Kurski zamiast Daszczyńskiego. Nie na tym polega rewolucja

Kurski zamiast Daszczyńskiego. Nie na tym polega rewolucja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Media publiczne są zdegenerowane nie tylko merytorycznie, ale także pod względem finansowym poprzez upadek abonamentu. Radykalne działania naprawcze są konieczne – mówi „Wprost” Krzysztof Czabański,wiceminister kultury.

Przedstawicie w kwietniu projekt nowej ustawy medialnej?

Będzie gotowy w marcu.

Zostały tylko trzy tygodnie.

Finalizujemy prace. W części tzw. merytoryczno-przekształceniowej, czyli kształtu przyszłych mediów narodowych, sposobu ich funkcjonowania, wyboru władz, kwestii organizacyjno-prawnych, projekt jest już praktycznie gotowy. Wprowadzane są jeszcze mechanizmy, które umacniają ich niezależność od bezpośredniego wpływu świata polityki.

Ale to przecież jest projekt polityczny.

Politycy ustalają kształt ustawy, uchwalają ją, wprowadzają w życie. Są akuszerami, ale chodzi o to, by później to dziecko działało samo, choć oczywiście będzie oceniane i rozliczane i przez widzów, i przez środowisko opiniotwórcze, w tym świat polityki.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji też miała być buforem chroniącym media przed polityką.

To było narzędzie uprawiania polityki od samego początku.

Dlaczego?

Wprowadzono mechanizm corocznego sprawozdania przed parlamentem i prezydentem i co roku media publiczne musiały uzyskiwać atest ze strony świata polityki po to, żeby trwać dalej. Nie ma większego uzależnienia. Co to znaczy perspektywa roku? To znaczy, że jesteś na krótkiej smyczy. Praktyka tylko potwierdziła te obawy, doprowadziła do degeneracji mediów publicznych, ale takie było założenie ustawowe.

Co zmieni sześcioletnia kadencja Rady?

To oznacza praktycznie nieusuwalność członków Rady Mediów Narodowych. Są oczywiście zapisy, które umożliwiają dymisję poszczególnych osób, ale nie rady jako całości. To są zapisy stosowane w całym cywilizowanym świecie. Jeśli ktoś został skazany prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne albo musiał zrezygnować z powodu choroby uniemożliwiającej sprawowanie funkcji, albo sam złożył dymisję. Ale to są tylko te przypadki.

To znaczy, że przez sześć lat Rada będzie reprezentowała poglądy jednej formacji politycznej.

W Radzie Mediów Narodowych ustawowo zagwarantowane będzie miejsce dla opozycji parlamentarnej. Tak już od dawna powinno być, ale do tej pory żaden układ rządzący mediami publicznymi tego nie zrobił. Robimy to nie tylko po to, by media były spluralizowane czy z miłosierdzia nad opozycją, ale też z troski o samych siebie. Przez lata nasze środowisko – poza wyjątkowymi okresami – było wykluczane z mediów publicznych. Dlatego dobrze wiemy, że opozycja powinna mieć swoje miejsce, ponieważ sami możemy nią być. Myślimy o własnym interesie, ale jest to jednocześnie w interesie obywateli.

Czy ten pomysł nie pojawił się w odpowiedzi na krytykę Komisji Europejskiej?

Przeciwnie, to był jeden z argumentów przemawiających za tym, co robimy. Byłem zresztą z delegacją mediów publicznych w Genewie na rozmowach w EBU, czyli Europejskiej Unii Nadawców, i komunikat wspólny był już bardzo łagodny. Gdy zaczęliśmy rozmawiać i pokazywać na przykładach, że wszędzie w Europie większość parlamentarna ma głos decydujący przy obsadzaniu władz mediów publicznych, i że nie na tym polega problem, tylko na tym, jak potem te media funkcjonują. I jak pokazaliśmy przykłady, jak te media funkcjonowały w ostatnich latach w Polsce, to rozmowy z EBU stały się o wiele łatwiejsze.

To po co politycy w ekspresowym tempie wprowadzili nowelę i wymienili władze radia i telewizji?

Więcej możesz przeczytać w 11/2016 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także