Telewizja dobrze strzeżona? (aktl.)

Telewizja dobrze strzeżona? (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
TVP jest dobrze strzeżona, twierdzą jej władze. Jak się więc udało jednemu będącemu pod wpływem narkotyków szaleńcowi sterroryzować uzbrojoną ochronę?
W niedzielę wieczorem do gmachu "F" TVP przy ul. Woronicza w  Warszawie wtargnął młody mężczyzna 20-letni Adrian M. Najpierw zagadnął strażnika, a gdy ten odpowiedział i się odwrócił, przeskoczył barierkę i sterroryzował go bronią.

"Z początku nikt nie wiedział, że to broń gazowa. Nie można było ryzykować życia i zdrowia człowieka" - powiedział kierownik biura prasowego TVP Andrzej Siwek. Mężczyzna zażądał dostępu do studia emisyjnego, ale "ktoś skierował go przytomnie" do  studia, w którym nie było emisji, tylko przygotowywano program. Twierdził, że ma dwie kasety, które chciałby wyemitować na żywo w telewizji. Kaset przy nim jednak nie znaleziono.

Podczas konferencji prasowej w studiu, w którym doszło do  zdarzenia, wyemitowano 2-minutowy film z przebiegiem incydentu. Na  początku słychać tylko głos napastnika, który domaga się, by ktoś podał mu działający telefon komórkowy (prawdopodobnie chciał sprawdzić, czy jest na wizji); potem żądanie, by do studia wszedł operator kamery i ekipa przygotowująca program. Odpowiada mu głos z reżyserki, instruujący, aby odsłonił kamery i zdjął zaślepki. Sprawca to robi i wówczas widać, że stoi z pistoletem (jak się później okazało - gazowym) wycelowanym w strażnika. Ponownie domaga się operatora kamery i grozi, że jeśli się nie zjawi, to w ciągu 10 sekund zabije strażnika. Zaczyna odliczanie i film się urywa.

Do akcji wkroczył wówczas negocjator, który wszedł do studia i rozmawiał z desperatem przez prawie trzy godziny. "Z tego, co wiem, napastnik był pod  wpływem narkotyków, ale nie rzucało się to w oczy. Pojawiały się jednak momenty kiedy okazywał zniecierpliwienie" - powiedział oficer z biura operacji antyterrorystycznych KGP (z wykształcenia pedagog), mówiąc o jeszcze dwukrotnym dramatycznym odliczaniu w trakcie negocjacji.

Podczas rozmowy napastnik monotonnie powtarzał swoje żądania i próbował wyjaśniać motywy działania.

"W momencie kiedy odsunął broń od głowy strażnika został szybko obezwładniony" - relacjonował negocjator. "Negocjacje zakończyły się sukcesem, nikt nie został ranny, ani zakładnik ani napastnik" - podkreślił.

Kierownictwo TVP i policja chwalili postępowanie ochrony, a  zwłaszcza wartownika, który w trudnej sytuacji zachował opanowanie. Drugi wartownik natomiast, mimo, iż miał przy sobie broń, nie użył jej, bo obawiał się o życie i zdrowie kolegi. Bardzo szybko zawiadomił policję.

Z relacji rzecznika Komendy Głównej Policji Sławomira Cisowskiego, mężczyzna przedstawił dwie wersje tego, co chciał osiągnąć przez wtargnięcie do budynku TVP. Najpierw poinformował, że chce przeprosić rodzinę za swoje zachowanie. Zmienił ją jednak w trakcie przesłuchania. Drugiej wersji policja nie ujawniła.

Zdaniem komendanta stołecznej policji Ryszarda Siewierskiego, mężczyźnie w poniedziałek nie zostaną postawione zarzuty. Być może stanie się to we wtorek. Wiele zależy od opinii badającego mężczyznę lekarza psychiatry.

Telewizja Polska jest dobrze strzeżona, a w niedzielę zadziałały wszystkie procedury bezpieczeństwa - powiedział rzecznik TVP Jacek Snopkiewicz. Fakt, że napastnikowi tak łatwo udało się dostać do gmachu, rzecznik TVP Jacek Snopkiewicz tłumaczył tym, że siedziba Telewizji Polskiej to budynek publiczny, do którego każdy ma dostęp. Do holu głównego może wejść każdy, prosto z ulicy; dopiero dalej są barierki i uzbrojeni strażnicy.

"Analizujemy sytuację wewnątrz firmy, jak zapobiegać sytuacjom podobnym do tych z niedzieli" - powiedział Snopkiewicz. Dodał, że  sprowadza się to do pytań - czy telewizja ma mieć charakter publiczny i otwarty, czy zamknięty, gdzie na każdym kroku stoją strażnicy i dokonuje się rewizji osobistych. "Jak sobie z tym poradzić, to problem cywilizacyjny, bo nie chcemy żyć w  odrutowanych mieszkaniach i odrutowanych biurach" - dodał.

Na pytanie, czy TVP jest budynkiem bezpiecznym, Siwek powiedział, że to mogło się zdarzyć w każdym innym miejscu. Zaznaczył, że w  historii TVP jest to pierwszy tego typu przypadek.

Siwek dodał, że kierownictwo telewizji zastanawia się, jakie po  tym zdarzeniu podjąć kroki. "Z jednej strony nie możemy się odgrodzić od ludzi, z drugiej, nie możemy dopuścić do tego, by  zagrożone było życie i zdrowie naszych pracowników" - powiedział.

sg, pap