"Postępowanie umorzono, ponieważ nie znaleziono dostatecznych dowodów winy podejrzanego" - powiedział rzecznik PO Maciej Kujawski. Do takiego wniosku prokuratura doszła po "kompleksowej ocenie dowodów", m.in. zeznań świadków i opinii biegłych. "Wątpliwości, których nie dało się usunąć, trzeba było rozstrzygnąć na korzyść podejrzanego" - oświadczył Kujawski.
Twierdził też, że 736 tys. zł, których zagarnięcie z kasy "Dorchemu" zarzucano Grobelnemu, nie jest już "mieniem znacznej wartości". Nawet gdyby zatem śledztwa nie umorzono, groziłaby mu mniejsza kara.
Decyzja o umorzeniu śledztwa jest prawomocna. Może ją uchylić tylko prokurator generalny, jeżeli stwierdzi, że umorzenie postępowania było niezasadne.
Kujawski podkreślił, że śledztwo dotyczyło tylko działania przez Grobelnego na szkodę należącej do niego spółki "Dorchem", a nie okradzenia klientów założonej przez niego w 1989 r. tzw. Bezpiecznej Kasy Oszczędności. Działalność "Dorchemu" polegała na prowadzeniu - oprócz kantoru wymiany walut - właśnie Bezpiecznej Kasy Oszczędności, w której ponad 11 tys. Polaków ulokowało swoje oszczędności szacowane na 9,5 mld starych zł, czyli 2,88 mln dolarów. Syndyk "Dorchemu" wypłacił wierzycielom ok. 7 mld starych zł.
BKO Grobelny założył w październiku 1989 r. Obiecywał swoim klientom odsetki znacznie przewyższające oprocentowanie wkładów bankowych. Już w grudniu 1989 r. zaczął wybierać pieniądze z firmy, przeznaczając je m.in. na kupno dewiz, lokali mieszkalnych i usługowych oraz zasilanie należącej do niego spółki - studia fotograficznego. W połowie 1990 r. Grobelny był zadłużony w "Dorchemie" na 1,19 mln zł (11 mld 912 mln starych zł), a Bezpieczna Kasa Oszczędności stała się niewypłacalna.
6 czerwca 1990 r. Grobelny, prezes jednoosobowego zarządu "Dorchemu", wyjechał wraz z przyjaciółką za granicę i ślad po nim zaginął. Nie pozostawił nikomu pełnomocnictw.
W październiku 1990 r. Prokuratura Wojewódzka w Warszawie wszczęła przeciwko Grobelnemu śledztwo, wydała postanowienie o jego tymczasowym aresztowaniu i rozesłała listy gończe. W marcu 1991 r. sąd gospodarczy ogłosił upadłość Dorchemu.
Grobelny, poszukiwany m.in. przez Interpol, został zatrzymany 17 kwietnia 1992 r. w niemieckim mieście Aerzen, w pobliżu Hanoweru. Prokurator Generalny RP wystąpił o jego ekstradycję. Władze niemieckie odrzuciły wniosek Grobelnego o azyl polityczny i we wrześniu tego roku wydaliły do Polski.
Akt oskarżenia przeciwko Grobelnemu trafił do sądu pod koniec 1992 r. Jego proces rozpoczął się 24 maja 1993 r. i natychmiast został odroczony. Sąd musiał rozpatrzyć wnioski kilku tysięcy wierzycieli Dorchemu o dopuszczenie ich do procesu w charakterze oskarżycieli posiłkowych.
W 1996 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie skazał Grobelnego na 12 lat więzienia za zagarnięcie 736 496 zł (obecne pieniądze), z kasy "Dorchemu". Jednak w 1997 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił ten wyrok. Zwrócił sprawę prokuraturze do uzupełnienia, a jego samego zwolnił z aresztu, w którym przebywał ponad 5 lat.
Teraz Grobelny - jak powiedział "SE" - będzie dochodził swoich praw. Zapowiada procesy przeciwko wydawcom gazet i przygotowuje wystąpienie do Trybunału w Strasburgu. "Pięć lat zmarnowałem w kryminale. Odarto mnie z godności, nazwano złodziejem. Teraz przyszedł czas zadośćuczynienia" - oświadczył.
em, pap