Dlaczego dzieci uwielbiają zabawę w detektywów? Bo kochają zagadki. Bo są ciekawe świata – wie o tym każdy, kto choć raz w życiu odpowiadał na dziecięce pytania. Bo wyobraźnia podpowiada dzieciom rozwiązania, na które nie wpadliby dorośli. Właśnie do ciekawości i wyobraźni młodych czytelników odwołuje się książka Małgorzaty Sokołowskiej, prowadzącej popularnego bloga „Z pamiętnika policjantki”.
Książka „Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne” udowadnia, że do fascynującej przygody nie potrzeba ani groźnych przestępców, ani pościgów rodem z filmów sensacyjnych. Wystarczy odrobina wyobraźni, spostrzegawczość i… dobrze postawione pytania, by zwykły szkolny korytarz nagle zamienił się w miejsce śledztwa, a każdy trop poprowadził do rozwikłania tajemnicy.
Ktoś codziennie przestawia rower zostawiony przed szkołą. W szkolnej bibliotece pojawia się tajemniczy „duch”. Z domu znika służbowy laptop. Młodzi detektywi nie rozwiązują arcypoważnych spraw, nie szukają ukrytych skarbów i nie demaskują groźnych przestępców, ale ich śledztwa wcale nie są przez to mniej zajmujące – wprost przeciwnie. To prawdziwe kryminalne zagadki, tylko zamiast wywoływać dreszcze, zachęcają dzieci do samodzielnego myślenia i świetnej zabawy.
Takie pozornie zwyczajne przygody przeżywają Olaf i jego przyjaciele – Hania i Krzyś. Cała trójka zakłada Klub Detektywów i z ogromnym zapałem bierze się do rozwiązywania zagadek. Nie takich, od których zależą losy świata, a takich, które mogłyby wydarzyć się w każdej szkole, na każdym podwórku czy w każdym domu. I chyba właśnie dlatego młodzi czytelnicy tak łatwo dają się wciągnąć do wspólnego śledztwa.
Na szczęście młodzi detektywi nie są zdani wyłącznie na własną intuicję. Nad wszystkim czuwa ciocia Asia – policjantka, która pokazuje dzieciom, jak naprawdę pracują śledczy. Tłumaczy, czym są oględziny miejsca zdarzenia, po co technik kryminalistyki wozi ze sobą tajemniczą walizkę pełną narzędzi i dlaczego dobry detektyw nigdy nie wyciąga wniosków zbyt szybko.
Wiedzy w książce jest naprawdę sporo, ale nie jest podawana w formie szkolnego wykładu. Pojawia się przy okazji, dokładnie wtedy, kiedy jest potrzebna bohaterom. Wynika wprost z wydarzeń, nie pojawia się jako dodatek do opowieści. Dzieci najpierw razem z Olafem rozwiązują zagadkę, a dopiero potem, za sprawą cioci Asi, odkrywają, jak podobne sytuacje wyglądają w prawdziwej pracy policjantów. Dzięki temu nawet trudniejsze pojęcia, takie jak oględziny, zabezpieczanie śladów czy dedukcja, stają się zrozumiałe – i po prostu ciekawe.
Największą siłą książki jest jednak coś zupełnie innego. Uczy ona dzieci, że pierwsza odpowiedź wcale nie musi być tą właściwą. Bohaterowie wielokrotnie się przekonują, że warto jeszcze raz spojrzeć na miejsce zdarzenia, porozmawiać ze świadkami albo sprawdzić, czy nie umknął im jakiś drobiazg. Zdarza się, że podejrzenia padają na niewłaściwą osobę, pamięć płata figle, a rozwiązanie okazuje się znacznie prostsze, niż się wszystkim wydawało. A to bardzo cenna lekcja. Umiejętność obserwowania, zadawania pytań i sprawdzania faktów przydaje się przecież nie tylko detektywom.
Całość została opowiedziana z dużą dawką humoru i ciepła. Olaf jest ciekawy świata, Hania często dostrzega to, co umyka chłopakom, a Krzyś – choć najchętniej szukałby czekoladek zamiast śladów – potrafi wpaść na trop, którego nie zauważył nikt inny. Dzięki takim bohaterom historia ani przez chwilę nie traci dziecięcego charakteru. Swój udział mają w tym również domowi ulubieńcy Olafa – pies Chlebek i kot Bułka, którym zdecydowanie należy się tu kilka słów, tym bardziej że ich psoty odgrywają ważną rolę w niektórych zagadkach.
Na końcu każdego rozdziału na młodego czytelnika czekają zadania rozwijające pamięć, spostrzegawczość i logiczne myślenie. Można samodzielnie szukać tropów, rozwiązywać zagadki i sprawdzać, czy posiada się cechy dobrego detektywa. A na zakończenie całej przygody zmierzyć się z egzaminem na Młodego Detektywa. Być może właśnie dlatego książka Małgorzaty Sokołowskiej zostaje z dziećmi na długo po zamknięciu ostatniej strony. Bo kiedy historia się kończy, zabawa dopiero się zaczyna. Wystarczy wyjść na spacer, rozejrzeć się uważniej i nagle się okazuje, że ślady butów na chodniku, tajemniczo uchylona furtka czy zagubiona rękawiczka mogą być początkiem kolejnego wielkiego śledztwa.
Jeśli po lekturze w klasie powstanie Klub Detektywów, a domownicy usłyszą coś w stylu „Czy ktoś widział moje szkło powiększające?” albo „Proszę niczego nie dotykać, trwa zabezpieczanie śladów!”, będzie to chyba najlepsza recenzja tej książki.

