Janusz Palikot jest przekonany, że jego ugrupowanie w najbliższych wyborach parlamentarnych uzyska najlepszy wynik spośród wszystkich startujących w wyborach partii. Warunek jest jeden - wybory parlamentarne muszą się odbyć po wyborach prezydenckich - zaznacza Palikot w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Janusz Palikot, który ma być kandydatem Ruchu Palikota na prezydenta, przewiduje, że w II turze wyborów głowy państwa przegra z Bronisławem Komorowskim. - Ale to wystarczy, by wygrać wybory parlamentarne – dodaje. Jego zdaniem do wyprzedzenia Platformy Obywatelskiej w czasie najbliższych wyborów do Sejmu i Senatu wystarczy zdobycie przez niego 28-32 proc. głosów w II turze wyborów prezydenckich.
Lider Ruchu Palikota przekonuje też, że jego ugrupowanie buduje wizerunek długofalowo, dzięki czemu w najbliższym czasie będzie beneficjentem przemian w mentalności Polaków, którzy zaczynają inaczej myśleć o Kościele, legalizacji narkotyków, związkach partnerskich, feminizmie. - Jesteśmy prekursorami tych zmian – zaznacza Palikot. Były polityk PO dodaje, że "jeśli jego diagnoza jest słuszna, to nastroje w dłuższej perspektywie czasu będą się przesuwały w kierunku >światopoglądu Ruchu Palikota<". - Tusk, chcąc nadal być w centrum, sam będzie się musiał przesuwać na lewo - zaznacza. I przewiduje, że - w ramach skrętu w lewo - już wkrótce szef rządu zastąpi obecnego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina Ryszardem Kaliszem.PAP, arb, "Gazeta Wyborcza"
