Biorę, bo się bawię

Biorę, bo się bawię

Narkotyki w oczach młodych ludzi stały się rozrywką. KAWA, PIWO, AMFETAMINA – TO NIEMAL RÓWNORZĘDNE UŻYWKI. Mało kto wierzy w uzależnienie.

Zabawa, szukanie nowych doznań, nic więcej – mówi Paulina, studentka pierwszego roku studiów na jednej z warszawskich prywatnych uczelni. – Marihuana, czasem amfetamina, czasem coś jeszcze – wylicza. W żadnym razie nie jest tak, że musi. Tylko czasem chce. Kiedy? – Sesja, impreza, wyjście do klubu. Bo to pomaga się skupić, ale i dobrze bawić. Jeden woli winko, ja wolę to. Kontroluję się bardziej niż niektórzy po tym winku – przekonuje. Paweł jest w liceum. Kuł przed zakończeniem roku szkolnego. Jak sam mówi, chciał się wspomóc. Nie pierwszy raz. Na wspomaganiu przyłapała go matka. Dziwi się, że „narobiła strasznej paniki”. Przecież nic się nie stało.

– Kiedyś różnica między dobrem a złem była jasno określona. Dziś coraz trudniej jest zdefiniować narkomana, bo różnica między narkomanem a nienarkomanem stała się niejasna. Podobnie jak między uzależnieniem a nieuzależnieniem – mówi dr Beata Hoffmann z Pracowni Psychospołecznych Problemów Uzależnień w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim i autorka książki „Narkotyki w kulturze młodzieżowej”. Dr Hoffmann zbadała, jak w ostatnich dziesięcioleciach zmieniło się postrzeganie narkotyków przez młodych ludzi. Przyznaje, że wyniki w pewien sposób ją przeraziły.

„Wzięcie amfetaminy i branie kompotu to nie to samo. Amfetamina, zgoda, nie jest może miękkim narkotykiem, nie jest jak marihuana, ale nie jest i twardym. To jak lek, jakbym wypił pięć espresso” – mówi jeden z jej respondentów. Inni uważają, że w sumie chyba „taniej wychodzi przyćpać, niż się napić” i że „amfetamina nie wciąga tak jak narkotyki twarde”. Bo „nie uzależnia”. – Pewne substancje psychoaktywne niestety wpisały się we współczesną rzeczywistość. Ich zażywanie nie wyklucza już z tzw. normalnej społeczności. Mało tego, jest coraz bardziej akceptowane – tłumaczy dr Hoffmann. Wskazuje, że w latach 90. za „niegroźne” substancje odurzające uchodziły jedynie pochodne konopi, czyli tzw. narkotyki miękkie. Ale już dziesięć lat później ogromnej liberalizacji uległo postrzeganie narkotyków twardych.

JAK SUPLEMENT DIETY

Zdaniem Hoffmann do oswojenia z narkotykami przyczyniła się ich obecność w kulturze. Stają się rekwizytem w filmach, książkach i innych obszarach popkultury. – Wcale nie w kontekście ostrzegawczym, lecz niemal jako element codziennego funkcjonowania. Moi respondenci często nie potrafią zdefiniować, co jest narkotykiem, nie mówiąc już o wyraźnym podziale na twarde i miękkie. Okazało się, że pewne narkotyki twarde postrzegają niemalże jako suplement diety. Młodzi ludzie od dawna nie biorą narkotyków w celu rozwiązania swoich problemów egzystencjalnych, ale traktują je jako element rozrywki, służący zabawie. Inni wręcz uważają, że to jedyne substancje, które pozwalają się odprężyć. Na zasadzie: ktoś pije kawę albo piwo, a ja biorę amfetaminę. To bardzo niebezpieczny trend – podkreśla Hoffmann.

Najnowsze z badań CBOS, realizowanych od kilku lat we współpracy z Krajowym Biurem ds. Przeciwdziałania Narkomanii, pokazało, że w Polsce uczniowie najczęściej zażywają marihuanę i haszysz. Do przyjmowania ich „kiedykolwiek w życiu” przyznało się w 2013 r. 40 proc. badanych, co oznacza wzrost o 4 pkt proc. w stosunku do 2010 r. Ostatnie wyniki pokazały też kontynuację trendu wzrostowego w przypadku ich używania „w ciągu ostatniego roku” i „ostatnich 30 dni”. Z kolei zażywanie leków uspokajających i nasennych bez wskazań lekarskich deklaruje obecnie co piąty uczeń (podobnie w 2010 r.). Kolejną najbardziej rozpowszechnioną nielegalną substancją jest amfetamina. Sześć lat temu do próbowania jej przyznało się dziewięć procent uczniów, a w 2010 i 2013 r. – po siedem procent.

Według raportu ONZ dotyczącego spożycia narkotyków na świecie, tylko w ciągu ostatniego roku 20 proc. polskich nastolatków kończących gimnazjum paliło marihuanę bądź brało inne narkotyki. Raport wskazuje też na wzrost spożycia dopalaczy w całym regionie Europy Środkowej, również w Polsce. Rosnące zagrożenie syntetycznymi narkotykami pokazuje też najnowszy raport Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii. W 2013 r. w ramach unijnego systemu wczesnego ostrzegania zgłoszono 81 nowych narkotyków syntetycznych. W sumie liczba monitorowanych substancji wynosi obecnie 350, z czego blisko 250 pojawiło się w ciągu ostatnich czterech lat.

W Polsce, mimo specjalnej ustawy, problemu dopalaczy wciąż nie udało się rozwiązać. Są one dostępne głównie przez internet, ale np. w ostatnich dniach media informowały o sklepie w Poznaniu, który pod szyldem Upominki oferował spod lady środki psychoaktywne. Klientelę stanowiła głównie młodzież. Skutki rzeczonych „upominków” przerażały okolicznych mieszkańców. Opowiadali o młodych ludziach, którzy siedząc przy tramwajowych torach, mówili, że czekają na samolot.

EKSPERYMENTY BEZ ŚWIADOMOŚCI

Eksperci są zgodni, że w żadnym razie nie można mówić o pladze narkomanii i uzależnienia wśród młodzieży w Polsce. Jednak o fali eksperymentowania z narkotykami już tak. Przy tym świadomość długofalowych konsekwencji brania jest ograniczona lub wręcz żadna. Badania pokazują, że współcześni młodzi ludzie bardzo mało wiedzą o szkodliwości – zdrowotnej i społecznej – tego, co przyjmują. Dominuje rozumowanie w rodzaju: „Jak to, przecież się uczymy, nie mieszkamy w melinach, nie chodzimy w łachmanach i nie żebrzemy na ulicach. Wszystko jest dla ludzi”. – Nie ma myślenia przyczynowo-skutkowego – ubolewa Beata Hoffmann. – Jedynym narkotykiem, który źle się kojarzy i budzi niepokój, jest heroina – mówi. Młodzi ludzie, jak wynika z jej badań, często sądzą, że przyjmowane przez nich substancje nie uzależniają tak silnie i szybko. – Ale prędzej czy później one jednak uzależniają. Młodzież kompletnie lekceważy marihuanę. Tyle że jeden na niej poprzestanie, a drugi zechce spróbować czegoś silniejszego. Zwłaszcza że teraz coraz częściej sięga się po różne środki, żongluje nimi i miesza. Bywa nawet, że przejmują one wręcz funkcję alkoholu – zauważa dr Hoffmann.

PROFILAKTYKA I FESTYN

Dawniej problem narkotyków dotyczył bardzo wąskich grup młodzieży, przez większość uznawanych za patologiczne i piętnowanych. Tzw. kompociarze szybko też wypadali z ról społecznych. Dziś narkotyki przestały być tematem zakazanym. Ci, którzy je zażywają, zazwyczaj niczym się nie różnią od innych. Ich postępowanie nie wywołuje tak silnej dezaprobaty jak kiedyś. Co oczywiście nie oznacza, że nie wywołuje jej w ogóle.

– Na szczęście cały czas dominującą normą jest niebranie narkotyków. Na pewno nie jest tak, że wszyscy młodzi ludzie biorą. Alkohol wciąż jest zdecydowanie bardziej popularny – mówi Marcin Sochocki, dyrektor Ośrodka Szkoleniowo-Badawczego Stowarzyszenia Monar. Podziela jednak opinię, że narkotyki powszednieją. – To efekt ponadnarodowych przemian kulturowych. Polska pod tym względem nie odbiega od głównego nurtu, lecz się w niego wpisuje. Trendy liberalizacyjne są coraz bardziej widoczne – podkreśla, dodając, że szkoły nie bardzo potrafią radzić sobie z tym zagrożeniem i rzadko prowadzą sensowną profilaktykę. Prowadzący zajęcia realizują nieprzemyślane programy. Albo przynudzają, albo straszą, epatując zagrożeniami, co, jak pokazuje doświadczenie, nie przynosi oczekiwanych skutków. – Zdarza się też, że sprawę profilaktyki załatwia się festynem, na którym promują się lokalni notable – dodaje.

Za duże zagrożenie ekspert Monaru uważa powszechną dostępność narkotyków. – Internet aż kipi od ciągle nowych ofert. Rynek narkotykowy dynamicznie się zmienia. Wciąż powstają nowe substancje. I instytucje zdrowia publicznego niestety zawsze są o krok za producentami – konstatuje.

Okładka tygodnika WPROST: 28/2014
Więcej możesz przeczytać w 28/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0