Rozpaczliwy plan szefa NIK

Rozpaczliwy plan szefa NIK

Miał opinię państwowca, człowieka, który nadaje się na najwyższe stanowiska. Teraz walczy już tylko o przetrwanie. Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli, na przełomie października i listopada zamierza przystąpić do ataku na służby, które grzebią jego polityczną karierę.

Dzień, gdy do mediów wyciekły nagrania kilku rozmów prezesa NIK, z których wynikało, iż mógł on ustawiać konkursy na stanowiska kierownicze w Izbie, musiał być najgorszym dniem w życiu Krzysztofa Kwiatkowskiego. Ten uśmiechnięty, zamieniający z każdym słówko bywalec imprez organizowanych przez lewą i prawą stronę sceny politycznej, a także dorocznych bali dziennikarzy cieszył się przez lata dobrą opinią. Dziś ma okropną prasę. Nie brakuje też opinii, że były minister sprawiedliwości powinien natychmiast podać się do dymisji, by nie kalać NIK swoją obecnością.

ZARZĄDZANIE KRYZYSEM

Kwiatkowski zaraz po ujawnieniu przez media informacji o tym, że Prokuratura Apelacyjna w Katowicach chce mu uchylić immunitet i postawić zarzut przekroczenia uprawnień urzędniczych, zawiesił się w wykonywaniu funkcji szefa NIK. Po miesiącu jednak niespodziewanie się odwiesił i przystąpił do pracy. Jak zwykle przychodzi na ósmą rano do siedziby NIK, popijając zieloną herbatę, przegląda prasę, ze szczególnym uwzględnieniem artykułów o sobie, które kolekcjonuje. Potem siada do papierów. Zawsze był pracoholikiem i pod tym względem nic się nie zmieniło. Ale pewne rzeczy nie są już takie same jak wcześniej. Kwiatkowski zatrudnił dwójkę prawników, którzy mają mu doradzać w najważniejszych sprawach. Według nieoficjalnych informacji jednym z nich będzie szanowany adwokat Maciej Bednarkiewicz. Wymienił rzecznika prasowego. Paweł Biedziak, który pracował w biurze prasowym NIK jeszcze za prezesa Jacka Jezierskiego, został przesunięty na stanowisko Radcy Prezesa NIK. Jego miejsce zajęła była dziennikarka TVN Dominika Tarczyńska. Do zespołu prasowego dołączy też Filip Łobodziński, również były dziennikarz TVN.

W nieoficjalnych rozmowach z ludźmi znającymi Biedziaka można usłyszeć, że były już rzecznik musiał odejść, bo sugerował, by Kwiatkowski podał się do dymisji. – Przychodził z napisanymi oświadczeniami o podaniu się do dymisji i chciał, by Kwiatkowski to rozważył – opowiada osoba z otoczenia szefa NIK. Sam Biedziak dyplomatycznie milczy. Ale nawet jeżeli to prawda, to krzywda mu się nie stała, bo nowe stanowisko to bez wątpienia awans. Tak czy inaczej za obsługę medialną odpowiadają nowi ludzie i wprowadzili nowe porządki. Prezes NIK, niegdyś niezwykle otwarty na dziennikarzy, teraz nie chce się z nimi spotykać, co jest elementem strategii przyjętej w celu zażegnania kryzysu.

NOWA STRATEGIA

Krok pierwszy – prawnicy Kwiatkowskiego podobno wpadli na pomysł, że ewentualne przekroczenie urzędnicze powinno być rozpatrywane przez Trybunał Stanu, a nie przez prokuraturę i sąd. Wniosek w tej sprawie złożył w Sejmie Ryszard Kalisz, były polityk SLD, a podpisało go prawie 200 posłów. Wnioskodawca tłumaczył, że odchodząc z polityki, chce jeszcze edukować prawnie, bo jego zdaniem prokuratura popełniła błąd. – Zastanawiałem się, dlaczego Kalisz to zrobił – mówi jeden z polityków lewicy. – Przecież nie raz widziałem, jak z Kwiatkowskim na imprezach pili sobie z dzióbków. Arkadiusz Mularczyk, poseł Polski Razem, nie ma jednak wątpliwości co do intencji tego wniosku. – To jest pomocna dłoń wyciągnięta do Kwiatkowskiego, bo Trybunał Stanu jest w polskiej praktyce ciałem iluzorycznym, a z drugiej strony postępowanie przed Trybunałem może mieć wpływ na postępowanie prokuratorskie – tłumaczy poseł. Najwyraźniej doradcy prawni Kwiatkowskiego doszli do tego samego wniosku.

Krok drugi to zmiana narracji.Kwiatkowski będzie chciał przekonać opinię publiczną, że padł ofiarą służb i prokuratury. Linia obrony będzie taka, że prokuraturze Kwiatkowski miał się narazić jeszcze w czasach, gdy był ministrem sprawiedliwości i zarządził oceny prokuratorów. A gwoździem do trumny miały być kontrole przeprowadzone przez Izbę w służbach i prokuraturze, dotyczące m.in. nieprawidłowości w stosowaniu podsłuchów i braku kontroli nad służbami. Sprawa z ustawionymi konkursami miała być zemstą za działania NIK. Krok trzeci to atak zaplanowany na przełom października i listopada, a więc tuż po wyborach parlamentarnych. Izba ma w zanadrzu raporty z kontroli w CBA, które zostaną wtedy ujawnione. Z nieoficjalnych informacji wynika, że mogą dotyczyć nieprawidłowości przy zakupie programu informatycznego przez Biuro, a także ponownie odnosić się do nieprawidłowości przy stosowaniu podsłuchów. To właśnie dlatego Kwiatkowski musiał się odwiesić. Bez jego podpisu żadne raporty nie mogą ujrzeć światła dziennego. Do czasu publikacji raportów prezes NIK ma się nie pojawiać w mediach. Nie będzie też uczestniczył w oficjalnych spotkaniach.

CO JEST W RAPORTACH?

Nieoficjalnie „Wprost” ustalił, że NIK w raporcie pokontrolnym wytknie nieprawidłowości w działalności CBA, m.in. przy stosowaniu podsłuchów i zakupie programu informatycznego. Ta druga sprawa dotyczy 2011 r., kiedy to Biuro kupowało program informatyczny do obsługi kadr i księgowości. Oprogramowanie kupiono bez przetargu. Służby mogą tak robić w uzasadnionych przypadkach, jeśli w grę wchodzi ujawnienie np. informacji niejawnych. Według naszych informacji NIK wytknie w raporcie, że CBA kupiło oprogramowanie, które nie nadawało się do pracy. Chodzi przede wszystkim o to, że Biuro miało zapłacić 4 mln zł za program, który działał tylko w jego centrali. Każda kolejna instalacja w delegaturach wiązała się z dodatkowymi kosztami. – A sens zakupu oprogramowania był taki, by z poziomu centrali można było koordynować i sprawdzać wszystkie osoby pracujące w biurze. Ale program nie mógł działać bez instalacji w delegaturach. A za to CBA musiało dodatkowo płacić – opowiada osoba znająca raport.

Przechodząc do kontrataku, Kwiatkowski chce się przedstawić jako osoba, która wykryła nieprawidłowości w funkcjonowaniu CBA i Prokuratury Generalnej. W rewanżu służby, wiedząc, o co pytali kontrolerzy NIK, co sprawdzali, przyszykowali atak. Nowa rzeczniczka NIK na temat raportów się nie wypowiada, ale przekonuje, że Izba nie mogła dłużej funkcjonować bez prezesa. Dlaczego w takim razie Kwiatkowski w ogóle się zawiesił? Prawdopodobnie wpadł w panikę, ale później przekonał się, że to jest droga, która wiedzie do jednego tylko rozwiązania, czyli podania się do dymisji. A tego nie chciał zrobić. – Prymusik – mówi niechętnie o Kwiatkowskim jeden z polityków PSL. – Jeżeli nawet załatwił konkurs, to po co zaraz dzwonił, chwalił się, merdał ogonkiem. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Czytaj również „Prokurator do nagany” o sprawie prezesa NIK dostępny bezpłatnie w dziale Skaner w numerze 40 w archiwum wydań na WPROST.PL

KWIATKOWSKI W PROKURATURZE

Nazwisko Krzysztofa Kwiatkowskiego występuje w czterech różnych śledztwach prokuratury. Najgłośniejsze prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Katowicach. Tamtejsi śledczy na początku września przesłali do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu prezesowi NIK. Postępowanie jest pokłosiem kontroli operacyjnej prowadzonej przez CBA wobec posła Jana Burego z PSL. W przesłanym do Sejmu wniosku prokuratorzy zarzucają Kwiatkowskiemu przekroczenie uprawnień, m.in. przy wyborze szefów delegatur NIK w Rzeszowie i Łodzi, a także wicedyrektora departamentu środowiska NIK. Kolejną sprawę, gdzie zamieszany jest prezes NIK, prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Pod koniec września wpłynęło do niej zawiadomienie, z którego treści ma wynikać, że Kwiatkowski w 2013 r. miał sfałszować sprawozdanie z działalności NIK. W dokumencie – jak wynika z zawiadomienia – prezes NIK miał poświadczyć nieprawdę, twierdząc, że z jednej z kontroli nie sporządzono raportu. Dotyczyła ona działalności ministra rolnictwa Marka Sawickiego. NIK miała negatywnie ocenić jego pracę. Dokument ten jednak, jak można przeczytać w zawiadomieniu przesłanym do prokuratury, nie trafił do Sejmu. Krzysztof Kwiatkowski jest też bohaterem śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga. Chodzi o tzw. aferę podsłuchową. W głównym śledztwie, gdzie o zorganizowanie nielegalnych podsłuchów w dwóch warszawskich restauracjach podejrzany jest biznesmen Marek Falenta, prezes NIK ma status pokrzywdzonego. Kolejne śledztwo Prokuratura Warszawa-Praga wszczęła kilka dni temu. Tym razem śledczy sprawdzają wątki związane z opublikowaną przez TV Republika rozmową Kwiatkowskiego z byłą wicepremier Elżbietą Bieńkowską. – Prokuratorzy prowadzą postępowanie w sprawie nielegalnego podsłuchu. Analizowana jest też treść samej rozmowy – mówi Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Warszawa-Praga. MK

Okładka tygodnika WPROST: 42/2015
Więcej możesz przeczytać w 42/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0