Oskarżony: IPN (aktl.)

Oskarżony: IPN (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Leon Kieres przeprosił w Sejmie każdego, kto się poczuł dotknięty faktem, że znalazł się na tzw. liście Wildsteina - wyniesionej z IPN liście katalogowej archiwów służb specjalnych PRL.
"Przepraszam każdego, kto miał jakiekolwiek nieprzyjemności czy  choćby pytanie związane z obecnością na liście" - powiedział.

Podkreślił, że wyciek z IPN doprowadził do tego, iż wszystkie osoby, które znalazły się, stały się osobami, które cierpią. Jak dodał, nie pomogą tłumaczenia, że do listy mieli dostęp tylko pracownicy IPN oraz badacze, historycy i dziennikarze prowadzący w  Instytucie badanie wyłącznie za jego zgodą.

Kieres zaznaczył również, że na liście są funkcjonariusze, tajni współpracownicy, kandydaci na tajnych współpracowników, osoby rozpracowywane. "Oświadczam, to nie jest lista agentów" -  podkreślił.

Jak powiedziała podczas swojego wystąpienia generalny inspektor ochrony danych osobowych (GIODO) Ewa Kulesza, można stawiać Instytutowi Pamięci Narodowej zarzut złamania ustawy o ochronie danych osobowych. Dodała, że wynika to ze wstępnych ustaleń kontroli GIODO trwającej w IPN w związku z "listą Wildsteina".

Według Kuleszy, można IPN stawiać zarzut nieumyślnego niezabezpieczenia swych danych przed dostępem osób nieuprawnionych i niezgłoszenia swych zbiorów danych do rejestracji w GIODO - jak nakazuje ustawa o ochronie danych. Podkreśliła, że czyny takie stanowią złamanie prawa w myśl ustawy o ochronie danych.

Kulesza oświadczyła, że IPN nie wykonał podstawowych obowiązków wynikających z tej ustawy, dodając, że nie rozumie, dlaczego IPN przez 5 lat działalności tego nie zrobił. "Przede wszystkim Instytut nie zgłosił do rejestracji w GIODO żadnych zbiorów danych" - powiedziała. Kulesza przyznała zarazem, że trwa dyskusja, czy wszystkie bazy danych z IPN podlegają takiej rejestracji.

Inne zarzuty Kuleszy wobec IPN to: dopuszczenie do pracy nad danymi nieuprawnionych pracowników Instytutu, niewykonanie opisu i  struktury swych zbiorów danych i sposobów zabezpieczeń danych oraz  niepowołanie administratora bezpieczeństwa informacji, który nadzorowałby przestrzeganie zasad ochrony danych osobowych. "Niewykonanie tych obowiązków ustawowych zaowocowało brakiem ochrony danych w IPN, czego skutkiem było udostępnienie zbioru danych z czytelni IPN" - powiedziała Kulesza.

Poinformowała, że dopiero po 4 stycznia 2005 roku zabezpieczono te dane przed skopiowaniem. "Przed tą datą skopiowanie listy w  całości było możliwe" - dodała. Według Kuleszy, katalogi archiwalne powinny podlegać takiej samej ochronie jak inne materiały IPN. Dodała, że katalogi, które zostały później udostępnione w czytelniach, tworzono w IPN wbrew prawu.

Kulesza podkreśliła, że IPN "w nieuprawniony sposób" rozszerzył na dziennikarzy zakres dostępu do swych akt.

Występujący po Kuleszy Bronisław Cieślak (SLD) powiedział, że Sojusz nie czuje się stroną w tej awanturze. Jak dodał, również lewicowy elektorat, "niespecjalnie jest skłonny się tym wszystkim podniecać".

"Jest oczywistą i logiczną, udowodnioną już rzeczą, że na masową skalę werbowano donosicieli w kręgach dawnej opozycji" -  powiedział Cieślak. Podkreślił, że "ostrze tej lustracyjno- teczkowej siekiery obraca się między dawnymi kolegami, stając się w wyborczym roku widocznym narzędziem porachunków, w boju o  najlepsze miejsce w wyścigu".

Cieślak odniósł się też do wypowiedzi biskupa Tadeusza Pieronka, który mówiąc o upublicznieniu tzw. listy Wildsteina - na której znaleźli się współpracownicy, kandydaci na nich i poszkodowani -  miał, według posła, powiedzieć, że "rozlało się mleko, kawa i  herbata i teraz trzeba to uporządkować". Według Cieślaka, "trwa więc teraz poszukiwanie chemika, który tę coffee-bawarkę odfiltruje na trzy szklanki osobno".

Jego zdaniem, "prymitywne" jest segregowanie ludzi według "niesłychanie topornych kryteriów nieczułych na indywidualne losy, na nieskończone ilości złożonych przypadków i motywacji; mieszanie gwałcicieli ze zgwałconymi".

"A teraz gorzka, ale bardzo cenna myślę zagadka. Kto jest w  Polsce Żydem? Prawidłowa odpowiedź, którą słyszałem brzmi: "w  Polsce Żydem jest ten, kogo mają za Żyda". Można wstawić inne słowo: agent też" - powiedział Cieślak.

Powinien pan być dumny z pracy IPN, a nie tłumaczyć się z niej - zwrócił się Jarosław Kaczyński (PiS) do  prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Leona Kieresa w trakcie sejmowej debaty nad informacją o "liście Wildsteina" - wyniesionej z IPN listy katalogowej archiwów służb specjalnych PRL.

Sytuację, która powstała w ostatnich tygodniach w związku z  opublikowaniem listy Kaczyński określił "początkiem nowej, polskiej moralnej rewolucji", "moralnego wzburzenia", do którego przyczynił się prezes IPN.

"Pan stoi na czele instytucji, która do tego moralnego wzburzenia ogromnie się przyczyniła. Prace IPN w ciągu ostatnich kilku lat bardzo, bardzo przyczyniły się do pokazania prawdy o polskiej historii ostatnich 10-leci. Bardzo mocno przyczyniły się do tego, by ta scena polityki życia publicznego PRL-u została w dużej mierze odsłonięta i oświetlona" - powiedział.

Jak dodał, to "niesłychanie ważne do rozbijania różnego rodzaju mistyfikacji, które funkcjonowały już w III RP o drodze od stanu wojennego do Okrągłego Stołu, wszelkiego rodzaju stwierdzeń, że  ten ustrój łagodniał, że nie był totalitarny".

"Prawda o dyktaturze, presji, totalitaryzmie do końca została pokazana dzięki pracy wielu młodych naukowców, historyków i  dziennikarzy, dzięki pańskiej pracy" - powiedział prezes PiS, zwracając się do Kieresa.

"Rożnego rodzaju incydenty, które zdarzają się w każdej wielkiej pracy nie mogą tego przesłonić" - ocenił Kaczyński.

Jego zdaniem, oczywistym jest, że przygotowano listę, która ułatwiała poruszanie się po archiwum Instytutu. "To, że stała się ona publiczna, dzięki internetowi, wiąże się z sytuacjami indywidualnymi, które mają charakter poważnego dyskomfortu. Trzeba to naprawić" - powiedział prezes PiS. "Ale to wydarzenie, w tym Bronisława Wildsteina, należy widzieć w perspektywie nowego moralnego wzburzenia" - dodał.

Kaczyński podkreślił, że jak najszybciej trzeba uchwalić poprawkę do ustawy o IPN, która umożliwi ustalenie, kto naprawdę jest na  liście. Należy też - jak powiedział - poprawić w ustawie lustracyjnej to, co wiąże się ze statusem osób, które nie były rejestrowane i nie są pokrzywdzone w rozumieniu ustawy, ale nie mogą o tym uzyskać odpowiedniego zaświadczenia.

Ponadto trzeba radykalnie zerwać z tajnością i umożliwić dostęp wszystkim obywatelom do swoich teczek i do teczek osób funkcjonujących w życiu publicznym - uważa Kaczyński.

Jego zdaniem, należy to uczynić jak najszybciej, jeszcze przed najbliższymi wyborami. "To jest do załatwienia" - przekonywał lider PiS.

Eugeniusz Kłopotek (PSL) uważa, że wyniki kontroli GIODO w Instytucie Pamięci Narodowej są porażające.

Zdaniem Kłopotka, trzeba ucywilizować lustrację i zobowiązać IPN do ogłoszenia prawdziwych danych odnoszących się do "listy Wildsteina". Podkreślił, że propozycja zmian w ustawie o IPN autorstwa Instytutu nie umożliwi dowiedzenia się przez daną osobę, w jakim charakterze znalazła się na liście.

Kłopotek cytował Stary Testament o Sodomie i Gomorze, w którym były m.in. słowa, aby "sprawiedliwemu nie stało się to samo co  bezbożnemu". Mówił, że przez Wildsteina cierpi wielu niewinnych, a  "prawdziwi współpracownicy śmieją się w kułak", bo ich teczki albo zniszczono, albo dziś współpracują ze służbami suwerennego państwa.

Kłopotek zasugerował, że Wildstein mógł działać na zlecenie "mocodawców" - nie zdradził, kogo ma na myśli.

Występujący po Kłopotku szef klubu PO Jan Rokita powiedział, że klub Platformy Obywatelskiej będzie domagał się otwarcia archiwów Instytutu Pamięci Narodowej i wprowadzenia przejrzystości uczestników życia publicznego.

Rokita zaapelował o najszybsze przyjęcie projektu nowelizacji ustawy o IPN, przygotowanej przez Instytut. Jak jednak podkreślił, "ta drobna interwencja ustawowa nie może stanowić zamknięcia sprawy archiwów IPN". "Problem jest otwarty, problem wymaga otwarcia archiwów, wprowadzenia zasady przejrzystości ludzi, którzy są uczestnikami życia publicznego" - oświadczył. Dodał, że  klub PO dąży do wprowadzenia takich rozwiązań.

Prezes IPN prof. Leon Kieres uważa, że przygotowany przez niego projekt nowelizacji ustawy o IPN ma tylko wzmocnić inicjatywę Platformy Obywatelskiej. Projekt uchwały Sejmu autorstwa PO zobowiązuje Instytut do udzielania w ciągu 7 dni odpowiedzi osobom, które znalazły swoje nazwiska na "liście Wildsteina", czy  chodzi właśnie o nie.

Rokita oświadczył też, że jego klub, formacja i on osobiście ma  "olbrzymie uznanie i szacunek dla pracy IPN, dla prezesa Kieresa, dla ludzi, którzy pracują nad tym, ażeby nie zginęła pamięć o  polskiej najnowszej historii".

Według niego, choć nie ulega najmniejszej wątpliwości, że pewien brak roztropności czy wyobraźni w sposobie działania IPN można było dostrzec, nie jest to powód, by dziś ponowić ataki na IPN i  próbować go zniszczyć.

"W moim przekonaniu, tej listy w taki sposób nie należało tworzyć, nie należało mieszać na jednej liście publicznej ludzi przyzwoitych i nieprzyzwoitych" - zaznaczył Rokita.

"Tak delikatnej materii nie można traktować w sposób taki sam, jakby chodziło o zapisy nazwisk w Kronice Galla Anonima - mówił. To są dwie zupełnie inne materie, to trzeba naprawić".

Rokita skrytykował sejmowe wystąpienie generalnego inspektora ochrony danych osobowych (GIODO) Ewy Kuleszy.

Według Rokity, ustawa o ochronie danych osobowych nie ma  zastosowania w sprawie archiwów IPN. "Jeśli pani wpadła na pomysł, ażeby najnowszą historii Polski, problem Urzędu Bezpieczeństwa, agentów UB, problem totalitaryzmu rozwiązać za pomocą ustawy o  danych osobowych, to ja mam wrażenie, że po raz kolejny znajduję się w miejscu całkowicie niepoważnym" - podkreślił poseł.

Rokita zwrócił się też do posłów SLD. Jak podkreślił, Sojusz powinien milczeć w sprawie IPN, ponieważ "jako dziedzic PZPR" próbował wielokrotnie zamknąć Instytut i uniemożliwić jego działanie.

"Traktujecie pamięć polską jako swojego głównego politycznego wroga. Uważacie, że jak Polacy będą pamiętać, kto był katem, a kto ofiarą, to wy będziecie przegrywać wybory i dlatego nie chcecie, żeby Polacy pamiętali" - oświadczył Rokita. "Gdyby Polacy mięli precyzyjną pamięć o najnowszej historii, was by tu nie było - i wy to czujecie" - podkreślił.

Przemawiający w imieniu Unii Pracy Marek Pol uważa, że także posłowie powinni przeprosić osoby z  "listy Wildsteina" za to, że za pomocą prawa nie umieli zapobiec temu, co się stało.

Oświadczył, że mimo tego, co zaszło, darzy prezesa IPN Leona Kieresa szacunkiem, zwłaszcza za jego piątkowe przeprosiny w  Sejmie wobec tych, którzy czują się dotknięci tym, że znaleźli się na tej liście.

Pol powiedział, że być może uwierzy, iż Wildstein nie miał intencji politycznych, jeśli nie zobaczy jego nazwiska na żadnej liście w nadchodzących wyborach. Zasugerował jednocześnie, że  uważa, iż Wildstein nie działał wyłącznie z własnej inicjatywy.

Według Pola, "lista Wildsteina" nie ujawniła ani "funkcjonariuszy Kościoła katolickiego, którzy donosili", ani tych dawnych agentów z PRL, którzy teraz współpracują z obecnymi tajnymi służbami.

Bronisław Wildstein zasługuje na szacunek, bo działał w dobrej wierze; pretensje należy mieć do tych, którzy do jednego worka wrzucili ofiary i tych, którzy zdradzili -  powiedział z kolei szef klubu Ligi Polskich Rodzin Marek Kotlinowski podczas debaty nad informacją IPN o "liście Wildsteina".

"Dobrym prawem dziennikarza jest to, aby mógł społeczeństwo informować o jego najnowszej historii i o tym, co wie, nie łamiąc jednocześnie prawa. Tak się stało w tej sprawie" - ocenił poseł

"Dobrze się stało, że ta lista jest" - zaznaczył. "Dobrze też, że  jest IPN, który ofiarnie pracuje na rzecz pamięci narodowej" -  dodał.

Jego zdaniem jednak, nie może być tak, że do jednego katalogu wrzucamy ofiary, tajnych współpracowników i kandydatów na tajnych współpracowników. "Budzi to gorący sprzeciw" - ocenił.

Kotlinowski uważa też, że należy szukać sposobu "naprawienia krzywdy wyrządzonej przysłowiowemu Janowi Kowalskiemu, który jest na liście".

Szef klubu LPR obawia się też, że "długo przyjdzie nam czekać" na  kompleksową nowelę ustawy o IPN, co pozwoliłoby "wyjaśnić prawdę o  naszych najnowszych dziejach". Jego zdaniem, nowela taka nie  zostanie już uchwalona przez Sejm obecnej kadencji.

Gdyby porównywać proces badania historii do  uprawniania ziemi, gdzie przy "każdej uprawie niezbędne jest zraszanie i podlewanie", to czyn redaktora Wildsteina był "uruchomieniem nie tylko powodzi, ale tsunami" -  Tomasz Nałęcz (SdPl)

Według Nałęcza, powinno się umożliwić ludziom o zbieżnych nazwiskach z tymi pojawiającymi się na liście oczyszczenie swojego dobrego imienia, np. poprzez zamieszczenie informacji w  internecie. "Niezbędne są także inne kroki, które skutki tego lustaracyjnego tsunami zlikwidują" - powiedział Nałęcz.

Podziękował prezesowi Instytutu prof. Leonowi Kieresowi, za to, że przeprosił w swoim wystąpieniu wszystkich, którzy poczuli się dotknięci w wyniku upublicznienia listy inwentarzowej IPN.

Nałęcz odniósł się też do wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który ocenił podczas debaty, że czyn Bronisława Wildsteina jest elementem "polskiej, moralnej rewolucji". "A cóż to, panie prezesie, jest za moralna rewolucja, która się zaczyna od ludzkiego cierpienia, za które trzeba przepraszać z trybuny sejmowej?" - pytał Nałęcz.

Jego zdaniem, skopiowanie, wyniesienie i opublikowanie indeksu osobowego z "jednoznaczną społeczną konotacją, że oto jest lista agentów" było "nie rewolucją moralną, ale zwykłym świństwem".

"Trzeba odsłaniać prawdę o polskiej historii. Ale redaktor Wildstein nie odsłonił żadnej prawdy o polskiej historii. Odsłonił materiał pomocniczy, który był punktem wyjścia do takich badań" -  powiedział Nałęcz.

Podkreślił, że obecnie mamy obowiązek pomocy tym tysiącom osób, które mają prawo domagania się oczyszczenia ich. "Jak im pomożemy, dorzucając do grona osób, które wymagają sprawdzenia, kolejne sto tysięcy. Trzeba to robić w określonej kolejności, na pewno nie w  taki sposób, w jaki to uczynił redaktor Wildstein" - dodał.

Nałęcz stanął w obronie IPN-u i w obronie prawa Instytutu do  sporządzenia pomocy inwentarzowej, która umożliwia prace nad materiałem przechowywanym w IPN-ie. Podkreślił, że nie da się prowadzić prac w żadnym archiwum, jeśli nie ma pomocy inwentarzowych, które pozwalają się zorientować co do  przechowywanych materiałów.

Wyraził słowa uznania dla szefowej GIODO Ewy Kuleszy, za  zwrócenie Sejmowi uwagi, że to prawo stanowione przez Sejm prowadzi do sytuacji, że sporządzane i niezbędne w placówkach badawczych inwentarze stoją w sprzeczności z ustawą o ochronie danych osobowych.

Podkreślił, że sporządzenie przez IPN inwentarza osobowego, które umożliwiłby osobom uprawnionym do badanie zbiorów, było - jak to  określił - "ze wszech miar zasadne"

Pod koniec stycznia ujawniono, że były już publicysta "Rzeczpospolitej" Bronisław Wildstein udostępnił dziennikarzom pochodzącą z IPN listę ponad 160 tys. nazwisk funkcjonariuszy i  tajnych współpracowników służb specjalnych PRL oraz osób wytypowanych do współpracy (na liście są osoby mogące być dziś pokrzywdzonymi w myśl ustawy o IPN). Wkrótce potem "lista Wildsteina" znalazła się w internecie.

ks, pap

 0

Czytaj także