseł ocenił też, że nie zaobserwował żadnych pojednawczych gestów Komorowskiego wobec przeciwników politycznych. - Przypominam, że w jednym z pierwszych wywiadów prezydent Komorowski domagał się usunięcia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego. To jest sprzeczne z deklaracjami mówiącymi o zgodzie, to jest wyraźnie prowokowanie konfliktu - podkreślił.

...a nie od polityki międzynarodowej

Zdaniem Błaszczaka Komorowski nie radzi sobie zupełnie na arenie międzynarodowej. Według szefa klubu PiS, nic konkretnego nie wynikło ani z wizyty prezydenta USA Baracka Obamy, ani Rosji - Dmitrija Miedwiediewa, którzy odwiedzili w ostatnim roku nasz kraj. - W polityce zagranicznej liczą się fakty, a nie deklaracje. Niestety te są dla nas niekorzystne, bo z tych wizyt nic konkretnego dla nas nie wynika - powiedział Błaszczak. Według niego, źle się też dzieje w relacjach polsko-niemieckich, a przykładem tego jest budowa gazociągu północnego. - W tej dziedzinie również nic nie zostało zrobione - dodał. - Dyplomacja nic nie zrobiła w sprawie śledztwa smoleńskiego. Oczywiście wina leży przede wszystkim po stronie rządu, który oddał śledztwo smoleńskie Rosjanom, ale prezydent Komorowski też w tej sprawie okazał się zupełnie bezradny - ocenił polityk PiS. W jego opinii, trudno wskazać jakikolwiek sukces Komorowskiego w polityce zagranicznej. - Poklepywanie po plecach - tak rzeczywiście, deklaracje - tak. Ale nie ma żadnych konkretnych rezultatów dla naszego kraju z tego wynikających - podsumował Błaszczak.

PAP, arb

 5

Czytaj także