Literat, amator, przechodzień

Literat, amator, przechodzień

Dodano:   /  Zmieniono: 
Z Tadeuszem Konwickim odchodzi cała epoka. Pozostają znakomite powieści, wybitne filmy i głęboka refleksja nad tym, skąd się wzięliśmy i kim właściwie jesteśmy.

Kiedy późną jesienią zeszłego roku czytałem powieści Patricka Modiano, świeżo upieczonego francuskiego noblisty, gdzieś z tyłu głowy miałem uporczywe przeczucie, że coś mi ta proza przypomina, otwiera klapki w mózgu, które już kiedyś raz zostały otwarte. Owa myśl krążyła w pobliżu przez dłuższy czas, by wreszcie, całkiem niedawno, sprecyzować się przy jakiejś banalnej czynności w rodzaju krojenia marchewki albo mycia zębów: Modiano pod wieloma względami przypomina mi Tadeusza Konwickiego.

Nie chodzi, co oczywiste, ściśle o kontekst historyczny (choć i u jednego, i u drugiego kluczowym motywem jest wojna jako kataklizm wytrącający z kolein zarówno cały świat, jak i poszczególne ludzkie losy) ani o jakiekolwiek zbieżności biograficzne (mimo że i tu znalazłby się haczyk: wątek dziecięcej samotności), ale o drobne szczegóły decydujące o nastroju ich książek. O prostotę stylu, szlachetną narracyjną skromność, nostalgiczno-dekadencko-zdystansowaną aurę, subtelne portrety kobiet, brak patosu w podchodzeniu do najważniejszych literackich pytań – o pamięć i tożsamość. Paryż Modiana, te obsesyjnie wymieniane kwartały ulic, skrzyżowania, parki, knajpy, jest zamieszkany przez duchy, a kamienice istnieją podwójnie, teraz i w przeszłości. W Warszawie Konwickiego, realnej i widmowej jednocześnie, przemierzanej równie obsesyjnie, od Nowego Światu po Pałac Kultury, zza każdego rogu otwiera się perspektywa na zieloną, półdziką dolinę Wilejki.

Więcej możesz przeczytać w 3/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także