O ustawowym bezprawiu

O ustawowym bezprawiu

Bitwę o Trybunał Konstytucyjny doskonale scharakteryzował jeden z internautów cytatem z filmu „Wielki Szu”: „Ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem, wygrał lepszy”. Że wygrał – to widać. Czy lepszy – to się dopiero okaże. W tej chwili na pewno silniejszy.

To, że w sprawie Trybunału pierwsza zaczęła oszukiwać Platforma Obywatelska, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Sami czynni sędziowie TK też się zresztą do zamieszania przyłożyli. Współpracowali z Kancelarią Prezydenta Bronisława Komorowskiego w przygotowywaniu projektu ustawy o Trybunale. Zapomnieli, co mówili starożytni Rzymianie: „Nemo iudex in causa sua” – „Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie”. A przecież można się było spodziewać, że ustawa o Trybunale trafi do Trybunału. Czynni jego sędziowie nie powinni się byli do projektu dotykać.


W TRYBIE HAZARDOWYM

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość prezydentowi Komorowskiemu – jego projekt przewidywał zwiększenie udziału profesjonalnych instytucji w procedurze wyborów kandydatów na sędziów, tak jak to było od lat postulowane. Miały ich zgłaszać wydziały prawa, prawnicze samorządy zawodowe czy Krajowa Rada Sądownictwa. Sędzią miał nie móc zostać aktywny poseł lub senator. Profesjonaliści pozytywnie oceniali także zwiększenie uprawnień rzecznika praw obywatelskich oraz organizacji społecznych w postępowaniu przed Trybunałem. Na dobrą sprawę zastrzeżenia budziła jedynie możliwość częstszego kierowania spraw na posiedzenia niejawne.

Jednak prezydencki projekt z czerwca 2013 r. trafił do szuflady. Na prawie dwa lata. Ważna dla porządku konstytucyjnego państwa sprawa była mniej ważna od personalnych przepychanek i animozji w obozie PO. Notabene projekt nowelizacji ordynacji podatkowej też przecież trafił początkowo do słynnej szuflady marszałkowskiej. Gdy się zbliżała nieuchronna porażka wyborcza, Platforma szybciutko przerobiła projekt prezydencki i przegłosowała w trybie, który były wicepremier Waldemar Pawlak nazwał kiedyś „hazardowym”. Było to sprzeczne ze stanowiskiem choćby Fundacji Helsińskiej. Platforma zablokowała prawo desygnowania kandydatów na sędziów przez środowiska zawodowe i naukowe. Wbrew apelom chociażby Naczelnej Rady Adwokackiej. Ale przepis mówiący, że zgłoszenie kandydata na sędziego składa się do Marszałka Sejmu nie później niż trzy miesiące przed dniem upływu kadencji sędziego Trybunału, pokazywał pychę i butę PO – mamy większość, możemy robić, co chcemy. Więc skąd teraz zdziwienie, że większość robi, co chce? Do 6 listopada na 15 sędziów TK jedynie dwóch było z PiS. Od 7 listopada wszyscy mieli być z PO. Ale to podobno PiS dokonał zamachu na Trybunał.

W ocenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka regulacja, która nie określa najwcześniejszego terminu złożenia wniosku, a tylko termin najpóźniejszy, była niezgodna z konstytucją. Wymuszała bowiem wybór sędziów, którym kadencja kończyła się dopiero w grudniu, czyli po ukonstytuowaniu się nowego Sejmu, wyłanianego w wyborach październikowych, jeszcze przez Sejm poprzedniej kadencji. Platforma próbowała nawet obniżyć wymagania dotyczące kwalifikacji zawodowych, jakimi musi się wykazać kandydat na sędziego TK. Chciała zrezygnować z wymogu stopnia naukowego bądź aplikacji zawodowej, ale Sejm to zablokował.

O zamachu Platformy na Trybunał Konstytucyjny media jakoś nie trąbiły. Z wyjątkiem pani Ewy Siedleckiej z „Gazety Wyborczej”. Nie wypowiadał się na ten temat Komitet Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk. Milczeli byli i obecny prezesi TK.

POCZUCIE LUDOWEJ SPRAWIEDLIWOŚCI

Oczywiście PiS mógł przywrócić „status quo ante bellum”, czyli stan sprzed konfliktu, unieważniając wybór dwóch sędziów. Ale skorzystał z pretekstu i poszedł na całość. Mógł zrobić to lepiej. Jak na przykład prezydent Franklin Delano Roosevelt, który rozszerzył po prostu skład Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, wprowadzając do niego swoich zwolenników, by mieć większość, która nie będzie blokowała jego socjalnych reform. Ale do tego trzeba troszkę znać historię i mieć w sobie mniej pychy, a więcej sprytu. Jednak owacje po wystąpieniu sejmowym Kornela Morawieckiego, że jak prawo nie służy narodowi, nie należy go przestrzegać, były wręcz niesmaczne. Owszem Gustav Radbruch pisał po II wojnie światowej o tak zwanym ustawowym bezprawiu, z którym mieliśmy do czynienia w państwie hitlerowskim. To samo zresztą można było powiedzieć o praktyce państw komunistycznych. Ale czy naprawdę obowiązujący od lat tryb wyboru sędziów był takim „ustawowym bezprawiem”, które można byłoby porównać do praw III Rzeszy czy PRL? Jako że Fundacja Helsińska protestowała przeciwko zawłaszczaniu Trybunału przez PO, ma teraz dobry tytuł do oceny działań PiS. A napisała, słusznie, że „niedopuszczalne w państwie prawa jest rozwiązywanie wątpliwości konstytucyjnych przez odwołanie się do woli politycznej i poczucia ludowej sprawiedliwości”.

WYBIJANIE SIĘ NA NIEPODLEGŁOŚĆ

Sam Trybunał Konstytucyjny został ustanowiony w 1982 r. – jako pewna fasada „praworządności socjalistycznej” w państwie, które wprowadziło stan wojenny. Przez lata można było obserwować proces wybijania się TK na niepodległość. Choć do dziś niektóre jego wyroki wzbudzają kontrowersje lub nawet zdumienie, to pamiętajmy, że Sądowi Najwyższemu Stanów Zjednoczonych też wiele lat zajęło zbudowanie swojej dzisiejszej pozycji.

Należy pracować nad polepszeniem jakości składu Trybunału i tym samym jego orzecznictwa, a nie nad upolitycznieniem i dyskredytowaniem. Bo politycy i uprawiana przez nich polityka już się zdyskredytowali. Szkoda, że przenosi się to na instytucje prawne istotne z punktu widzenia ładu cywilizacyjnego. Tak, cywilizacyjnego – bo sądownictwo konstytucyjne jest ważnym elementem „cywilizacji białego człowieka” – bez względu na to, jak to może dziś zabrzmieć. Zważywszy jednak, że zawsze najważniejsi są ludzie, bardzo ciekawe będzie, jakich ludzi PiS wybierze do Trybunału. W przeszłości niektórzy sędziowie Trybunału zaczęli się stawiać nawet generałowi Jaruzelskiemu. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 49/2015
Więcej możesz przeczytać w 49/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0