SKW na tropie opozycji

SKW na tropie opozycji

Dodano:   /  Zmieniono: 
W maju 2015 r. dziennikarz Cezary Gmyz ujawnił w tygodniku „Do Rzeczy” rozmowę Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem. Publikacja stała się pretekstem do rozpoczęcia zakrojonej na szeroką skalę obserwacji. Działania powierzono Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Rok wcześniej ta  sama służba zajmowała się obserwacją m.in. Pawła Wojtunika, szefa CBA. Tamta akcja zakończyła się spektakularną wtopą. Samochód z obserwacją został zdekonspirowany przez funkcjonariuszy z ochrony osobistej BOR Pawła Wojtunika. – Po tym zdarzeniu trochę się uspokoiło. Obserwacje nic nie wniosły. Zakończyły się tylko spektakularną klapą – mówi nasz rozmówca. Ale w maju 2015 r. znów skorzystano z usług żołnierzy SKW. Tym razem sieć utkano na podstawie znajomości osób, które przewijały się i były przesłuchiwane w sprawie nielegalnych podsłuchów w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. Obserwacja wojskowa Tak wytypowano czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Obserwację dostali Maciej Wąsik, były wiceszef CBA, a dziś poseł PiS, oraz Mariusz Kamiński, poseł PiS. Sprawdzano też Martina Bożka, który w latach 2006-2009 pracował w CBA. Wszystkich łączyło to, że znali się z pracy w  CBA i są lub byli związani z PiS. – Do tego wora wrzucono też Gmyza – mówi nasz rozmówca ze służb. I tak przez kilkanaście dni na terenie Warszawy i poza nią obserwowano niemal każdy ruch polityków opozycji i  jednego z czołowych dziennikarzy śledczych w Polsce. – Nikt w służbach od samego początku nie dawał wiary w informacje, że za podsłuchami stał Marek Falenta. Twierdzono, że prawdziwym zleceniodawcą był zupełnie ktoś inny. W tym szaleństwie skierowano oczy i uszy na opozycję, bo to ona zyskiwała najwięcej – opowiada informator „Wprost”. – Sieć utkano na  zasadzie łańcuszka. Falenta kontaktował się z oficerem ABW z Katowic, który był znajomym Bożka. Ten ostatni to dobry znajomy Wąsika i  Kamińskiego. Ta dwójka zna Gmyza. Amok. Obserwacji, według informacji „Wprost”, zaprzestano na przełomie lipca i  sierpnia 2015 r. Najciekawsze jest jednak to, co się stało z samymi dokumentami wytworzonymi podczas tych czynności. – Nie otrzymaliśmy z  SKW żadnych materiałów związanych z prowadzonym przez nas śledztwem – mówi Mariusz Piłat, zastępca prokuratora okręgowego Warszawa-Praga, gdzie od czerwca 2014 r. było prowadzone śledztwo w sprawie kelnerskich podsłuchów w restauracji Sowa i Przyjaciele. Dokumentów z SKW nie ma też Prokuratura Apelacyjna w Warszawie, która prowadzi drugą część śledztwa. Co się stało z materiałami zebranymi podczas obserwacji? – Oficjalnie ich nie ma, bo na papierze były to tylko szkolenia – mówi rozmówca „Wprost”. O obserwację czołowych polityków opozycji i dziennikarza śledczego „Do Rzeczy” zapytaliśmy SKW. Nie uzyskaliśmy od służby żadnego komentarza. KWESTIA ZAUFANIA Dlaczego działania operacyjne zostały powierzone wojsku? – Nikt nie miał zaufania do ABW i CBA. Zresztą to ostatnie do dziś uważane jest przez niektórych za „dysponenta nagrań”. Wojsko było poza jakimkolwiek podejrzeniem – twierdzi nasz informator. Paweł Wojtunik w niektórych kręgach służb do dziś jest na cenzurowanym. Zaufanie do niego spadło nie tylko z powodu kontaktów z dziennikarzami przed publikacją taśm, ale też przez utajnienie informacji o tym, w jaki sposób na początku 2015 r. Biuro weszło w posiadanie kolejnych nagrań. W  2014 r. wrogiem numer dwa była też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. – Spiskowa teoria rozpowszechniana wśród innych służb mówiła, że za  taśmami mogli stać nasi ludzie, którzy chcieli w ten sposób doprowadzić do zamian w rządzie, by zablokować reformę służby – mówi oficer ABW. Chodzi o plan reform Bartłomieja Sienkiewicza, które zakładały zabranie ABW uprawnień śledczych i przekształcenie tej służby w agencję typowo informacyjną. – Od samego wybuchu afery podsłuchowej w działaniach służb nie było żadnej logiki. Brakowało koordynacji. Brakowało przepływu wiedzy. A co gorsze, większość działań była oparta nie na wiedzy, lecz na domniemaniach i spiskowych teoriach – uważa nasz rozmówca ze służb. – A jak były to błędne założenia, pokazuje fakt, że taśmy cały czas są na  rynku. A służby nie wiedzą tak naprawdę nic o praprzyczynach afery.
Więcej możesz przeczytać w 46/2015 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także