Powrót do jidyszlandu

Powrót do jidyszlandu

Polacy chcą poznawać zapomniany żydowski język. We Wrocławiu liczba chętnych do nauki jidysz zaskoczyła organizatorów kursu.

To ten język jeszcze istnieje? – to pytanie zwykle słyszą ludzie uczący się jidysz, kiedy wspominają o swojej pasji. Odpowiadają, że nie tylko istnieje, ale i ma się coraz lepiej. Tuż przed wojną w jidysz mówił co trzeci mieszkaniec Warszawy, Wrocławia czy Łodzi. Dziś ten język znajduje się na liście języków ginących UNESCO. W ciągu niecałych stu lat język wschodnioeuropejskich Żydów osiągnął szczyt rozwoju i prawie przestał istnieć. Jak twierdzą jednak badacze i historycy, trend zaczyna się odwracać, liczba osób mówiących w jidysz nie tylko się ustabilizowała, ale i zaczęła rosnąć. – W USA i zachodniej Europie dla wielu Żydów kontakt z językiem przodków to nienachalny sposób, by powrócić do korzeni, bez konieczności utożsamiania się z ruchem syjonistycznym czy państwem Izrael. W Polsce jest inaczej, bo wiele osób uczących się jidysz nawet nie ma żydowskich korzeni – tłumaczy Joanna Lisek, badaczka kultury jidysz na Uniwersytecie Wrocławskim.

ZAKAZANY I PRZEŚLADOWANY

W Polsce od zawsze ten język potocznie nazywano „żydowskim”. Nazwa „jidysz” przywędrowała do nas zza oceanu dopiero po II wojnie światowej. Badacze szacują, że przed wybuchem wojny po żydowsku na całym świecie mówiło na co dzień ok. 13 mln osób, czyli trzy czwarte populacji Żydów. Warszawa uchodziła wtedy za światową stolicę tego języka. – W jidysz robiono zakupy, nauczano w szkołach, drukowano gazety i książki, prowadzono badania, debatowano przy stoliku kawiarnianym i na podwórku z sąsiadami. Ten język ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia kultury Żydów wschodnioeuropejskich. Choć jego historia sięga średniowiecza i jest bardzo bogata, dopiero od przełomu XIX i XX w. zaczął być stopniowo postrzegany jako język narodowy. XX-wieczny jidyszyzm był programem zbudowania żydowskiej tożsamości w diasporze w oparciu o język i kulturę – opowiada Karolina Szymaniak, redaktorka naczelna kwartalnika „Cwiszn” („Pomiędzy”).

Pod koniec minionego stulecia przetrwanie języka żydowskiego stanęło pod znakiem zapytania. – Z sześciu milionów zgładzonych Żydów większość mówiła właśnie w jidysz – opowiada Joanna Lisek. – Ocaleni na emigracji też nie zawsze mogli kontynuować tradycję. W Izraelu postawiono na odrodzenie hebrajskiego, a jidysz wówczas był zakazany i prześladowany – dodaje. Narodowy język Żydów aszkenazyjskich zdegradowano w ten sposób do „zepsutej niemczyzny”, „żargonu” czy „języka ofiar”. W Polsce nawet po wojnie wciąż ukazywały się gazety i książki po żydowsku. – Jeszcze w latach 60. w Łodzi zdawałam maturę w jidysz – wspomina Gołda Tencer, aktorka i reżyser, wicedyrektor Teatru Żydowskiego im. E. R. i I. Kamińskich, dyrektor Fundacji Shalom. Dopiero po Marcu ’68 i kolejnej fali emigracji Żydów język ten stał się egzotyką. Dzisiaj w Polsce zostało nie więcej niż kilkadziesiąt osób, które wyniosły jego znajomość z domu. A na całym świecie liczba osób mówiących w jidysz nie przekracza według różnych szacunków od 1,5 do 4 mln. Wielu historyków uważa, że język zawdzięcza przetrwanie tylko rodzinom ortodoksyjnych Żydów, którzy przez lata żyli w zamkniętych i odpornych na wpływy społecznościach.

UKRYTE DZIEDZICTWO

A jednak na całym świecie wzrasta zainteresowanie jidysz, i to głównie wśród Żydów świeckich. Wielu z nich specjalnie przyjeżdża do Polski, aby uczyć się języka swoich przodków. Warszawska Fundacja Shalom uczy jidysz już od prawie 20 lat. Na początku dla niewielkiej grupy zaledwie kilku osób zajęcia prowadził Michał Friedman, wybitny tłumacz i znawca literatury żydowskiej, znakomity pedagog. Dzisiaj fundacja stała się jednym z głównych w Polsce ośrodków w tej dziedzinie. – Stworzyliśmy osobny projekt: Centrum Kultury Jidysz. Tam właśnie odbywają się lektoraty na trzech różnych poziomach językowych oraz warsztaty dla tłumaczy – opowiada Gołda Tencer. Rocznie na te kursy uczęszcza ponad sto osób. – To bardzo dużo, zważywszy, że ludzie nie uczą się języka po to, by łatwiej porozumieć się na lotnisku – tłumaczy Tencer.

Fundacja Shalom organizuje też co roku Międzynarodowe Letnie Seminarium Języka i Kultury Jidysz, na które przyjeżdżają pasjonaci i badacze języka z USA, Argentyny, Rosji, Izraela, Japonii i Polski. – Zapraszamy światowej sławy naukowców z takich uczelni jak Columbia czy Oxford University – opowiada Tencer. Od dziesięciu lat fundacja organizuje lektoraty również w Łodzi, a w ubiegłym roku w ramach projektu Jidisz far ale (Jidysz dla wszystkich) dwuletni kurs wystartował we Wrocławiu. – Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będzie tak duże zainteresowanie. Zgłosiło się ponad sto osób. Ciekawe, że wśród chętnych byli zarówno studenci, jak i osoby pracujące, i to w bardzo różnym wieku. Najmłodszy z naszych uczniów chodzi jeszcze do liceum, najstarszy jest na emeryturze – opowiada Romana Roszak z Fundacji Bente Kahan. Lektorzy podkreślają, że większość słuchaczy nie ma żydowskich korzeni. – Z jednej strony jest to polski ewenement, bo w USA i Europie jidysz kultywują głównie Żydzi. Z drugiej – to właśnie w Polsce był powszechnie używany. Dla wielu osób może więc to być klucz do wspólnej historii i spuścizny kulturowej. Poza tym zawsze był językiem progresywnym, posługiwała się nim żydowska awangarda. Ruchy anarchistyczne i feminizm żydowski tworzyły się właśnie w jidysz. To przyciąga zainteresowanie – uważa Joanna Lisek. Lektorzy przyznają, że najwięcej kłopotów Polakom sprawia przyswojenie alfabetu, który jest zapożyczony z hebrajskiego, oraz czytanie i pisanie od prawej do lewej. – Dalej nauka przebiega bez większych trudności. Oczywiście najłatwiej jest osobom, które znają niemiecki – opowiada Katarzyna Lisiecka, która uczy się jidysz we Wrocławiu.

– Największą radość uczniom sprawia, kiedy podczas lekcji natrafiamy na slawizmy, np. żabe, chlipen itp. Albo na słowa, które są na co dzień używane w polskim, ale zostały zapożyczone z jidysz: fanaberie, sitwa, bachor, chałat. Wtedy uczniom zaczynają błyszczeć oczy, bo to pozwala poczuć, jak bardzo wielokulturowa była Polska przed wojną i jak bliskie były związki tych kultur – mówi Joanna Lisek.

Według Karoliny Szymaniak w Polsce jidysz zbyt długo był postrzegany jako język martwy, mogący zainteresować jedynie naukowców. – Uważa się, że to język ludowy, używany wyłącznie w sztetlach [żydowskich osadach – red.], albo niezwykle śmieszny – mówi Szymaniak. – Na poziomie zwykłego odbiorcy kultura jidysz pozostaje wciąż w najlepszym razie nieznana, a częściej jest synonimem jakiejś cepelii. Ale już widać zmianę, na przykład w ostatnich latach kilku polskich muzyków podjęło projekty oparte o poezję czy pieśni jidysz – zauważa. Dodaje, że pozostało jeszcze bardzo wiele literatury nieprzetłumaczonej na polski, na przykład ważne dzieła nawet tak klasycznych pisarzy jak Icchok Lejbusz Perec, nie mówiąc już o autorach powojennych i współczesnych. – Dysponujemy wielkim dziedzictwem kulturowym, o którym nawet nie mamy pojęcia – mówi badaczka. – Chociaż w Polsce to dość młody trend, to już na polskich uniwersytetach prężnie rozwijają się badania jidyszystyczne. W 2010 r. powstało Polskie Towarzystwo Studiów Jidyszystycznych, które liczy obecnie ok. 70 członków. Wielu z tych naukowców dokonuje pionierskich odkryć, ważnych nie tylko w skali lokalnej, ale i światowej. Do Polski coraz częściej przyjeżdżają też obcokrajowcy szukający kontaktu z kulturą aszkenazyjską. Już nie tylko chcą zwiedzać czy uczestniczyć w festiwalu, ale też uczyć się języka, historii literatury i kultury. – Jesteśmy w ścisłej czołówce światowej, jeśli chodzi o badanie kultury i naukę języka jidysz – podkreśla Gołda Tencer.

DROGA ŻYCIOWA

Światowym centrum świeckiej kultury jidysz pozostają obecnie USA, obok Australii i Izraela. Szacuje się, że po wojnie co piąty mieszkaniec Nowego Jorku mówił w jidysz. Nic więc dziwnego, że również tutaj doszło do fuzji językowej. Powstał nawet slang o nazwie „yinglish”. Nazwę tę wymyślił pochodzący z Łodzi pisarz Leo Rosten. – Dla wielu współczesnych jidyszystów język żydowski to coś więcej niż hobby czy język przodków, który chce się poznać. To po prostu rodzaj życiowej drogi, język domowej codzienności albo artystycznego wyrazu. Są świeckie rodziny, które decydują się wychowywać swoje dzieci w jidysz. Świadomie podejmują to wyzwanie, wiedząc, że nie będzie łatwo. Nie ma dziś szkół ani przedszkoli, gdzie mówiono by wyłącznie w jidysz – opowiada Szymaniak.

Aby zapewnić sobie i dzieciom zbliżone do naturalnego środowisko językowe, rodziny amerykańskich jidyszystów starają się tworzyć enklawy. Czasem wynajmują domy i mieszkania niedaleko siebie lub decydują się zamieszkać w swego rodzaju komunie. – Raz do roku wiele z tych osób spotyka się w Reisterstown w Maryland na Jidisz-woch (Tygodniu Jidysz), żeby spędzić ten czas w towarzystwie ludzi mówiących wyłącznie w języku żydowskim. To swoiste skrzyżowanie kibucu z Woodstockiem, tylko bez narkotyków i głośnej muzyki – opowiada Szymaniak. W Stanach działa też farma ekologiczna funkcjonująca jako ośrodek wypoczynkowy i kształcenia, w której życie toczy się całkowicie w jidysz. Korzystają z niej zarówno świeccy jidyszyści, jak i chasydzi.

WIADOMOŚCI Z POLSKI

– W Polsce dopiero teraz dostrzegamy pierwsze jaskółki zmian, wzrasta zainteresowanie kursami, pojawiają się powoli interesujące projekty artystyczne, książki adresowane do dorosłych, ale także dzieci. Stopniowo uczymy się odkrywać potencjał, jaki niesie ze sobą to dziedzictwo, choć to wciąż mało. Trzeba jednak pamiętać, że w Polsce mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją społeczną niż w Stanach czy Izraelu, a i tam nie są to przecież zjawiska masowe. Chciałabym, żeby o jidysz w Polsce w końcu przestano mówić jako o zamkniętym rozdziale czy wyłącznie zgładzonej kulturze – mówi Szymaniak.

Uczący się jidysz przyznają, że brakuje im możliwości całkowitego zanurzenia się w środowisku mówiącym w tym języku, ale cieszą się, że w ogóle mają dostęp do materiałów dydaktycznych. – Korzystamy głównie z podręczników sprowadzonych ze Stanów, mamy też w fundacji bibliotekę. A w internecie pojawia się coraz więcej stron poświęconych nauce tego języka – opowiada Lisiecka. Entuzjaści prowadzą strony internetowe, tłumaczą wiadomości z Polski i świata, podkładają dźwięk do znanych filmów. Dzięki temu w jidysz można obejrzeć na przykład główne sceny z „Ojca chrzestnego”. Pojawia się coraz więcej książek. Tłumaczone na jidysz są nawet kryminały czy „Hobbit” J.R.R. Tolkiena. W Polsce ukazały się już dwujęzyczne książeczki dla dzieci. – Jeśli chodzi o współczesną literaturę, to na świecie w jidysz tworzy ok. 50 pisarzy – mówi Lisek.

Badacze przyznają, że popularność i dostępność jidysz wzrasta z roku na rok. Czy jidysz ma szanse stać się kiedyś żywym językiem? Szymaniak uważa, że historia serwowała nie takie żarty. – Skoro w ekspresowym czasie odrodził się hebrajski, to dlaczego nie może się tak stać z jidysz? – pyta. �

Okładka tygodnika WPROST: 39/2014
Więcej możesz przeczytać w 39/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0