Prof. Szwagrzyk o ekshumacjach na "Łączce"

Prof. Szwagrzyk o ekshumacjach na "Łączce"

Ekshumacje na Łączce (fot. Katarzyna Hołopiak / IPN)
-To bardzo ważne, by odbył się uroczysty państwowy pogrzeb ofiar komunizmu, tych, które udało się odnaleźć na „Łączce" i  następnie zidentyfikować. Znamy już datę tej uroczystości: miałoby to nastąpić 27 września 2014 roku w 75. rocznicę powstania Polskiego Państwa Podziemnego. Miejscem pochówku ma być „Łączka" – to oczywiste - powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolita", prof. Krzysztof Szwagrzyk, szef zespołu IPN prowadzącego ekshumacje na tzw. Łączce na warszawskich Powązkach.
Na "Łączce" chowano w latach 1948-1956 osoby skazane na karę śmierci i stracone na podstawie wyroków sądowych. Dzięki pracom prof. Szwagrzyka udało odnaleźć się m.in. szczątki przywódcy V Wileńskiej Brygady AK, Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszko". W tym samym miejscu pochowano najprawdopodobniej także gen. Augusta Emila Fieldorfa, ps. Nil oraz rotm. Witolda Pileckiego.

Prof. Szwagrzyk podkreślił, że zidentyfikowane ofiary zostaną pochowane w mauzoleum zbudowanym na "Łączce". -Ma tam powstać mauzoleum, ale nie wiemy jeszcze, jaka jest koncepcja zabudowy tego miejsca. Z pewnością jednak musi mieć ono absolutnie unikatowy charakter. Odpowiedzialność za te przygotowania leży całkowicie po stronie Rady. Oczywiście do współpracy muszą też być zaproszone władze Warszawy, bo trudno sobie wyobrazić, by taka inicjatywa obyła się bez ich udziału - podkreślił.

Naukowiec odniósł się także do pomysłu usunięcia z "Łączki" grobów osób pracujących w komunistycznym aparacie represji. - To bardzo delikatna sprawa. Od pewnego czasu 
w świadomości publicznej funkcjonuje informacja, że osoby, które zostały pochowane na „Łączce" w latach 80. ubiegłego wieku, to przedstawiciele komunistycznych służb specjalnych i aparatu bezpieczeństwa. Nie do końca tak jest – takich osób istotnie jest tam wiele, ale nie można mówić, że są to osoby wyłącznie związane z komunistycznym aparatem represji. W związku z tym podjęcie takiej inicjatywy, jak przenoszenie grobów rodzi nazbyt wiele wątpliwości, takich mianowicie, czy szlachetna inicjatywa znalezienia godnego miejsca dla naszych bohaterów narodowych nie stanie się  polem konfliktu. Naszym zadaniem jest odnalezienie ofiar komunizmu i ich identyfikacja. Oczywiście nie jest nam obojętne, gdzie zostaną pochowani. Jednak nie chcielibyśmy w żaden sposób włączać się w inicjatywy, które mogłyby uniemożliwić nam wykonywanie naszej pracy. Tym bardziej że przed naszym zespołem jest kolejny, pewnie najtrudniejszy etap prac ekshumacyjnych. Nie jestem przekonany, czy konflikt wokół tych współczesnych pomników z lat 80. jest teraz wskazany - ocenił.

-Szukamy jeszcze ok. 90 ofiar. To będzie zdecydowanie najtrudniejszy etap prac z tego powodu, że kości tych osób znajdują się pod współczesnymi pomnikami. Wszędzie tam, gdzie można było dotrzeć i wykonać prace ziemne, już to zrobiliśmy. Cały teren został przebadany. Teraz pozostaje nam ten, który w latach 80. XX w. został przeznaczony na ponowne pochówki. W wielu przypadkach ci, którzy budowali te pomniki, natrafiali na kości więźniów. 
I w wielu przypadkach, jestem o tym przekonany, groby straconych i ich szczątki zostały zniszczone. O tym, że tak się działo, świadczy fakt, że znajdujemy czasem kości na głębokości 30–40 cm. Po prostu, kiedy stawiający pomniki znajdowali szczątki, przerzucali je gdzieś dalej - wyjaśnił naukowiec i dodał, że nie ma możliwości, by nie doszło do trzeciego etapu prac, gdyż  "nie możemy społeczeństwu, 
ale i sobie samym, powiedzieć – nie ma możliwości odnalezienia ok. 90 ofiar naszych bohaterów, bo są jakieś przeszkody natury technicznej".

-Może przecież zresztą być tak, że wśród tych jeszcze niewydobytych znajdują się szczątki rot. Witolda Pileckiego i gen. Emila Fieldorfa „Nila". Te osoby jeszcze nie zostały zidentyfikowane, a wiemy, jak wielkie oczekiwania wiążą się właśnie z tymi postaciami. Zawsze jednak podkreślam, że liczy się dla nas każda osoba, na której wykonano wyrok śmierci za to, że walczyła o wolną ojczyznę. Nie możemy więc przerwać naszej pracy – musimy tylko znaleźć właściwy sposób, który nie będzie budził negatywnych emocji wobec naszych prac. Metoda, którą wybierzemy, będzie na pewno skuteczna, ale też uwzględniająca wrażliwość innych ludzi. Nie chcemy, 
by "Łączka" była polem konfliktu - zaznaczył Szwagrzyk.

Rp.pl, ml

Czytaj także

 0

Czytaj także