Trzy, cztery – robimy znak krzyża

Trzy, cztery – robimy znak krzyża

Dodano:   /  Zmieniono: 61
Znak krzyża na „trzy, cztery” i modlitwa. Sprawdzenie obecności i trzydziestopięciominutowy monolog katechety przerywany pytaniami uczniów: „Przepraszam, czy mogę wyjść do toalety?”. Na koniec znów znak krzyża i modlitwa (krótka, bo i przerwa międzylekcyjna jest krótka). Tak zapamiętałam lekcje religii. O czym mówił wtedy katecheta? Nie pamiętam.
Jak mogłam cokolwiek zapamiętać, skoro w czasie wykładu rozwiązywałam zadania z matematyki, pisałam wypracowania z angielskiego, uczyłam się geografii lub po prostu patrzyłam przed siebie układając nerwowo w myślach plan wszystkich zajęć pozalekcyjnych?

Nie tylko ja nie słuchałam katechety. Nie słuchał go prawie nikt. Niezwykle trudno skupić się na modlitwie i problemach duchowych między sprawdzianem z matematyki, a kartkówką z chemii. Mieliśmy poczucie, że od ocen z tych „ważnych" przedmiotów pośrednio będzie zależała nasza przyszłość.  Co ważniejszego mógł nam zaoferować katecheta? Jeśli nawet miał coś do zaoferowania, to niestety nie potrafił nas o tym przekonać.

Jako gimnazjaliści, a później licealiści wiedzieliśmy doskonale, czym są seks, alkohol, narkotyki, antykoncepcja i aborcja. Katecheta zdawał się wiedzieć na ten temat tylko tyle, że to wszystko jest złe i oddala nas od Boga. Dlaczego złe? W jaki sposób złe? Co religia oferuje w zamian?  Tego nie wiedział lub nie chciał powiedzieć. Nie chciał rozmawiać także o strachu przed niepewną przyszłością, omijał temat presji wywieranej przez rodziców, nauczycieli czy środowisko. Wolał godzinami opowiadać o sakramentach świętych i obrządku liturgicznym. Przy tym – o ironio losu – choć przez tyle czasu mówił o celebracji Liturgii Słowa, Biblii nie położył na naszych ławkach ani razu.W Warszawie zakończyła się Konferencja Episkopatu Polski.  Biskupi żądają, aby religia została przywrócona do ramowego planu nauczania w szkołach i znów stała się przedmiotem obowiązkowym. Twierdzą, że władze świeckie dyskryminują ten przedmiot i doprowadziły do jego marginalizacji. Trochę szkoda, że po dwóch dniach obrad to jedyny wniosek, do którego Episkopat doszedł w tej kwestii.

Polacy coraz dotkliwiej odczuwają skutki kryzysu gospodarczego. Wyścig szczurów po „umowy śmieciowe" rozpoczyna się już w przedszkolu, pierwsze objawy depresji psychologowie zauważają u dzieci ze szkół podstawowych, a syndrom wypalenia zawodowego u dwudziestokilkulatków.  Mądrze i ciekawie prowadzone zajęcia traktujące o współczesnym świecie, człowieku i wierze są dziś potrzebne bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.  Niestety Kościół sam zmarginalizował religię - nie tylko jako przedmiot szkolny. Nie poświęcił czasu na przygotowanie ani nauczycieli, ani programu zajęć. Katecheta, zamiast oczarować młodych słuchaczy, pomóc im i napełnić ich nadzieją, pozwolił im zwątpić, że Kościół może dziś cokolwiek zaoferować młodym ludziom. Obowiązkowy znak krzyża na „trzy, cztery" może nie wystarczyć, by to zmienić.
 61

Czytaj także