Szafa Jaruzelskiego

Szafa Jaruzelskiego

Wojciech Jaruzelski przechowywał w domu archiwalne dokumenty wojskowe – wynika z ustaleń „Wprost”. Osobiście usuwał też kompromitujące go dokumenty ze swojej osobistej teczki w kwietniu 1990 r. „Szafa Kiszczaka” nie była więc jedyna.

Dla dobra śledztwa nie informujemy o żadnych działaniach IPN dotyczących nielegalnego posiadania dokumentów przez osoby pełniące wysokie funkcje w aparacie władzy PRL – ucina Agnieszka Sopińska-Jaremczak, rzeczniczka IPN.


Jak jednak ustalił „Wprost”, o posiadanych przez Wojciecha Jaruzelskiego dokumentach poinformował kierownictwo IPN historyk dr Piotr Gontarczyk. – W 2007 lub 2008 r. jedna z zaufanych osób generała opowiedziała mi o swojej wizycie w jego domu. Gospodarz wyszedł na chwilę do drugiego pokoju i przyniósł oryginalny dokument wojskowy z lat 70. lub 80., który w moim przekonaniu powinien się znajdować w archiwum państwowym. Gdy się o tym dowiedziałem, natychmiast przekazałem w tej sprawie pisemną relację ówczesnemu szefowi IPN Januszowi Kurtyce – relacjonuje dr Gontarczyk, dziś pracownik Biura Edukacji Publicznej Instytutu.

Kurtyka zginął w katastrofie w Smoleńsku i nawet nie wiadomo, czy podjął w tej sprawie jakieś działania. Jak się nieoficjalnie dowiedział „Wprost”, wrócono do niej teraz, po sensacyjnym znalezisku w domu Kiszczaka.

ZNIKAJĄCE DOKUMENTY

Tej historii tajemniczości dodają doniesienia Fakt24.pl. Zdaniem portalu po śmierci Jaruzelskiego wszystkie jego dokumenty przekazano nieznanej Fundacji Archiwum Dokumentacji Historycznej PRL. Ta miała je zdeponować w Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Tym rewelacjom zaprzecza uczelnia. A rodzina generała odmawia komentarza.

Tymczasem „szafa Jaruzelskiego” może kryć sensacyjne dokumenty. Są poszlaki, że generał mógł wynieść z archiwów część akt dotyczących jego osoby. Kilkanaście miesięcy temu jego „teczkę oficera Ludowego Wojska Polskiego” dokładnie zbadał dr Gontarczyk. Odkrył, że dokumentację fałszowano i brakowano jeszcze w kwietniu 1990 r., gdy generał był prezydentem. Wcześniej podmieniono jego kartę ewidencyjną. To dokument przypominający zeszyt, do którego od lat 50. do końca PRL wpisywano informacje o przebiegu służby Jaruzelskiego, m.in. awansach, przydziałach służbowych, odznaczeniach. A w zachowanej karcie niemal wszystkie wpisy zrobiła tym samym długopisem jedna osoba. W dodatku adnotacje sporządzono na druku, którego używano dopiero pod koniec PRL. A przecież niektóre wpisy datowane są na lata 50. – Jest to więc falsyfikat, ostatnich wpisów dokonywano już za prezydentury Jaruzelskiego – mówi dr Gontarczyk.

Część ważnych dokumentów całkiem zniknęła z teczki Jaruzelskiego. To m.in. informacje o powojennych walkach Jaruzelskiego z podziemiem niepodległościowym (zwanym wtedy „bandami”). Sfałszowano też datę przyznania mu Krzyża Walecznych. – Chodziło prawdopodobnie o ukrycie, że generał dostał go w grudniu 1946 r. za walkę z podziemiem. Tymczasem po 1989 r. utrzymywał, że to odznaczenie za zasługi w czasie wojny – mówi dr Gontarczyk. Próby lukrowania życiorysu widać też w umieszczonych w teczce odręcznych notatkach z 1990 r. Przykład? Informacja, że w czasie wojny Jaruzelski był trzy razy ranny, choć w ankiecie z 1948 r. pisał, że żadnych ran nie doznał. Wydłużono też jego szlak bojowy z 9 do 19 miesięcy. – Analiza grafologiczna potwierdziła, że poprawki naniósł sam generał – mówi Gontarczyk. Jego zdaniem kluczowa faza operacji fałszowania teczki miała miejsce ok. 1989 r., najpóźniej w 1990. Bardzo możliwe, że wyjęte wtedy z teczki dokumenty znalazły się w prywatnych zbiorach Jaruzelskiego.

SPRYWATYZOWANE ARCHIWA

O tym, że w domach byłych generałów są liczne dokumenty, które powinny być w IPN, przekonany jest dr Lech Kowalski, biograf Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Sam był wojskowym LWP, dosłużył się stopnia pułkownika, do pewnego momentu cieszył się zaufaniem PRL-owskiej generalicji. Zbierając materiały do książek, bywał w domach wielu dygnitarzy. – Wielokrotnie zdarzało się, że pokazywali mi dokumenty, których wcześniej nie znalazłem w archiwach – mówi dr Kowalski.

Jego zdaniem IPN powinien spróbować te „sprywatyzowane” archiwalia odzyskać. Przyznaje jednak, że wrzawa wokół „szafy Kiszczaka” sprawy nie ułatwia. Za nielegalne posiadanie takich dokumentów grozi osiem lat więzienia. Niestety, generałowie, którzy z esbeckich papierów uczynili sobie polisę ubezpieczeniową, niespecjalnie się dotąd tym przepisem przejmowali. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 9/2016
Więcej możesz przeczytać w 9/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0