Cimoszewicz powiedział, że jeśli prokuratura nie stwierdzi, iż złamał prawo, będzie oczekiwał publicznych przeprosi od ludzi, którzy - w jego "największym przekonaniu" - stawiali mu fałszywe zarzuty.
Po przesłuchaniu Cimoszewicza pod koniec lipca komisja śledcza zawiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa, które miałoby polegać zatajeniu przez niego w oświadczeniu majątkowym za 2001 r. informacji o posiadanych akcjach PKN Orlen.
Cimoszewicz zeznał przed komisją, że wypełniając w kwietniu 2002 r. oświadczenie majątkowe za poprzedni rok, przez pomyłkę nie wpisał akcji PKN Orlen. Tłumaczył, że podał stan majątkowy z dnia wypełniania oświadczenia, a wtedy nie posiadał już akcji, które sprzedał na początku stycznia 2002 r. Komisja nie dała jednak wiary tym wyjaśnieniom i zwróciła się z wnioskiem do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która wszczęła śledztwo.
Cimoszewicz zapowiedział, że w prokuraturze złoży też wyjaśnienia w sprawie tego, czy wie coś o okolicznościach przeszukania w styczniu 2005 r. przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego mieszkania jego b. asystentki Anny Jaruckiej.
Jarucka zgłosiła się w ubiegłym tygodniu do komisji śledczej ds. PKN Orlen. We wtorek zeznała, że w kwietniu 2002 r. Cimoszewicz zmienił swoje oświadczenie majątkowe za 2001 r., które złożył jako szef MSZ, usuwając informacje o akcjach PKN Orlen. Przedstawiła też komisji śledczej ksero upoważnienia do zmiany oświadczenia majątkowego, które miał jej wystawić sam Cimoszewicz.
Z kolei Cimoszewicz zapewnił publicznie, że w 2002 r. tylko raz złożył oświadczenie majątkowe i nigdy nie zostało ono zmienione. Pismo, które Jarucka przedstawiła komisji, nazwał "ewidentnym fałszerstwem".
Jarcuka zeznała też, że pierwszą wersję oświadczenia majątkowego miała na polecenie Cimoszewicza trzymać w bezpiecznym miejscu, więc zabrała je do domu.
W styczniu 2005 r. ABW przeszukała mieszkanie Jaruckiej w związku z podejrzeniami wyniesienia przez nią z MSZ tajnych depesz. ABW znalazła tam i zabezpieczyła dokumenty dotyczące Cimoszewicza, w tym jego oświadczenie majątkowe.
W ubiegły piątek ABW powiadomiła Prokuraturę Okręgową w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Romana Giertycha (LPR), który - uzasadniała Agencja - za pośrednictwem mediów informował opinię publiczną, że "ABW bezprawnie przeszukała mieszkania Anny Jaruckiej w celu ochrony interesów Włodzimierza Cimoszewicza".
W czwartek Giertych poinformował, że przygotował projekt uchwały komisji śledczej dotyczącej zawiadomienia prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy ABW, którzy przeszukali mieszkanie Jaruckiej. Według Giertycha, nie mieli oni wystawionego przez prokuraturę postanowienia o przeszukaniu. Jego zdaniem, sprawa Jaruckiej nie była takiego kalibru, by szybko, bez nakazu przeszukać jej mieszkanie.
Poseł LPR pytał też na konferencji prasowej, skąd Cimoszewicz miał dokumenty, które zaprezentował we wtorek na poparcie swego twierdzenia, że upoważnienie, które Jarucka przedstawiła komisji śledczej, to fałszerstwo.
Cimoszewicz uznał, że upoważnienie zostało sfałszowane, ponieważ widnieje pod nim faksymile jego podpisu, którym nie posługiwał się jako szef MSZ. Ponadto pieczątki zawierającej to faksymile - według Cimoszewicza - w kwietniu 2002 r. nie było w MSZ, dotarła tam w czerwcu 2002 r. z Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej, którego Cimoszewicz był szefem przed objęciem funkcji ministra spraw zagranicznych.
Jarucka twierdzi, że "nigdy nie miała w rękach żadnego faksymile Cimoszewicza" i że pieczęć z podpisem wzięła z PKPS pracownica MSZ Agnieszka Szczepaniak, a potem jej nie zwróciła.
Latem 2002 r. w MSZ przeprowadzono kontrolę w związku z zaginięciem faksymile. We wtorek Cimoszewicz na dowód tego, że upoważnienie prezentowane przez Jarucką to fałszerstwo, pokazał m.in. kartkę in blanco z nagłówkiem ministerstwa i jego faksymile oraz cytował zeznania Szczepaniak. Według nich, to Szczepaniak przekazała pieczęć Jaruckiej, która ją zabrała.
Według rzecznika Cimoszewicza Tomasza Nałęcza, dokumenty MSZ zaprezentowane na wtorkowej konferencji prasowej Cimoszewicz otrzymał z resortu, po upewnieniu się, że mogą mu zostać wydane, jako byłemu ministrowi spraw zagranicznych.
"Życie Warszawy" napisało w czwartek, że dokumenty z kontroli w MSZ trafiły do ABW. Rzeczniczka ABW Magdalena Kluczyńska-Stańczyk zaprzeczyła jednak, jakoby MSZ przekazało ABW dokumenty z wewnętrznej kontroli. Tomasz Szeratics z MSZ poinformował PAP, że resort nie wypowiada się w żadnej kwestii związanej ze "sprawą pani Jaruckiej i oświadczenia majątkowego Włodzimierza Cimoszewicza".
Jarucka chce, by ujawniona została "cała dokumentacja" dotycząca faksymile. Również Cimoszewicz uważa, że dokumenty związane z kontrolą w MSZ po tym, jak zaginęło faksymile z jego podpisem, powinny zostać ujawnione.
Kandydat na prezydenta i szef PO Donald Tusk oświadczył w czwartek, że Cimoszewicz jest zobowiązany przed opinią publiczną do wyjaśnienia szczegółów "przykrej i zawiłej sprawy" dotyczącej jego b. asystentki. W ten sposób odniósł się do środowego apelu Cimoszewicza, by jego konkurenci w wyborach prezydenckich publicznie powiedzieli, czy mieli coś wspólnego z prowokacją, jaką było - według niego - przedstawienie sfałszowanego dokumentu i złożenie fałszywych zeznań przez Jarucką.
ss, pap