Coraz trudniej znaleźć nauczycieli chętnych do sprawdzania matur. Największe trudności są z językiem polskim – informuje Strefa Edukacji. Wszystko przez to, że sprawdzenie jednego wypracowania może zajmować nawet kilkadziesiąt minut, a testów może być kilkaset. W przypadku testów zamkniętych sprawdzanie jest szybsze. – Matematyka jest bardziej schematyczna. Sprawdzasz klucz i idziesz dalej. W polskim każdą pracę trzeba przeczytać i przeanalizować – wyjaśnia dyrektor jednego z liceów.
Dyrektor innej szkoły średniej tłumaczy, że „wynagrodzenie nie rekompensuje tego wysiłku”. Aby zostać egzaminatorem, trzeba mieć odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie, ukończyć szkolenie organizowane przez OKE oraz zdać egzamin. Do tego dochodzi regularna obecność na szkoleniach i standaryzacji oceniania. Biorąc pod uwagę poświęcony czas i wynagrodzenie „coraz mniej osób chce się tego podejmować”. Realna stawka godzinowa często wynosi ok. 35 – 80 zł brutto.
Nauczyciele rezygnują ze sprawdzania matur, j. polski największym problemem. „Nie opłaca się”
– To jest bardzo wymagająca praca intelektualna. Po kilku godzinach sprawdzania nie jesteś w stanie funkcjonować normalnie, a stawka wychodzi jak za prostą pracę dodatkową – przyznaje polonistka. Do tego dochodzi duża odpowiedzialność za wynik ucznia, presja czasu, czy niejasności w kryteriach oceniania. Nauczyciele w pewnym momencie stwierdzają, że to się po prostu się nie opłaca i rezygnują.
– Jeszcze kilka lat temu było więcej chętnych. Dziś trzeba naprawdę namawiać nauczycieli, a rezygnuje już po jednym sezonie – tłumaczy dyrektor. Wysokość samych stawek zależy od budżetu państwa. Zmiany wymagają więc decyzji na poziomie centralnym, a możliwości elastycznego podnoszenia wynagrodzeń są ograniczone. Nauczyciele podsumowują, że „rośnie zakres obowiązków egzaminatorów”.
Czytaj też:
Trwają „zbrojenia” przed maturami. CKE chce uniknąć powtórki z ubiegłego rokuCzytaj też:
Ostatnia taka matura, a potem zmiany? „Jeśli chodzi o formę można dyskutować”
