"Nie ma żadnych prawnych podstaw, które umożliwiłyby udostępnienie dziennikarzom billingów rozmów Roberta Kwiatkowskiego i Lwa Rywina" - powiedział Kamiński.
Zgodnie z prawem mogą one być przekazane w wyjątkowych sytuacjach m.in. prokuraturze i policji.
"Rzeczpospolita" ujawniła część billingów rozmów telefonicznych, które w lipcu ubiegłego roku prowadzili Lew Rywin i prezes TVP Robert Kwiatkowski. Tylko przez swoje telefony komórkowe kontaktowali się oni z sobą w ciągu dwóch kluczowych dla sprawy tygodni aż trzynaście razy - pisze dziennik. Dzwonili do siebie m.in. w dniu rozmowy Michnika z Rywinem (półtorej godziny po jego rozpoczęciu) i w dniach spotkań Rywina z Wandą Rapaczyńską. Dziennik podaje, że rozmowy o których pisze, były wykonywane w sieci Plus GSM.
Billingi, jak również inne informacje dotyczące korzystania przez abonentów z telefonów komórkowych (np. rachunki czy dane osobowe), rzeczywiście należą do danych strzeżonych przez operatorów i są poufne. W praktyce jednak dostęp do nich mieć może kilka tysięcy osób zatrudnionych w firmach operatorskich. W przeciwnym wypadku byłoby niemożliwe funkcjonowanie działów obsługi abonentów czy windykacji. Osoby te muszą mieć natychmiastowy wgląd w historię korzystania z telefonu komórkowego (i to nieraz o kilka miesięcy wstecz) żeby szybko rozpatrywać np. reklamacje klientów. Siłą rzeczy więc mogą wykorzystać te dane niezgodnie z przeznaczeniem. Ale mogą zostać np. oszukani przez kogoś podającego się telefonicznie za posiadacza "sprawdzanego" numeru.
Systemy informatyczne, zainstalowane przez operatorów telefonii komórkowej, na bieżąco monitorują każde wykorzystanie baz danych zawierających informacje o klientach, ale "wycieki" się zdarzają. Polska Telefonia Cyfrowa przyznaje się do jednego "wycieku" poufnych danych, inni operatorzy takich informacji nie potwierdzają, choć jakiś czas temu jeden z klientów wytoczył proces właśnie Polkomtelowi o niedopilnowanie jego danych. Prawdopodobne jednak, że o wielu "wyciekach" nigdy się nie dowiemy, bo mogą o tym nie wiedzieć nawet sami poszkodowani.
Za ujawnienie poufnych danych pracownikowi sieci grozi nie tylko dyscyplinarne zwolnienie z pracy, ale też odpowiedzialność karna. Problematyczne jednak jest nie tylko znalezienie źródła przecieku, ale też ich całkowite wyeliminowanie - wszakże pracownicy sieci muszą mieć dostęp do informacji o klientach, inaczej nie mogliby ich obsługiwać.
Billingi jednak są tylko poszlaką - dowodzą, że ktoś rozmawiał z kimś, ale nie odpowiadają na pytanie o czym.
sg, pap