Ojciec i brat Katarzyny W. mieli zeznawać dziś przed sądem, jednak obaj nie stawili się na rozprawie. Obrońca Katarzyny W. poinformował, że wcześniej pisemnie odmówili składania zeznań, co oznacza, że wszystko to, co powiedzieli na etapie śledztwa nie może być brane pod uwagę przez sąd. Zeznania złożyła za to teściowa oskarżonej Beata C.
- Moja córka Paulina nalegała, żebyśmy zadzwonili (Bartłomieja W.) zapytać, czy wszystko w porządku, bo okolica, w której mieszkali nie była spokojna. Zadzwoniłam do niego, powiedział, że wszystko w porządku, jest w domu i przygotowuje pizzę. Po chwili odebrałam od niego telefon, powiedział, żebym usiadła i powiedział, że napadnięto Kasię i porwano Madzię. Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia od razu z mężem. Tam na miejscu była karetka, byli policjanci. Synowa była w karetce, pozwolono mi do niej wejść. Ona była cała roztrzęsiona, była z nami jej mama. Wtedy nie dało się tam rozmawiać, tylko ja przytuliłam. Od razu zaczęliśmy działać, skupiliśmy się na poszukiwaniach, na robieniu wszystkiego, by odnaleźć Magdę - relacjonowała wydarzenia z dnia rzekomego porwania małej Madzi jej babcia Beata C.
"Była raczej wycofana. Nie zabierała głosu"
Teściowa Katarzyny W. opisywała też zachowanie oskarżonej w dniach, kiedy poszukiwano małej Madzi. Mówiła, że trudno je oceniać, gdyż Katarzyna W. jest osobą skrytą. - Unikałam tematu porwania, bo nie chciałam sprawiać jej przykrości. Przy Kasi staraliśmy się podtrzymywać ją na duchu, obmyślaliśmy plan działania. Jak rozmowa toczyła się przy niej, to słuchała jej. Ale była raczej wycofana, nie zabierała głosu. Wydawało mi się, że ona cierpi bardziej w sobie, nie naciskałam, każdy ma prawo do swojego przeżywania emocji - mówiła.
Beata C. tłumaczyła też, kiedy nabrała podejrzeń, że Katarzyna W. może wiedzieć, co stało się z dzieckiem. Po nieudanej próbie badania Katarzyny W. wariografem, do którego nie doszło, bo oskarżona miała być zbyt roztrzęsiona, jej teściowa zauważyła, że kobieta może udawać zdenerwowanie. - Moją uwagę zwrócił fakt, że ona spokojnie mówiła, usta jej się nie trzęsły. Mąż przyniósł herbatę, postawiłam cukier i ona posłodziła tą herbatą bez problemu, bez żadnego drgania rąk. Wówczas spojrzeliśmy po sobie z mężem. Mąż wyszedł, a ja nabrałam podejrzeń, że Kasia wie, co się stało z Magdą - mówiła Beata C.
"7 papierosów dziennie nie szkodzi dziecku"
- Kasia źle znosiła ciążę, wiem to od lekarza. Miała anemię. Jedyne, co mnie uderzyło, że ona paliła dużo papierosów w ciąży. Przekonała też Bartka do tego, że to nie szkodzi, że do 7 papierosów dziennie nie szkodzi dziecku. To się odbiło na porodzie, bo znam panią doktor, która przyjmowała poród. Opowiadała mi, że łożysko było czarne. Madzia miała przez to kłopoty z oddychaniem. Miała wstrzymany oddech, była reanimowana, spędziła dwa tygodnie na OIOMie. Zachłysnęła się też prawdopodobnie wodami płodowymi, ale to wiem od Kasi lub Bartka - relacjonowała babcia Madzi.
Beata C. przyznała jednak, że nie obserwowała negatywnych zachowań Katarzyny W. wobec dziecka. - Jedyne negatywne zachowanie, jakie zaobserwowałam a mnie zaniepokoiło to to, że Kasia zostawiła dziecko na ponad dwa tygodnie. Pierwszy raz na dobre zostawiła Magdę u swojej mamy, drugi raz to się zdarzyło u nas. To było pod wpływem kłótni. To nie było jej typowe zachowanie - powiedziała. Dodała, że nie może jej też niczego zarzucić jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem.
"Żyliśmy nadzieją, że dziecko żyje"
Następnym przesłuchanym był Sławomir C., ojczym Bartłomieja W. Sławomir C. przyznał, że nawet po ujawnieniu nagrania, na którym Katarzyna W. przyznała się do upuszczenia dziecka, miał jeszcze nadzieję, iż dziecko żyje. - Żyliśmy trochę nadzieją, że dziecko żyje. Wrócliliśmy późno do domu i nie pamiętam, czy z telefonu, czy z telewizji dowiedzieliśmy się, że Madzia nie żyje. Na drugi dzień po zaginięciu żyliśmy nadzieją, że może sprzedała dziecko - mówił teść Katarzyny W.
Sąd postanowił przesłuchać także Małgorzatę G., koleżankę z celi Katarzyny W. G., która przebywała w jednej celi z oskarżoną przez 7 dni powiedziała, że przyznała jej się ona, iż szukała informacji o tym, co dzieje się z dzieckiem po upadku z wysokości. - Nie komentowała skąd takie zainteresowanie tym, co się dzieje, kiedy dziecko upada z wysokości - dodała.
Na poprzedniej rozprawie zeznania złożył mąż Katarzyny W. - Bartłomiej. Przesłuchanie świadka będzie kontynuowane w lipcu.
150 stron aktu oskarżenia
Katarzyna W. zgłosiła zaginięcie dziecka 24 stycznia 2012 roku. Twierdziła ona, że dziewczynkę porwano. Po kilku dniach poszukiwań Katarzyna W. przyznała, że dziecko zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku.
Według aktu oskarżenia, liczącego ponad 150 stron, Katarzyna W. 17 stycznia wyszukiwała w internecie informacje o tym, "jak zabić bez śladów". Jak podaje tvn24.pl pierwszą próbę podjęła trzy dni później. Według prokuratorów zdecydowała, że zaczadzi córkę.
ja, Polskie Radio Katowice, TVN24
"Była raczej wycofana. Nie zabierała głosu"
Teściowa Katarzyny W. opisywała też zachowanie oskarżonej w dniach, kiedy poszukiwano małej Madzi. Mówiła, że trudno je oceniać, gdyż Katarzyna W. jest osobą skrytą. - Unikałam tematu porwania, bo nie chciałam sprawiać jej przykrości. Przy Kasi staraliśmy się podtrzymywać ją na duchu, obmyślaliśmy plan działania. Jak rozmowa toczyła się przy niej, to słuchała jej. Ale była raczej wycofana, nie zabierała głosu. Wydawało mi się, że ona cierpi bardziej w sobie, nie naciskałam, każdy ma prawo do swojego przeżywania emocji - mówiła.
Beata C. tłumaczyła też, kiedy nabrała podejrzeń, że Katarzyna W. może wiedzieć, co stało się z dzieckiem. Po nieudanej próbie badania Katarzyny W. wariografem, do którego nie doszło, bo oskarżona miała być zbyt roztrzęsiona, jej teściowa zauważyła, że kobieta może udawać zdenerwowanie. - Moją uwagę zwrócił fakt, że ona spokojnie mówiła, usta jej się nie trzęsły. Mąż przyniósł herbatę, postawiłam cukier i ona posłodziła tą herbatą bez problemu, bez żadnego drgania rąk. Wówczas spojrzeliśmy po sobie z mężem. Mąż wyszedł, a ja nabrałam podejrzeń, że Kasia wie, co się stało z Magdą - mówiła Beata C.
"7 papierosów dziennie nie szkodzi dziecku"
- Kasia źle znosiła ciążę, wiem to od lekarza. Miała anemię. Jedyne, co mnie uderzyło, że ona paliła dużo papierosów w ciąży. Przekonała też Bartka do tego, że to nie szkodzi, że do 7 papierosów dziennie nie szkodzi dziecku. To się odbiło na porodzie, bo znam panią doktor, która przyjmowała poród. Opowiadała mi, że łożysko było czarne. Madzia miała przez to kłopoty z oddychaniem. Miała wstrzymany oddech, była reanimowana, spędziła dwa tygodnie na OIOMie. Zachłysnęła się też prawdopodobnie wodami płodowymi, ale to wiem od Kasi lub Bartka - relacjonowała babcia Madzi.
Beata C. przyznała jednak, że nie obserwowała negatywnych zachowań Katarzyny W. wobec dziecka. - Jedyne negatywne zachowanie, jakie zaobserwowałam a mnie zaniepokoiło to to, że Kasia zostawiła dziecko na ponad dwa tygodnie. Pierwszy raz na dobre zostawiła Magdę u swojej mamy, drugi raz to się zdarzyło u nas. To było pod wpływem kłótni. To nie było jej typowe zachowanie - powiedziała. Dodała, że nie może jej też niczego zarzucić jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem.
"Żyliśmy nadzieją, że dziecko żyje"
Następnym przesłuchanym był Sławomir C., ojczym Bartłomieja W. Sławomir C. przyznał, że nawet po ujawnieniu nagrania, na którym Katarzyna W. przyznała się do upuszczenia dziecka, miał jeszcze nadzieję, iż dziecko żyje. - Żyliśmy trochę nadzieją, że dziecko żyje. Wrócliliśmy późno do domu i nie pamiętam, czy z telefonu, czy z telewizji dowiedzieliśmy się, że Madzia nie żyje. Na drugi dzień po zaginięciu żyliśmy nadzieją, że może sprzedała dziecko - mówił teść Katarzyny W.
Sąd postanowił przesłuchać także Małgorzatę G., koleżankę z celi Katarzyny W. G., która przebywała w jednej celi z oskarżoną przez 7 dni powiedziała, że przyznała jej się ona, iż szukała informacji o tym, co dzieje się z dzieckiem po upadku z wysokości. - Nie komentowała skąd takie zainteresowanie tym, co się dzieje, kiedy dziecko upada z wysokości - dodała.
Na poprzedniej rozprawie zeznania złożył mąż Katarzyny W. - Bartłomiej. Przesłuchanie świadka będzie kontynuowane w lipcu.
150 stron aktu oskarżenia
Katarzyna W. zgłosiła zaginięcie dziecka 24 stycznia 2012 roku. Twierdziła ona, że dziewczynkę porwano. Po kilku dniach poszukiwań Katarzyna W. przyznała, że dziecko zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku.
Według aktu oskarżenia, liczącego ponad 150 stron, Katarzyna W. 17 stycznia wyszukiwała w internecie informacje o tym, "jak zabić bez śladów". Jak podaje tvn24.pl pierwszą próbę podjęła trzy dni później. Według prokuratorów zdecydowała, że zaczadzi córkę.
ja, Polskie Radio Katowice, TVN24
