Opieszałość MEN wywołuje frustrację nauczycieli. Szef ZNP: Kolosalne nadużycie naszej cierpliwości

Opieszałość MEN wywołuje frustrację nauczycieli. Szef ZNP: Kolosalne nadużycie naszej cierpliwości

Dodano: 
Barbara Nowacka i Sławomir Broniarz
Barbara Nowacka i Sławomir Broniarz Źródło: PAP / Albert Zawada / Newspix / Albert Zawada
– Tu nie chodzi o przetarg ekonomiczny. Tu chodzi o to, że jesteśmy rozczarowani postawą rządzących – mówi w podcaście „Rozmowa Wprost” Sławomir Broniarz. Szef ZNP komentuje w ten sposób serię podwyżek dla nauczycieli, która nie wypełnia oczekiwań środowiska. Nasz rozmówca odnosi się także do gorzkiego dla Barbary Nowackiej sondażu, ocenia niedawną decyzję ws. edukacji zdrowotnej i kieruje kilka słów do maturzystów.

Polska znajduje się w grupie państw o najstarszej kadrze szkolnej. Ze statystyk wynika, że aż 45 proc. polskich nauczycieli przekroczyło 50. rok życia, a zaledwie 4 proc. stanowią osoby, które nie ukończyły jeszcze 30 lat. O tym, dlaczego młodzi ludzie nie wybierają tej ścieżki zawodowej mówi w nowym odcinku podcastu „Rozmowa Wprost” Sławomir Broniarz.

– Wpływ na to ma przede wszystkim bardzo niski poziom wynagrodzenia, który idzie w parze z bardzo trudnymi warunkami pracy. Jeżeli połączymy ze sobą te dwa elementy, to trudno oczekiwać od młodego człowieka, który kończąc studia, otrzymuje wynagrodzenie kilkaset złotych wyższe od płacy minimalnej, żeby on nagle pałał miłością do tego zawodu i podjął życiową decyzję wejścia w próg pokoju nauczycielskiego i rozpoczęcia pracy w szkole. To jest moim zdaniem podstawowa przyczyna – wskazuje prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Seria podwyżek dla nauczycieli. MEN się chwali, szef ZNP kontruje. „To urąga przyzwoitości”

Ministerstwo Edukacji Narodowej podkreśla, że w ostatnich latach pensje nauczycielskie są regularnie podnoszone, a skala podwyżek była bezprecedensowa – w 2024 r. przekroczyła 30 proc. Przedstawiciele resortu dodają także, że nie ma trzeciej dziedziny – poza obronnością i właśnie edukacją – na którą wydatki wzrastają w tak szybkim tempie.

– Gdyby nie było tej wielkiej podwyżki w 2024 r., nauczycielom trzeba byłoby wypłacać dodatek uzupełniający, dlatego że wynagrodzenie nauczyciela byłoby niższe od płacy minimalnej – podkreśla Sławomir Broniarz. Jak dodaje prezes ZNP, sytuacja, w której osoby po wyższych studiach, na których spoczywa duża odpowiedzialność, otrzymywałyby pensje poniżej progu płacy minimalnej, „urąga przyzwoitości”.

Nasz rozmówca podwyżki z 2024 r. sytuuje w kategorii „zasypania kolosalnej dziury”. – To był krok, który musiał zostać wykonany, żeby w XXI wieku, w cywilizowanym kraju środkowej Europy, nauczyciele nie zarabiali poniżej płacy minimalnej – analizuje szef ZNP. Sławomir Broniarz dodaje, że w 2025 r. wynagrodzenia nauczycieli wzrosły o 5 proc., a w 2026 r. – 3 proc., co stanowi element waloryzacji inflacyjnej.

Nauczyciele odwrócą się od rządzących? Szef ZNP: Tu nie chodzi o przetarg ekonomiczny

Sławomir Broniarz przypomina też o obywatelskim projekcie, który ma gwarantować nauczycielom realny wzrost wynagrodzeń, co ma nastąpić poprzez powiązanie wysokości wynagrodzeń tej grupy zawodowej z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Podjęcie prac w tym zakresie było obiecywane przez premiera Donalda Tuska.

Jak zauważa nasz rozmówca, sprawa tkwi w martwym punkcie. – Stąd oburzenie, zniechęcenie i zniecierpliwienie – wskazuje Sławomir Broniarz.

– To jest kolosalne nadużycie naszej cierpliwości – podkreśla.

Szef ZNP wystosował też pewną przestrogę do rządzących. – To także, moim zdaniem, nie pozostanie bez wpływu na postawę wielu naszych koleżanek i kolegów podczas nadchodzących wyborów w 2027 r. I chcielibyśmy, żeby rządzący zdawali sobie z tego sprawę. Tu nie chodzi o przetarg ekonomiczny. Tu chodzi o to, że jesteśmy rozczarowani postawą rządzących – podkreśla.

Nauczyciele ogłoszą protest, a później strajk? Szef ZNP wskazał datę graniczną

ZNP podnosi również takie tematy jak np. potrzeba wprowadzenia zmian w progach podatkowych, odpowiedniego rozliczania godzin ponadwymiarowych, a także kwestii bardzo branżowych jak np. sprawa dodatków za wychowawstwo i opiekę przedszkolną.

– Ustawa obliguje rząd do podania w czerwcu do Rady Dialogu Społecznego wskaźników makroekonomicznych dotyczących przyszłorocznego budżetu. I wtedy zobaczymy, co ten przyszłoroczny budżet zawiera, jeżeli chodzi o propozycję wzrostu wynagrodzeń dla naszej grupy zawodowej. A jednocześnie czerwcowe posiedzenie Zarządu Głównego ZNP bezwzględnie będzie musiało zastanowić się nad tym, co związek ma zrobić w sytuacji, gdy ten wskaźnik wzrostu będzie nadal na poziomie inflacji – podkreśla Broniarz.

Nowacka najgorszym ministrem rządu Tuska. Szef ZNP: Chcemy konkretnych działań

W niedawnym sondażu, który dla „Wprost” przeprowadziła pracownia SW Research, zapytaliśmy Polki i Polaków, który minister rządu Donalda Tuska zasługuje na miano najgorzej wypełniającego swoje obowiązki. Liderką zestawienia jest Barbara Nowacka, która uzyskała ponad 10 proc. wskazań.

Sławomir Broniarz podkreśla, że trzeba mieć świadomość, że za czasów obecnej szefowej MEN doszło do szeregu zmian w odniesieniu do uprawnień nauczycieli, które są związane z realizacją zapisów Karty Nauczyciela. Ale jednocześnie – w jego ocenie – nie można oczekiwać, że będzie panował entuzjazm, jeżeli to właśnie za czasów Barbary Nowackiej nie jest realizowana obywatelska inicjatywa dotycząca wzrostu wynagrodzeń nauczycieli.

– Przypomnę, że minister jest kierownikiem tego zakładu pracy. Ale tam jest sporo osób, także sekretarzy, podsekretarzy stanu i innych pracowników, którzy we współpracy z Barbarą Nowacką powinni ten wózek ciągnąć i podejmować działania zmierzające do tego, żeby to, co było przedmiotem krytyki, uzasadnionej krytyki, poprawić, a nie uprawiać jakąś prokrastynację, przesuwać w czasie i liczyć na to, że „jakoś to będzie”. Nie. Nauczyciele negują taką postawę. My chcemy konkretnych działań, konkretnych decyzji dotyczących naszych warunków pracy i płacy – podkreśla szef ZNP.

Nowa decyzja MEN ws. edukacji zdrowotnej. „Zgniły kompromis”

Sławomir Broniarz odnosi się także do jednej z ostatnich decyzji MEN, na mocy której edukacja zdrowotna stanie się przedmiotem obowiązkowym w klasach od IV do VIII szkoły podstawowej oraz przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych. Ale jednocześnie z tej obowiązkowości będzie wyłączony moduł dotyczący zdrowia seksualnego.

– To jest zgniły kompromis. Związek Nauczycielstwa Polskiego przy poprzednim dywagowaniu na ten temat, a także obecnie, uważa, że jest to próba chowania głowy w piasek – ocenia nasz rozmówca. Jak zauważa, dzieci powinny uczyć się o aspektach dotyczących tej sfery życia w szkole, a nie czerpać wiedzę z internetu, czy od swoich kolegów.

Broniarz ma radę dla maturzystów. „Nie popadajmy w panikę”

Szef Związku Nauczycielstwa Polskiego kieruje kilka słów do tegorocznych maturzystów, ale także patrzy w dużo dalszej perspektywie. – Przede wszystkim jestem myślami przy tych, którzy w 2031 r. usiądą za stolikami maturalnymi i będą wówczas pisali nową maturę na bazie nowej podstawy programowej, bo to będzie dla nich rzeczywiście duże wyzwanie – mówi Sławomir Broniarz.

– Życzę maturzystom przede wszystkim spokoju (…). Ważne, żeby do tematu podejść w sposób zdroworozsądkowy. Zdawać sobie sprawę z tego, że kilka godzin spędzonych na egzaminie jest rzeczą ważną, ale nie należy popadać w stres, w panikę. Na pewno każdy uczeń ma taki poziom wiedzy, że jest w stanie ową maturę napisać – dodaje pokrzepiająco na koniec.

Czytaj też:
Wakacje przesunięte? Wśród nauczycieli wrze. Uczniowie nie chcą „prezentu na kredyt”
Czytaj też:
Będzie zakaz egzaminów online? „MEN walczy z objawem, nie z chorobą”