Marczuk na czele ABW (aktl.)

Marczuk na czele ABW (aktl.)

Witold Marczuk został p.o. szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego po dymisji dotychczasowego szefa Andrzeja Barcikowskiego. Szefem Agencji Wywiadu pozostaje Andrzej Ananicz.
Obowiązki zastępcy pełnić będzie płk Zbigniew Nowek, szef Urzędu Ochrony Państwa w rządzie Jerzego Buzka.

O tych decyzjach premiera Kazimierza Marcinkiewicza poinformował w czwartek koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann. Dodał, że premier przyjął dymisję Barcikowskiego. Nie ujawniono przyczyn rezygnacji.

Zgodnie z ustawą o ABW, premier może powierzyć pełnienie obowiązków szefa innej osobie, ale "na czas nie dłuższy niż 3 miesiące". Zgodnie z prawem, zanim będzie można powołać nowych szefów i ich zastępców, kandydatury muszą zaopiniować: prezydent RP, rządowe kolegium ds. służb specjalnych oraz sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Opinie te nie są wiążące dla premiera.

Rezygnację złożyli też zastępcy: Barcikowskiego - płk Jacek Mąka oraz Ananicza - płk Zenon Bilewicz. Obowiązki Mąki pełnił będzie Marek Wachnik - b. szef delegatury UOP w Olsztynie, zwolniony z  UOP przy jego rozwiązaniu przez rząd Leszka Millera w 2002 r. Był on działaczem Stowarzyszenia Obrony Praw Funkcjonariuszy Służb Mundurowych i Żołnierzy "MAGNUM", założonego przez oficerów zwolnionych przy likwidacji UOP (zwolniono wtedy prawie 500 funkcjonariuszy).

"Te zmiany mają na celu rzetelną realizację programu w zakresie poprawy jakości funkcjonowania służb specjalnych z pełną gwarancją wszelkich zobowiązań tych służb we współpracy zagranicznej" -  powiedział Wassermann na konferencji prasowej. Nie odpowiadał na  żadne pytania dziennikarzy.

Nie było mowy o Wojskowych Służbach Informacyjnych (które rząd chce rozwiązać) i ich szefie gen. Marku Dukaczewskim.

Marczuk to bliski współpracownik prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego. W 2002 r. objął stanowisko komendanta liczącej ponad tysiąc osób warszawskiej Straży Miejskiej. Wcześniej był trzy razy Generalnym Inspektorem Celnym - w 1992 r., w 1998 r. i w latach 1999-2001.

W 1995 r. prokuratura oskarżyła go o niedopełnienie obowiązku w  sprawie dotyczącej przemytu papierosów i sprzętu rtv, przez co  Skarb Państwa stracił 8 mln zł. Marczuk nie przyznał się do  zarzutów. Gdy prasa napisała o zarzutach prokuratury, ówczesny wicepremier-minister finansów Leszek Balcerowicz zażądał jego dymisji. W obronie Marczuka stanęła grupa posłów AWS, którzy uważali, że premier nie powinien ulegać naciskom Balcerowicza. Ostatecznie Buzek w maju 1998 r. odwołał Marczuka.

We wrześniu 1998 roku sąd odesłał sprawę przemytu do prokuratury. W maju 1999 r. Prokuratura Okręgowa w Toruniu uznała, że Marczuk nie popełnił zarzucanego mu przestępstwa i umorzyła postępowanie. Marczuka przywrócono na szefa GIC.

W 1991 r. Marczuk był szefem Departamentu V Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy (BBN kierował wtedy Lech Kaczyński). Departamentowi zarzucano inwigilację polityków. Marczuk mówił, że departament "zajmował się monitorowaniem policji i UOP w imieniu urzędu prezydenta" i "nie prowadził żadnej pracy operacyjnej czy dochodzeniowej"

Nowek był szefem UOP od lutego 1998 r. do października 2001 r. Był wielokrotnie oskarżany przez SLD o nielegalne działania przeciw Sojuszowi. W czasie lustracji kandydatów na prezydenta w  wyborach 2000 r. znana była wypowiedź Nowka: "Nie ma dobrego czasu dla szefa służby, żeby przekazać społeczeństwu informację, że  aktualny urzędujący prezydent i kandydat w przyszłych wyborach jest w oryginalnym rejestrze SB wykazany jako tajny współpracownik". Wtedy to bowiem w archiwach UOP odnalazły się dzienniki rejestracyjne SB, w których pod jedną z pozycji zarejestrowany był Aleksander Kwaśniewski.

Po oczyszczającym wyroku Sądu Lustracyjnego prezydent powiedział, że jak "są w Polsce rachunki krzywd", tak "niektórzy ludzie nie  powinni spać spokojnie". W 2000 r. prokuratura wszczęła - umorzone potem z braku dowodów - śledztwo w sprawie domniemanych nielegalnych działań UOP przeciw prezydentowi.

Ostatnio Nowek był ekspertem sejmowych komisji ds. służb specjalnych i komisji śledczej ds. PKN Orlen. Lewica domagała się usunięcia go z komisji, podobnie zresztą jak Wassermanna. W  związku z postawionymi mu jesienią ubiegłego roku w "Przeglądzie" i "Nie" zarzutami o wynoszenie tajnych materiałów z komisji, Nowek pozwał oba te tygodniki do sądu i zażądał przeprosin oraz  zadośćuczynienia. Oba procesy trwają, a warszawska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie przecieków do prasy informacji tajnych komisji śledczej PKN Orlen.

ks, pap

Czytaj także

 0