Ewa Wencel: Medialny niebyt? Proszę bardzo. Nie będę się łasić

Ewa Wencel: Medialny niebyt? Proszę bardzo. Nie będę się łasić

Ewa Wencel
Ewa Wencel / Źródło: fot. Teatr Kwadrat/M.Klaban
Parę razy zostałam już skazana na medialny niebyt. Bo komuś nie podobała się moja postawa, albo ktoś wolał, żebym o coś bardziej zabiegała. Ale ja nie umiałam tego robić. Nie będę się łasić. Nie chcę tak żyć – mówi „Wprost” Ewa Wencel. Aktorka opowiada o roli matki geja w najnowszej sztuce Teatru Kwadrat, o tym, czy aktorki i aktorzy w końcu zarabiają tyle samo i dlaczego nie jest feministką.

„Wprost”: Widziałam „4000 dni” w Teatrze Kwadrat. Gra pani matkę, która toczy „walkę” o syna z jego partnerem.

Ewa Wencel: Temat nie jest dla mnie łatwy. Zresztą długo zastanawiałam się, czy go podjąć.

Co wpłynęło na ostateczną decyzję?

Fakt, że ludzie wokół nas mogą mieć do czynienia z podobnymi sytuacjami. Że warto o tym mówić.

Nie będę zdradzać zbyt wiele, ale w skrócie młody mężczyzna zapada w śpiączkę, a gdy się budzi nie pamięta, że jest gejem, że był w związku. Nie rozpoznaje partnera. Jak w naszym kraju publiczność reaguje na tę historię?

Bardzo dobrze! Jest trochę śmiechu, trochę zadumy, wzruszeń. Widzowie są skupieni, czujni, otwarci i wychodzą z przedstawienia, wymieniając się przy szatni swoimi wrażeniami. Może otwierają oczy, zyskują inne spojrzenie.

Chodzi o trudne relacje matki z partnerem syna.

Nie tylko, to przecież bardziej uniwersalne relacje. Mogą dotyczyć również np. dziewczyny i chłopaka.

Zależało mi bardzo na tym, by dla widza jasne były motywy działania mojej postaci. Bo tak naprawdę my-matki zawsze pragniemy szczęścia dla swojego dziecka. Pragniemy jego spokoju, radości, rozwoju. I bez względu na to, w jakiej relacji pozostaje, to życzenie mu szczęścia jest dla mnie oczywiste.

Źródło: Wprost
 0

Czytaj także