Epidemia Kroloppa

Epidemia Kroloppa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dyrektor chóru jest zarażony HIV co najmniej od dziesięciu lat, a od kilku lat jest chory na AIDS.
Wojciech Krolopp nie miał guza mózgu. A odkrycie guza u byłego dyrektora chóru Polskie Słowiki było powodem zwolnienia go z aresztu i zawieszenia procesu sądowego. Zarażony wirusem HIV Krolopp kilkanaście dni temu miał przejść wielogodzinną operację usuwania guza mózgu. Wiele wskazuje na to, że takiej operacji w ogóle nie było. Okazało się, że to, co w badaniach wyglądało na guza mózgu, jest objawem choroby zwanej toksoplazmozą - ustalili dziennikarze "Wprost". A to oznacza, że Krolopp nie tylko jest zarażony wirusem HIV, ale ma już zaawansowany AIDS.

Zarażony od dziesięciu lat

Toksoplazmozę wywołuje pierwotniak zwany Toxoplasma gondii. Pierwotniaka przenoszą koty, można się też nim zarazić spożywając surowe lub nie dogotowane mięso świń, owiec, kóz czy drobiu. Toksoplazmoza występuje u 60-80 proc. ludzi żyjących w naszej szerokości geograficznej. U zwierząt i ludzi ma łagodny przebieg, często organizm sam potrafi ją zwalczyć. W wypadku Wojciecha Kroloppa mieliśmy do czynienia z bardzo rozwiniętą formą toksoplazmozy. Pojawia się ona u osób mających pełne objawy AIDS. - Jeżeli rzeczywiście chodzi tu o toksoplazmozę dającą objawy guza mózgu, to możemy mówić o występowaniu pełnoobjawowego AIDS. W takim wypadku do zakażenia HIV mogło dojść już około 1993 r. - mówi dr Anna Marzec-Bogusławska, szefowa Krajowego Centrum ds. AIDS.

Ostatnie stadium AIDS

Krolopp musiał dostrzec objawy choroby już kilka lat temu i zapewne wtedy (prawdopodobnie działo się to za granicą) przeprowadził badanie na obecność wirusa HIV. Jeśli zarzut o pedofilię jest uzasadniony (a tak wynika z zeznań wielu świadków), a Krolopp wiedział, że jest chory, mógł świadomie od lat zarażać swoje ofiary i partnerów. Zastanawia w tym kontekście oburzenie tzw. autorytetów moralnych tym, że "Gazeta Wyborcza" i "Super Express" ujawniły informację o zarażeniu Kroloppa wirusem HIV. Jeśli były dyrektor był już ciężko chory na AIDS i mimo to zarażał kolejne osoby, jest jasne, kto w tym sporze o wartości ma rację. - Jesteśmy świadkami wielkiej hipokryzji. Nikt nie mówi ani nie myśli o ofiarach, a mają one prawo wiedzieć o zagrożeniu i to od dawna - mówi dr Andrzej Horban, specjalista chorób zakaźnych i AIDS, dyrektor warszawskiego szpitala na Woli. Jego zdaniem, Krolopp już dawno powinien być, ze względu na swoją orientację seksualną i przynależność do grupy największego ryzyka, poddany badaniom na obecność wirusa HIV. Kodeks etyki lekarskiej zwalnia lekarza z zachowania tajemnicy zawodowej, jeśli ten uzna, że zachowanie tajemnicy może stanowić niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia pacjenta lub innych osób. - Nie rozumiem zarzutów, że lekarze nic nie zrobili w tej sprawie. Szpital jest od leczenia pacjentów, a od profilaktyki jest sanepid i to on podejmuje stosowne działania - mówi Stanisław Szczepaniak z poznańskiej kliniki, gdzie przebywa Krolopp.

Horror ofiar

Kodeks karny nakazuje prokuraturze ujawnić informacje zdobyte w związku z wykonywaną pracą, które wskazują na podejrzenie popełnienia przestępstwa, m.in. polegającego na świadomym narażeniu przez pacjenta innych osób na utratę życia i zdrowia. Wobec Kroloppa nie skorzystano z tych możliwości. Można odnieść wrażenie, że były dyrektor chóru jest w Poznaniu chroniony od ponad dwudziestu lat. W 2003 r. w artykule "Słowiki a' la carte" (nr 27) ujawniliśmy, że już na przełomie lat 1982 i 1983 do wydziału kultury i sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, któremu podlegał chór Polskie Słowiki, docierały skargi rodziców chórzystów, którzy zarzucali Wojciechowi Kroloppowi praktyki pedofilskie. Wtedy postanowiono, że sprawa nie może nabrać rozgłosu, bo wszyscy na tym stracą. KW PZPR w Poznaniu miał przekazać do urzędu wojewódzkiego pismo nakazujące zatuszowanie sprawy. Broniono dyrygenta Polskich Słowików, bo ten chór był traktowany jako przeciwwaga dla uważanych za prokościelne Poznańskich Słowików Stefana Stuligrosza. Poza tym z Polskimi Słowikami na zagraniczne wojaże za darmo wyjeżdżali pracownicy wydziałów kultury urzędów wojewódzkiego oraz miejskiego, a także pracownicy podobnego wydziału w KW PZPR.

Jak się zorientowaliśmy, niektórzy rodzice i poszkodowani już wiedzą, że Krolopp ma zaawansowany AIDS, i są przerażeni. Dzwonią do sanepidu, by potwierdzić tę informację, ale słyszą tylko, że szpital nie zgłosił faktu zakażenia Kroloppa wirusem HIV (nie musi tego zrobić, jeżeli pacjent nie wyrazi na to zgody). Dzwonią też do lekarzy z poznańskiej kliniki, ale ci milczą, obawiając się kłopotów, jakie może mieć szpital z powodu wycieku informacji do mediów. Poszkodowani, z którymi rozmawialiśmy, boją się nie tylko pozytywnego wyniku testu, ale przede wszystkim horroru, jaki zaczną przeżywać ich rodziny. Najbardziej przeraża ich to, że nieświadomie mogli być częścią długiego łańcucha kolejnych zakażeń. - Brakuje mi słów, by opisać przerażenie na myśl o skutkach, jakie może nieść z sobą fakt zarażenia byłego dyrektora - mówi "Wprost" Jacek Sykulski, nowy szef poznańskiego chóru chłopięcego, którym kiedyś kierował Krolopp.

Violetta Krasnowska

Pełny tekst ukaże się w najnowszym numerze tygodnika "Wprost". W sprzedaży od poniedziałku, 23 lutego.

W numerze także: Hiperlekomania (Polacy najczęściej po Amerykanach i Francuzach zażywają środki przeciwbólowe).

 0

Czytaj także