Buffo - 25 lat pod wiatr
Materiał partnera

Buffo - 25 lat pod wiatr

Teatr Studio Buffo
Teatr Studio Buffo / Źródło: Teatr Studio Buffo autor Kamila Józefowicz
Na pytanie, czy było warto, zgodnie i bez sekundy zastanowienia odpowiadają, że TAK, choć jednocześnie przyznają, że tak naprawdę nie wierzyli, że dotrwają tak długo. Inwestują w to przecież własne pieniądze a bywały czasy, że poważnie zastanawiali się, czy przeżyją kolejny miesiąc. Janusz Józefowicz i Janusz Stokłosa – twórcy, pomysłodawcy, właściciele, mózgi, a przede wszystkim wielkie serca Teatru Studio Buffo, który w tym roku obchodzi 25-lecie działalności.

Na początku był chaos. Kiedy 25 lat temu Józefowicz i Stokłosa weszli do pomieszczeń w przyziemiu budynku Głównej Kwatery ZHP, złapali się za głowy. Ale i tak byli wdzięczni losowi, że już nie muszą dłużej tułać się po wynajętych scenach z „Metrem”, do którego w Teatrze Dramatycznym ustawiały się kolejki a młodzi ludzie koczowali przed Pałacem Kultury w oczekiwaniu na szansę zobaczenia swoich idoli i usłyszenia „Wieży Babel”. W końcu mieli swoją przystań. Miejsce nie było przypadkowe, w budynku przy ul. Ma. Konopnickiej 6 w dwudziestoleciu międzywojennym znajdowała się polska siedziba YMCA, występował tam też Mieczysław Fogg. Prawie rok trwało doprowadzenie pomieszczeń do stanu używalności. 13 listopada 1993 roku rozpoczęła działalność Studio Buffo Sp. z o.o. Wkrótce zagrali pierwsze przedstawienie - „Do grającej szafy grosik wrzuć”.

Liczby mówią same

Przez 25 lat obejrzało ich na scenie przy ulicy Marii Konopnickiej 6 około trzech milionów widzów, ponad drugie tyle podczas koncertów poza siedzibą teatru. Zagrali około 10 tysięcy spektakli, z czego 9 tysięcy w Buffo i tysiąc przedstawień wyjazdowych. W tym czasie przez teatr przewinęło się około 1200 artystów a ponad 1700 współpracowało okresowo z teatrem. Nagrali około 60 programów telewizyjnych i zwiedzili ze swoimi spektaklami niemal cały świat. Byli w Chinach, Korei, Stanach Zjednoczonych, Rosji, Niemczech na Ukrainie i Białorusi.

- „Przykro to mówić, ale tak naprawdę im dalej od domu, tym łatwiej” – mówi Janusz Józefowicz, dyrektor artystyczny Teatru Studio Buffo, reżyser i choreograf wszystkich spektakli. – „Doceniają nas na całym świecie, wygrywamy międzynarodowe festiwale, dostajemy nagrody i znakomite recenzje (Die Welt, Suddeutsche Zeitung) tylko w Polsce ciągle mają z nami kłopot”.

Trzy lata temu duet Józefowicz-Stokłosa dostał tytuł Legendy Musicalu Rosyjskiego. W tym roku, jakby w prezencie na 25-lecie działalności, wygrali z „Politą” Międzynarodowy Festiwal Musicalowy w Daegu, pokonując wielkie produkcje między innymi z Francji, Rosji, Wielkiej Brytanii, Indii, Tajwanu, Chin czy Korei. Okazali się bezkonkurencyjni w najważniejszych kategoriach: zdobyli Grand Prix dla najlepszego spektaklu i nagrodę za najlepszą rolę główną dla Nataszy Urbańskiej. W Polsce żadna z tych nagród nie została przesadnie doceniona…

Kuźnia talentów

Są nieformalną szkołą musicalową. W Teatrze Studio Buffo wychowują się kolejne pokolenia artystów. Tutaj zaczynali między innymi Katarzyna Groniec, Robert Janowski, Barbara Melzer, Michał Milowicz, Agnieszka Włodarczyk, Zofia Nowakowska i oczywiście Natasza Urbańska. Oprócz dużej sceny, w Buffo działa także Studio Artystyczne.

- „Podczas realizacji „Metra” wykształciliśmy wielu młodych, uzdolnionych ludzi”– wspomina Janusz Józefowicz. - „Dzięki temu mieliśmy kadrę wspaniałych pedagogów. Nie można było tego zmarnować, więc powstało Studio Artystyczne. Myślę, że w obecnym zespole przynajmniej 1/3 to jego absolwenci”.

Artyści, którzy przez te wszystkie lata przewinęli się przez Buffo występują dziś w reklamach, telewizyjnych talent-shows a także na większości warszawskich scen. Józefowicz i Stokłosa mają świadomość, że ludzie odchodzą, ale wiedzą też, że w ten sposób tworzą się miejsce dla nowych twarzy.

- „Stworzyliśmy markę” – mówi Janusz Stokłosa. - „Ona istnieje w świadomości Polaków, dlatego nie boimy rotacji artystów, bo wiemy, że w miejsce jednych jest kolejka innych”.

Musicale – wizytówka Buffo

Są producentami pięciu wielkich, oryginalnych spektakli musicalowych. Wszystkie, poza „Panną Tutli Putli”, pokazywane były na dużych scenach. „Metro”, „Piotruś Pan”, „Romeo i Julia” oraz „Polita” wystawiane są w kilkutysięcznych halach widowiskowych w całej Polsce, bo tylko tam widzowie mogą w pełni docenić rozmach przedstawień.

- „Warszawa ciągle ma problem ze sceną musicalową z prawdziwego zdarzenia, dlatego duże produkcje realizujemy poza stolicą” – mówi Janusz Józefowicz. - „W Teatrze Muzycznym w Gdyni grany jest „Piotruś Pan” w wersji 3D, a „Pola Negri” w Moskwie. Jeśli chodzi o „Politę”, zagraliśmy 50 spektakli na Torwarze, sprzedając sto tysięcy biletów. Nikomu w historii tego obiektu się to nie udało”.

Józefowicz nie przestaje zaskakiwać, nikt, łącznie z reżyserem, nie wie, gdzie kończy się jego wyobraźnia, dlatego nie poprzestał na innowacyjnym, w skali światowej, wykorzystaniu techniki stereoskopowej (3D) przy „Policie” i „Romeo i Julii”. Teraz, ze sceny w Teatrze Studio Buffo leją się też strugi deszczu, dzięki zamontowanym kurtynom wodnym.

- „Jesteśmy gotowi, choćby dziś, uruchomić w Warszawie teatr z widownią na 1400 osób i regularnie zapełniać ją wystawiając nasze musicale. Umiemy to robić” – mówi Janusz Stokłosa. – „Niestety miasto nie ma takiego miejsca… Kiedyś było już blisko. Chcieliśmy zaadoptować przestrzeń, w której ATM realizuje swoje produkcje. Mam w szufladzie gotowe projekty przebudowy sceny i widowni. Sprawa rozbiła się o miejsca parkingowe”.

Teatr bez dotacji

Tak naprawdę Buffo to nie tylko teatr. To również restauracja, studio nagrań, galeria, w której swoje prace prezentują artyści malarzei fotograficy a także Studio Artystyczne Metro (weekendowa szkoła dla dzieci i młodzieży). Od 25 lat działają bez dotacji państwowych i miejskich, czym różnią się od większości placówek kulturalnych w mieście. Janusz Stokłosa chętnie opowiada anegdotę, kiedy dawno temu miasto Warszawa wydrukowało siedmiotomowy informator o instytucjach kulturalnych stolicy. Były tam wymienione nawet osiedlowe ogniska muzyczne i kółka aktorskie. Teatru Studio Buffo – nie było.

- „Ciągle mamy wrażenie, że jesteśmy czyjąś niewygodą” – mówi prezes Stokłosa. - „Jest w nas rodzaj niezgody na takie traktowanie, dlatego tym bardziej udowadniamy swoją działalnością, że jednak teatr może się sam wyżywić, że instytucje kulturalne mogą funkcjonować niezależnie od państwa, choć jest im na pewno trudniej”.

Raz złożyli wniosek o dotację. Na przedstawienie „Piotruś Pan”, spektakl dla dzieci, z fantastycznym librettem Jeremiego Przybory. Nie dostali. Ktoś w mieście uznał, że może niekoniecznie…

- „Zamiast pisać uzasadnienia dla wsparcia spektakli, wolę pisać nuty” – mówi Stokłosa.

Galeria:
Teatr Studio Buffo

Nie stać ich na nierentowne przestawienia

Zrobienie dużej sztuki to kilkaset tysięcy złotych, czasami nawet ponad milion. Brak dotacji daje co prawda komfort, że nikt im nic nie dał, to i nie zabierze, ale odbiera możliwość uzyskiwania choćby trochę niższych wpływów z przedstawień.

- „Niezależność robi dobrze na samopoczucie, gorzej na swobodę tworzenia” – mówi Janusz Józefowicz. – „„Piotrusia Pana” zrobiliśmy w Buffo za prawie milion złotych, musimy więc teraz zagrać ileś spektakli przy pełnej widowni, żeby wyjść na zero i dopiero wtedy myśleć o zarabianiu”.

Wszystkie tytuły w Buffo są grane tylko dlatego, że przychodzi na nie publiczność, bo tym się różnią od wszystkich innych teatrów nie tylko w Warszawie, że jak widz nie kupi biletu na ich spektakle, to ich nie ma. W cenie biletu do Buffo jest bowiem wszystko: administracja, logistyka, remont sceny i widowni (w teatrze wymieniono krzesła i kurtynę, zainstalowano klimatyzację), honoraria artystów i pracowników technicznych oraz sprzęt i scenografia.

„Nie jesteśmy dobrym przykładem na poparcie tezy, że tylko tania i populistyczna komercja może zapewnić istnienie instytucji kultury” – mówi Janusz Stokłosa – „Okazuje się, że sztuka na wysokim poziomie też może być towarem, który ludzie kupią. Oczywiście wiąże się to z innymi kosztami produkcji, same kurtyny wodne wykorzystywane w „Romeo i Julii” i scenografia 3D ponad 2 miliony złotych, ale to jest właśnie to, co każe tym ludziom wracać do Buffo”.

Pomysły na przynajmniej 25 kolejnych lat

Niespełnionym, ale podobno coraz bliższym realizacji, marzeniem Janusza Józefowicza jest ekranizacja „Metra”. Nie przestaje też eksperymentować z innowacyjnymi technikami wykorzystywanymi w teatrze. Obaj twórcy realizują też oddzielne projekty, niezależnie od Buffo. Józefowicz wyreżyserował między innymi trzyaktową operę kompozytora, basisty i lidera Pink Floyd Rogera Watersa zatytułowaną Ça Ira, musical Czarownice z Eastwick w Moskwie, nagrodzoną Złotą Maską Legalną Blondynkę w Krakowie czy spektakl Krakowiacy i Górale w Operze Narodowej w Warszawie. Współpracuje też z Andrzejem Woronem w niemieckich teatrach operowych. Stokłosa jest autorem muzyki teatralnej i filmowej, między innymi do serialu Ekstradycja 3, filmów Wszyscy moi bliscy czy N.Winton – The Power of Good (nagrodzonego m.in. Emmy Award). Jako dyrygent prowadzi coroczne koncerty bożonarodzeniowe w katedrze w Pelplinie z udziałem największych polskich gwiazd operowych i estradowych. Razem z córką Marią przygotował spektakl Let's Dance Chopin z udziałem tancerzy, wielkiej orkiestry symfonicznej i kwintetu jazzowego, którym otworzyli polskie dni na EXPO 2010 w Szanghaju.

Studio Buffo jest teatrem o jednej z najniższych, jeśli nie najniższej, średniej wieku w kraju, choć, jak twierdzi Stokłosa, obaj z Józefowiczem drastycznie ją zawyżają. Ale tylko na papierze. Bo w obu jest jeszcze tyle entuzjazmu, wiary a czasem i dziecinnej naiwności, że nie bez powodu już dziś zapraszają na 50-lecie Buffo:)

Czytaj także

 0

Czytaj także