Grajewski: nie byłem agentem WSI

Grajewski: nie byłem agentem WSI

Nie byłem agentem Wojskowych Służb Informacyjnych - oświadczył były szef kolegium Instytutu Pamięci Narodowej Andrzej Grajewski. "Życie Warszawy" twierdzi, że od początku lat 90. był on tajnym współpracownikiem WSI.
W jego agenturalność wątpią byli członkowie kolegium IPN Sławomir Radoń i Andrzej Friszke, a Andrzej Paczkowski mówi, że gdyby Grajewski miał związki ze służbami specjalnymi demokratycznej Polski, np. w kwestii działań rosyjskich specsłużb, to nie czyniłby mu z tego zarzutu. Podobnego zdania jest naczelny "Gościa Niedzielnego" ks. Marek Gancarczyk, który deklaruje, że ma pełne zaufanie do swego zastępcy.

Poniedziałkowe "Życie Warszawy" napisało, że nazwisko Grajewskiego (członka kolegium IPN w latach 1999-2006) znajduje się w dokumentach, które sejmowa komisja ds. służb specjalnych, dostała od komisji likwidujących WSI.

Według "ŻW", z dokumentów tych wynika, że Grajewski zgłosił się do WSI na ochotnika na początku lat 90. Jako specjalista ds. służb specjalnych zaoferował m.in. pisanie analiz. Miał też wskazywać wojskowym służbom dziennikarzy, których warto pozyskać - wśród nich osoby pracujące w "ŻW". Informacje dziennikarzy "ŻW" mają pochodzić ze źródeł zbliżonych do sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

Jeden z członków sejmowej speckomisji Janusz Zemke (SLD) powiedział dziennikarzom, że "nie za bardzo" wierzy, żeby takie informacje mogły wyciekać z Sejmu. Pytany czy natrafił na nazwisko Grajewskiego w raporcie po likwidacji WSI, Zemke zaznaczył, że dokładnie przeczytał raport, ale "tego typu wiedzą nie będzie się dzielił".

W oświadczeniu, które w poniedziałek dostał, Grajewski napisał, że gdy został zgłoszony do kolegium IPN, podpisał "wymagane prawem oświadczenie, które wielokrotnie było sprawdzane". Dodał, że jego przeszłość była także "prześwietlana" w trakcie procedury otrzymywania klauzuli dostępu do informacji tajnych.

"Wielokrotnie wnioskowałem o intensyfikację procesu przekazywania wszystkich materiałów z zasobów WSI do Instytutu. Spotkania z oficerami WSI, podobnie jak wszystkich pozostałych członków kolegium w trakcie posiedzeń tego gremium, są dobrze udokumentowane. Jestem przekonany, że obaj prezesi IPN, a także pozostali członkowie kolegium mogą potwierdzić, jaką odgrywałem rolę w procesie dyscyplinowania WSI w tej sprawie" - oświadczył Grajewski.

"Mogę potwierdzić, że Andrzej bardzo twardo egzekwował przekazanie akt z WSI do IPN" - powiedział b. członek kolegium Sławomir Radoń. Oświadczył, że ma "duże wątpliwości" co do tego, czy był on agentem WSI. "Obserwując go, nie wyciągnąłbym takich wniosków, ale najważniejsze są dokumenty" - dodał. Podkreślił, że członek kolegium nie powinien mieć żadnych związków nawet z obecnymi tajnymi służbami Polski - choć ustawa o IPN tego nie reguluje.

Również prezes IPN Janusz Kurtyka powiedział dziennikarzom, że posiedzeniach kolegium Instytutu Grajewski optował za przekazaniem akt WSI IPN-owi. Do samej sprawy nie chciał się odnosić, zastrzegając, że nie zna materiałów źródłowych.

"Grajewski dyscyplinował, naciskał, nawet pokrzykiwał o jak najszybsze przekazanie akt z WSI" - oświadczył inny b. członek kolegium Andrzej Friszke. Dodał, że "absolutnie nie wierzy, by można mówić o agenturalności Grajewskiego", a po publikacji "ŻW" odczuwa niesmak.

Także inny b. członek kolegium prof. Andrzej Paczkowski potwierdza stanowisko, jakie Grajewski zajmował na posiedzeniach kolegium. "Nawet gdyby Andrzej miał jakieś związki ze służbami specjalnymi demokratycznej Polski, nie czyniłbym mu z tego zarzutu, bo jako wybitny specjalista od rosyjskich służb specjalnych mógł być interesujący dla polskich służb na tym kierunku" - zaznaczył Paczkowski.

Od listopada prokuratura wojskowa bada, czy wszcząć śledztwo w sprawie nieprzekazania IPN wszystkich dokumentów wojskowych służb specjalnych PRL przez WSI. Zawiadomienie złożyła komisja likwidacyjna WSI.

Grajewski przypomniał, że dostał z IPN status osoby pokrzywdzonej przez służby specjalne PRL (WSI powstały w 1991 r. - PAP). Za "absurdalne i kłamliwe" uznał zarzuty, jakoby miał kogokolwiek typować, jako potencjalnego kandydata do werbunku przez służby specjalne. Grajewski podkreślił, że publikacja "ŻW" nie jest prawdziwa, a on "spokojnie oczekuje" publikacji raportu z likwidacji WSI.

Redaktor naczelny "Gościa Niedzielnego", ks. Marek Gancarczyk oświadczył w poniedziałek, że ma pełne zaufanie do swojego zastępcy Andrzeja Grajewskiego, a publikacja w "Życiu Warszawy" "niczego właściwie nie zmienia" - zapewnił.

"Uważam, że współpraca ze służbami specjalnymi demokratycznego, niepodległego państwa - jeżeli ta współpraca służy umacnianiu bezpieczeństwa danego państwa - jest rzeczą nie tyle że zupełnie nie naganną, ale godną pochwały. Wydaje mi się to oczywiste" - powiedział dziennikarzom ks. Gancarczyk pytany przez dziennikarzy co się stanie, jeżeli doniesienia medialne się potwierdzą.

Naczelny "Gościa Niedzielnego" spotkał się w poniedziałek ze swoim zastępcą w mieszczącej się w Katowicach redakcji. Jak powiedział ks. Gancarczyk, Grajewski "ze spokojem czeka na dalszy bieg wydarzeń". "Jeżeli ktoś nie ma niczego do ukrycia albo nie ma się czego wstydzić, to czego się bać? Należy tylko wytrzymać pewną nawałę medialną, a czas pokaże prawdziwy stan rzeczy" - powiedział ks. Gancarczyk.

Przypomniał, że Grajewski, jako kandydat na członka i szefa kolegium IPN, przeszedł przez całą procedurę sprawdzającą. Ks. Gancarczyk mówił, że "z coraz większym smutkiem" obserwuje, że zwłaszcza w ostatnich dniach publikacje medialne na temat współpracy z różnymi służbami są coraz bardziej nierzetelne.

Jako przykład podał tekst w "Gazecie Polskiej" z ubiegłego tygodnia. "'Gazeta Polska' napisała, że na redakcję 'Gościa Niedzielnego' były wywierane naciski. Żadnych nacisków nie było. Nikt do mnie nie dzwonił, nikt mi nic nie mówił. Zresztą autorzy tego tekstu nie wykonali jednego telefonu, żeby zapytać, czy tak rzeczywiście było" - podkreślił ks. Gancarczyk.

"Wydaje mi się, że zdecydowanie za dużo jest informacji, tekstów, wiadomości, które po jakimś czasie okazują się mało wartościowe, żeby nie powiedzieć - błędne (...) Nie świadczy to dobrze o nas, o naszym środowisku" - dodał.

7-letnia kadencja Kolegium - 11-osobowego organu doradczo- kontrolnego prezesa IPN - upłynęła we wrześniu. Od tego czasu nie ma nowego składu kolegium. W tym tygodniu wchodzi w życie zapis nowej ustawy o IPN, umożliwiający wybór nowego składu kolegium. Zgodnie z nową ustawą, 9 członków Kolegium ma wybrać Sejm, a 2 - prezydent.

Przez 7 lat kolegium wypowiadało się co do najważniejszych kwestii działalności IPN. W 2005 r. doradziło m.in. ówczesnemu prezesowi IPN Leonowi Kieresowi przekazanie teczek, m.in. Aleksandra Kwaśniewskiego i Marka Belki, sejmowej komisji ds. PKN Orlen oraz ujawnienie sprawy współpracy ze służbami specjalnymi PRL o. Konrada Hejmy. W kwietniu tego roku kolegium ostrzegło zaś, że IPN może nie być w stanie wykonać zadań lustracyjnych, planowanych w nowej ustawie lustracyjnej.

pap, ss, ab

Czytaj także

 0

Czytaj także