Według Koguta, kolejarze będą strajkować z powodu "nie spełnionych obietnic przedstawicieli rządu". Jako przykład podał zapowiedź resortu infrastruktury, że do końca października zostanie przedstawiony program restrukturyzacji PKP. "Do tej pory takiego programu nie ma" - podkreślił.
Oprócz programu restrukturyzacji komitet protestacyjno-strajkowy domaga się też m.in. ustalenia w przyszłorocznym budżecie państwa 1 mld zł dotacji do przewozów pasażerskich i 215 mln zł do ruchu regionalnego. Kolejny postulat to wygospodarowanie i zapisanie w budżecie na 2004 rok 500 mln zł na utrzymanie infrastruktury kolejowej.
Członkowie komitetu protestacyjno-strajkowego są zawiedzeni, że nikt ze strony rządowej nie zaproponował im rozmów, "a wiemy, że takie rozmowy są prowadzone ze Związkiem Zawodowym pracowników PKP. Dlatego odpowiedzialnie podjęliśmy decyzję o strajku" - wyjaśnił Kogut. Według niego, komitet protestacyjno-strajkowy reprezentuje 70 proc. pracowników PKP.
Powiedział też, że członkowie komitetu protestacyjno- strajkowego "stracili zaufanie do przedstawicieli rządu. Musiałby jakiś ogromny autorytet zagwarantować, że ewentualne porozumienia zostaną spełnione" - powiedział Kogut. Według niego tymi autorytetami mogliby być: Rzecznik Praw Obywatelskich profesor Andrzej Zoll, marszałek Sejmu Marek Borowski i prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Na dzień przed rozpoczęciem strajku (12 listopada) kolejarze zaprosili wszystkie kluby parlamentarne na spotkanie, podczas którego będą przedstawiać sytuację na kolei.
Według szacunków Koguta, strajk może przyczynić się do ok. 20 mln zł strat PKP dziennie. Innego zdania jest szef związku zawodowego maszynistów PKP Kazimierz Gontarczyk. Podkreślił on, że kolejowy ruch pasażerski jest niedochodowy i paradoksalnie - strajk przyniesie tu zysk. "W tym roku szacuje się, iż straty w ruchu pasażerskim wyniosą około 1,4 mld zł. Jeżeli więc pociągi pasażerskie nie będą jeździć, to będą zyski. Wagony będą stały, energii nie stracimy, a więc to będą zyski eksploatacyjne" - powiedział.
em, pap