Raport czy publicystyka?
Macierewicz jednocześnie, że wśród 1 tys. stron opublikowanych materiałów "są informacje cenne". Dodał, że nie kwestionuje poszczególnych informacji, ale stwierdza, że "nie dostarczono rzeczywistych, źródłowych materiałów na podstawie których został dokonany raport Millera". - Chyba że ten raport miał charakter publicystyczny - zaznaczył z przekąsem poseł. Zdaniem posła PiS Miller unika przedstawienia źródeł, na których się oparł, bądź też oparł się na źródłach o charakterze publicystycznym.
Katastrofa smoleńska: gdyby ktoś przeżył, nikt by mu nie pomógł
Macierewicz rozczarowany
Według Macierewicza w opublikowanych dokumentach "mamy do czynienia z wyliczeniem danych nie stanowiących rzeczywistych, oficjalnych, formalnych materiałów mogących być podstawą do solidnej, uczciwej i pełnej analizy". - To rozczarowuje - przyznał. Dodał jednocześnie, że opublikowane materiały wskazują, iż "ta sprawa nie jest zamknięta, że mamy do czynienia z pewnym ruchem propagandowym, a nie merytorycznym".
Protokół komisji Millera: stenogramy pełne, nazwisk winnych - brakPoseł PiS podkreślił, że bardzo długo czekaliśmy na "źródłowe materiały pozwalające zweryfikować liczne sprzeczności i nieprawdy, które są zawarte w raporcie komisji Millera". - Niestety to nie nastąpiło - dodał. - Za to w warstwie opisowej mamy do czynienia z pogłębieniem tych tendencji, które już występowały i jednoznacznym zrzuceniem odpowiedzialności i winy na polskich pilotów - zaznaczył Macierewicz. Poseł PiS dodał, że w opublikowanych materiałach nie ma wyjaśnienia, kto "rzeczywiście wydawał polecenia kontrolerom lotu, by wprowadzali w błąd polskich pilotów". - Materiał ten nie spełnia podstawowych wymogów, jakie stawia się przed naukową, solidną ekspertyzą i solidnym badaniem - podsumował poseł.
PAP, arb
