Stracił pieniądze, stracić może i wolność

Stracił pieniądze, stracić może i wolność

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zarzut stosowania groźby w celu zwrotu wierzytelności postawiła prokuratura desperatowi, który w  piątek wieczorem groził zdetonowaniem ładunków wybuchowych w biurze maklerskim Banku Millenium w warszawskim wieżowcu przy rondzie ONZ.
Grozi mu za to od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Jak poinformował rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Maciej Kujawski, mężczyzna przyznał się do  winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Prokuratura nie skieruje wniosku o jego aresztowanie. Zdecydowała, że zastosuje wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego.

55-letni Jerzy G., elektronik z Bydgoszczy, wtargnął do banku w piątek ok. godziny 17.00. Groził, że zdetonuje ładunki wybuchowe, które miał mieć przytwierdzone do kamizelki. Negocjacje z nim trwały około sześciu godzin, ewakuowano wszystkich pracowników wieżowca.

Ok. godziny 24.00 po rozmowie m.in. z zastępcą szefa wolskiej prokuratury desperat poddał się i został wyprowadzony przez funkcjonariuszy z wydziału do walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji. Pirotechnicy zabezpieczyli i sprawdzili kamizelkę. Okazało się, że zdesperowany mężczyzna groził atrapą ładunków wybuchowych. Jak twierdzi policja, w czasie akcji życie mężczyzny było zagrożone; snajperzy otrzymali rozkaz strzelania do niego, gdyby chcia zdetonować ładunki (wówczas jeszcze nie było wiadomo, że są one tylko atrapą).

Jerzy G. wyjaśniał policjantom i prokuratorowi, że nie chciał nikomu zrobić krzywdy. W jego odczuciu w sposób niesprawiedliwy stracił całe oszczędności swojego życia - 60 tys. złotych. Chciał zwrócić uwagę na siebie i swoje problemy oraz  uzyskać pomoc w ich rozwiązaniu. "To bardzo nieszczęśliwy człowiek" - powtarzały rozmawiające z nim osoby.

Policja nie ujawniała szczegółów dotyczących utraty przez 55- latka pieniędzy. Poinformowano jedynie, że handlował akcjami. Świadkowie zdarzenia mówili, że mężczyzna żalił się, iż ktoś podrobił jego podpis i wyciągnął z konta wszystkie oszczędności.

Według komunikatu Banku Millenium, Jerzy G. był klientem biura maklerskiego banku od 1993 roku. W  1995 roku zakwestionował "przeprowadzoną zgodnie z obowiązującymi przepisami, transakcję sprzedaży i zakupu akcji z jego rachunku papierów wartościowych". Transakcja została przeprowadzona przez telefon. Jerzy G. reklamował transakcję w 1996 r. Po odrzuceniu reklamacji, złożył pozew sądowy o wydanie wcześniej sprzedanych akcji. Według prawomocnego wyroku sądowego, bank nie dopuścił się żadnego czynu niedozwolonego, realizując zlecenie Jerzego G. .

W komunikacie podkreślono, że mężczyzna od 2001 roku nie zgłaszał żadnych roszczeń wobec biura maklerskiego i Banku Millenium.

em, pap