Pociąg, który wykoleił się w Łódzkiem jechał za szybko

Pociąg, który wykoleił się w Łódzkiem jechał za szybko

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. Wikipedia 
Pociąg Warszawa-Katowice, który wykoleił się w Babach, w chwili wypadku jechał z nadmierną prędkością. Według prokuratury urządzenia zarejestrowały, że przed wypadnięciem z torów skład jechał z 118 km/h, a ograniczenie prędkości w tym miejscu wynosi 40 km/h - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim Witold Błaszczyk. Piotrkowska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie spowodowania katastrofy kolejowej w miejscowości Baby. Grozi za to kara do 12 lat więzienia.
- Prędkość, z jaką poruszał się skład bezpośrednio przed wypadnięciem z torów, wynosiła 118 km/h. Odczytano to z rejestratora elektrowozu. Dopuszczalna prędkość w tym miejscu wynosi 40 km/h. Na razie pozostawiam bez komentarza ten fakt, bo wciąż analizujemy różne przyczyny tej katastrofy - powiedział Błaszczyk. Przedstawiciel prokuratury dodał, że prokuratura nadal bierze pod uwagę wadę materiałową i technologiczną torowiska, wadę urządzenia rozjazdowego, które miało zmienić tor ruchu poruszania się pociągu. - Możemy brać pod uwagę również niesprawność mechanizmów elektrowozu jak też znaczne przekroczenie prędkości na tym odcinku. Przyczyn jest wiele, mamy potwierdzenie na razie jednej - zaznaczył.

14 sierpnia przed południem ma zostać przesłuchany zatrzymany w  tej sprawie maszynista pociągu. Prok. Błaszczyk nie chciał przesądzać, czy może on usłyszeć zarzuty. - W tym zakresie prokuratura przedwcześnie nie będzie się wypowiadać. Jutro zostanie przesłuchany, a w jakim charakterze zdecyduje prokurator - podkreślił. Termin zatrzymania maszynisty upływa 14 sierpnia po godz. 16 i do tej chwili musi on być przesłuchany.

Piotrkowska prokuratura już w dniu wypadku rozpoczęła śledztwo w sprawie spowodowania katastrofy kolejowej. Oględziny na miejscu prowadziło kilku prokuratorów. Śledczy ustalają przyczyny katastrofy i ewentualnie osoby odpowiedzialne za doprowadzenie do wypadku. Błaszczyk podkreślił, że zabezpieczono podstawowy materiał dowodowy ma miejscu zdarzenia m.in. rejestratory z lokomotywy, zapisy rozmów między maszynistą a pracownikiem nastawni i rejestratory uruchamiania świateł wskazujących na konieczność ograniczenia prędkości na danym odcinku. - To podstawowe dowody, które - mam nadzieję - pozwolą ustalić okoliczności zdarzenia - podkreślił Błaszczyk. Prokuratorzy planują kolejne przesłuchania w tej sprawie. Adam Kolasa z łódzkiej policji przyznał, że nadal zatrzymany do wyjaśnienia pozostaje maszynista pociągu. Trwa też ustalanie danych personalnych ofiary śmiertelnej. Wiadomo, że jest to mężczyzna w wieku ok. 50 lat.

Wiceminister infrastruktury Andrzej Massel poinformował w TVN24, że "w ciągu kilku dni będziemy znali takie wstępne opinie na temat przyczyn zdarzenia, natomiast raport Komisja przygotuje w ciągu kilku tygodni".

Do wypadku doszło 12 sierpnia ok. godz. 16.15. Wykoleił się pociąg pasażerski TLK relacji Warszawa Wschodnia - Katowice o numerze 14101, którym jechało ok. 280 pasażerów. W wyniku wypadku zginęła jedna osoba, a 81 zostało poszkodowanych. 28 osób wciąż pozostaje w szpitalach.

PAP, arb