Kret w Cyrku

Kret w Cyrku

Dodano:   /  Zmieniono: 
„Szpieg” Szweda Tomasa Alfredsona walczący o Złotego Lwa na 68 Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji to thriller szpiegowski w starym, dobrym stylu. Film przeznaczony jest dla tych widzów, którzy bardziej cenią sobie skrupulatnie skonstruowaną intrygę niż efektowne pościgi i strzelaniny.
W tzw. Cyrku, oznaczającym w języku agentów MI6 tajną brytyjską służbę wywiadowczą, działa głęboko zakonspirowany podwójny agent. O wynoszenie dokumentów z siedziby i przekazywanie ich Rosjanom podejrzane są cztery osoby o pseudonimach Druciarz, Krawiec, Żołnierz, Szpieg (czyli w jęz. angielskim Tinker, Tailor, Soldier, Spy). W jednego z podejrzanych wciela się, będący ostatnio w szczytowej formie, Brytyjczyk Colin Firth.

Do zdekonspirowania kreta zaangażowany zostaje doświadczony agent Jej Królewskiej Mości George Smiley, wyraziście zagrany przez Gary’ego Oldmana. Smiley to - jak każdy człowiek trudniący się tą profesją - samotnik podążający własnymi ścieżkami. Mimo to bohater grany przez Oldmana przypomina bardziej akwizytora, niż pełnokrwistego agenta. Starzejący się, siwiejący i zmęczony życiem Smiley zdecydowanie nie jest uwodzącym kobiety Jamesem Bondem. Smiley nie ma zapierających dech w piersiach gadżetów - narzędziem jego pracy jest wyłącznie jego intelekt. Z paczką papierosów pod ręką i skoncentrowanym umysłem, nasz bohater spędza całe noce nad aktami. Myśli, analizuje, rozważa. I wyciąga wnioski.

„Szpieg" oparty został na powieści mistrza gatunku szpiegowskiego i byłego pracownika MI6 -  Johna le Carré. Nie dziwi więc, że fabularnie wszystko dopięte zostało na ostatni guzik - napięcie budowane jest powoli, a kluczowe informacje zdradzane w taki sposób, byśmy do samego końca zastanawiali się nad rozwiązaniem zagadki.

Film jest jednocześnie surowy i stonowany. Można by rzec - skandynawski. Czy można się jednak temu dziwić, skoro na planie „Szpiega" za kamerą stanął Szwed, znany szerszej widowni z oryginalnego horroru „Pozwól mi wejść”? Może się jednak okazać, że dla jury obraz będzie zbyt chłodny. Wydaje się, że większe szanse na zwycięstwo w konkursie głównym mają filmy bardziej elektryzujące i kipiące od emocji, jak chociażby „Rzeź” Romana Polańskiego.
 0

Czytaj także