31. Warszawski Festiwal Filmowy – TOP 5

31. Warszawski Festiwal Filmowy – TOP 5

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu „Mandarynka / Tangerine” (2015)
Kadr z filmu „Mandarynka / Tangerine” (2015) / Źródło: Tongariro Releasing
Tydzień temu zakończyła się 31. edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Część zaprezentowanych obrazów prawdopodobnie trafi wkrótce do regularnej, kinowej dystrybucji („Demon” już się jej doczekał), dlatego podpowiadamy, które z tytułów warto mieć na uwadze. Oto nasi WFF-owi zwycięzcy.

Demon (premiera: 16.10.2015)

„Demon” Marcina Wrony to duszna, przejmująca i posępna opowieść o nietypowym opętaniu, które następuje podczas wesela. Mimo że pan młody ściera się z siłami nieczystymi, to trudno nazwać ten obraz klasycznym horrorem. To raczej „film z dreszczykiem”, dramat z wątkami nadnaturalnymi. Na dodatek dostajemy tu sporo specyficznego polskiego poczucia humoru. Reżyser świetnie wyłapuje komizm wynikający z absurdalności pomysłu wyjściowego. Opętanie jest przecież czymś tak niespotykanym, że bohaterowie szybko próbują wykpić całą sytuację, umniejszyć jej znaczenie. Dreszczyk emocji i śmiech jest jedną z ciekawszych kinematograficznych kombinacji, która sprawdza się również tutaj. 

„Demon” to także świetnie opowiedziana i poprowadzona historia, której dodatkowym atutem jest niedopowiedzenie. Niewyartykułowanie wprost wszystkich rozwiązań stanowi nieodzowny plus, dodając kolejną kostkę do szczególnego klimatu produkcji. Umiejętna gra kliszami horroru sprawia, że film ten zapamiętamy nie tylko dzięki tragicznemu wydarzeniu, które poprzedziło jego premierę. / MK  

Pełna wersja recenzji

Ocena: 8/10

Strategia mistrza (premiera: 30.10.2015)

Strategia Lance'a Armstronga, wielokrotnego (choć później zdyskwalifikowanego) zwycięzcy Tour de France? Wygrać za wszelką cenę. Strategia Stephena Frearsa, reżysera nominowanego do Oscara za „Królową” i „Naciągaczy”? Nakręcić film dynamiczny niczym kolarz na ostatnim, decydującym odcinku trasy.

W centrum „Strategii mistrza” stoi Armstrong, lecz zamiast tradycyjnego biopica otrzymujemy opowieść o jednym z największych przekrętów w historii kolarstwa, a może i sportu. Opowieść bardzo barwną, energiczną oraz wyważoną w swoim dramatyzmie. Frears nie boi się otwarcie mówić o brudzie afery dopingowej, lecz jednocześnie nie demonizuje Armstronga i jego ekipy. Obłuda tego środowiska przeciwstawiona jest chorobliwej ambicji, u źródeł której leżą przecież pozytywne wartości – determinacja, chęć przekraczania granic i doskonalenia się. Na wieloznaczności opiera się też postać samego kontrowersyjnego kolarza. Świetny Ben Foster gra tu każdego po trochu: pełnego empatii założyciela fundacji wspierającej walkę z rakiem, wyrachowanego biznesmena, bezwzględnego manipulatora i w końcu człowieka o niezwykłym harcie ducha, który nigdy nie nauczył się przegrywać. „Strategia mistrza” to film udany właśnie dzięki tej polifonii. / DP

Ocena: 7/10       

Mandarynka (premiera: 11.12.2015)

Pstrokata opowieść o dwóch transseksualistach, rozgrywająca się w Los Angeles w wigilię Bożego Narodzenia. Nakręcona w dokumentalnym stylu (przy użyciu Iphone’a 5, nota bene) historia angażuje już od pierwszej sceny, w której poznajemy główne zarzewie konfliktu, którego rozwój będziemy oglądać przez cały film. Otóż chłopak Sin-Dee (Kiki Kitana Rodriguez) zdradził ją z „rybą” (pełnoprawną dziewczyną), gdy ta była w więzieniu. Ta potwarz nie może zostać bez kary, dlatego dziewczyna przez cały film będzie dobiegać się zadośćuczynienia od krzywdzącej strony, siejąc tym samym spustoszenie w różnych lokalizacjach Los Angeles.

Obraz zaskakuje rozpędzoną ścieżką dźwiękową, wypełnioną mocnymi brzmieniami różnych odmian hip-hopu oraz niezwykle humorystycznym podejściem do tematu prostytucji na ulicach. W tym tej konkretnej – transseksualnej prostytucji znanej z pogranicza Hollywood i West Hollywood. Lekkie podejście do tematu oraz spora anegdotyczność prowadzonej narracji sprawiają, że obraz ogląda się z ogromnym zaangażowaniem, raz po raz wybuchając gromkimi salwami śmiechu. Niezwykle interesująca propozycja, która pod szatami komedii, przemyca też wiele ciekawych uwag dotyczących dzisiejszego społeczeństwa. / MK

Ocena: 7/10

Pokój (premiera: 08.01.2016)

Widzowie Warszawskiego Festiwalu Filmowego nie mogli się mylić – Nagrodę Publiczności otrzymał film wywołujący emocjonalne spustoszenie. Joy (Brie Larson) oraz jej pięcioletni syn, Jack (Jacob Tremblay) żyją w Pokoju, odosobnionym pomieszczeniu wypełnionym przedmiotami codziennego użytku. Z początku nie wiemy, jakie są przyczyny ich bytności w tym miejscu. Nie wiemy nawet, gdzie ono się znajduje. Kamera skupia się na bohaterach w ogromnym detalu bądź też przedstawia subiektywny odbiór pomieszczenia, dzięki czemu nie możemy określić jego realnej wielkości. 

Oba chwyty (powolne zdradzanie informacji dotyczącej przeszłości Jacka i jego matki oraz skupiona na postaciach praca kamery) sprawiają, że bohaterowie bardzo szybko stają się nam bliscy. Zaczynamy współodczuwać ich bolączki i sytuację zamknięcia. Uznanie festiwalowej publiczności zupełnie nie dziwi – adaptacja prozy Emmy Donoghue to świetnie poprowadzona historia, dobrze akcentująca wszystkie punkty zwrotne, z wyraziście zarysowanymi postaciami. Przede wszystkim jednak wciąga widza w emocjonalną grę. Trudno się jej przeciwstawić, jeszcze trudniej skończyć rundę z zimną krwią. / MK

Pełna wersja recenzji

Ocena: 8/10

Neonowy byk (premiera: ?)

Zwycięzca tegorocznej nagrody Grand Prix na Warszawskim Festiwalu Filmowym to opowieść o Iremarze (Juliano Cazarre) oraz jego znajomych, którzy wspólnie zajmują się organizacją specyficznego rodzaju rodeo w Brazylii. Chłopak w wolnych chwilach para się projektowaniem ubrań, marząc o stworzeniu niezwykłej kolekcji.

„Neon Bull” przyciąga uwagę wyjątkowo naturalistycznym sposobem prowadzenia opowieści. Ukazując ludzi i zwierzęta w ten sam sposób, bez upiększeń, drastycznych cięć montażowych czy nietypowych ustawień kamery, zdaje się przekazywać myśl głoszącą, że człowiek też jest zwierzęciem. Bywa zagubiony, podąża za stadem, czasami kierują nim same instynkty. Dość powiedzieć, że po scenach prezentujących wzwód konia, reżyser pokazuje nam, jak bohater oddaje mocz. Sceny te nie mają jednak za zadanie szokować. Ich celem jest raczej jak najbliższe podejście do prawdy realnego życia. Niejakim, potraktowanym całkiem serio podejściem: „Z kamerą wśród ludzi”. Reżyser nie ocenia swoich bohaterów, pokazuje jedynie ich egzystencję w dużym detalu, skupiając się na monotonii dnia codziennego oraz małych sukcesach, które sprawiają, że bohaterowie nie próbują drastycznie zmieniać swojego życia. Dzięki temu „Neon Bull” stanowi interesującą propozycję kinową, mimo że nie będziemy jej wspominać na długo po seansie. / MK

Ocena: 7-/10

Czytaj także

 0