Ministerstwo Edukacji Narodowej podkreśla, że w ostatnich latach dało nauczycielom podwyżki o dużej skali. W 2024 r. kształtowały się one na poziomie ok. 30 proc., w 2025 r. – 5 proc., a w 2026 r. wzrost wynagrodzeń wyniósł 3 proc.
Pensje nauczycieli w górę, w środowisku wrze. Widmo strajku generalnego
– Jeśli ktoś proponuje nauczycielom podwyżki na poziomie 2 proc. lub 3 proc., bo tylko takie są bezpieczne dla budżetu, to nie mamy o czym mówić. Z wczorajszego posiedzenia rządu wynika, że zadłużenie budżetu będzie przekraczać 60 proc., a to oznacza, że wchodzimy w procedurę nadmiernego deficytu. Wtedy trudno będzie cokolwiek wywalczyć od rządzących – mówi „Dziennikowi Gazecie Prawnej” Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum-Oświata”.
– Na jesień wspólnie z oświatową Solidarnością będziemy chcieli rozpocząć akcję protestacyjną, która docelowo może doprowadzić do strajku generalnego, jaki był ostatnio w 2019 r. – dodaje.
Nauczycielka wściekła na MEN. „To jest skandal”
Atmosfera wśród części nauczycieli jest coraz bardziej napięta, bo chociaż przedstawiciele tej grupy zawodowej dostali podwyżki, to – w ich ocenie – nie przystają one do dzisiejszych uwarunkowań.
– Mam już dość słuchania tego, że otrzymałam 30 proc. podwyżki w 2024 r., a w kolejnym roku wzrost płac był śladowy i nie zapowiada się nic lepszego. Nie mam nawet ochoty zapoznawać się z założeniami rządowej reformy „Kompasu Jutra” ani też z podstawami programowymi, które się również zmieniają – mówi „DGP” nauczycielka dyplomowana z jednej z warszawskich szkół podstawowych.
– Zawsze na nich głosowałam, a tym razem chyba się nie wybiorę na wybory. To jest skandal, że muszę pracować w dwóch szkołach, aby się utrzymać w stolicy – mówi z rozgoryczeniem.
Czytaj też:
„Niewidzialny” problem maturzystów. „Najpierw chcę zadbać o siebie i swoją głowę”Czytaj też:
MEN wykonało zwrot, dyrektor zgłasza „ale”. „Jest, a jakoby jej nie było”
