15 najlepszych koncertów OFF Festivalu - relacja

15 najlepszych koncertów OFF Festivalu - relacja

Dodano:   /  Zmieniono: 
W niedzielę zakończył się OFF Festival - katowicka impreza promująca muzykę alternatywną. Jak co roku, tak i tym razem nie zabrakło świetnych koncertów i mnóstwa emocji. Sprawdźcie w naszym zestawieniu, kto wypadł najlepiej.
Wprost.pl
Ride
To był porządny koncert, który jednak nie pretendował do poziomu takiego wydarzenia muzycznego, jakimi były opisane w tym zestawieniu wcześniej występy. Ride zaprezentowali dobrze swój materiał, który na scenie głównej brzmiał naprawdę potężnie. Można się przyczepić, że przez podobną budowę utworów koncert był nieco nużący. Zwłaszcza o tak późnej porze.

UZS - Ukryte Zalety Systemu
Polska kapela UZS pokazała na Scenie Leśnej jak robi się prawdziwego post-punka. Wykrzyczane, agresywne teksty, oraz dzika muzyka gitarowa zapewniły zespołowi szalone pogo pod sceną. Był to też pierwszy artysta, któremu na tegorocznym OFFie udało się przywołać deszcz, za co, ze względu na niewyobrażalnie wysokie temperatury, serdecznie dziękujemy. Dostaliśmy zarazem odświeżenie fizyczne, jak i zaprezentowane nam zostało odświeżenie na polskiej scenie powiązanej z punkowym nurtem.

Sun Ra Arkestra
Podobnie jak z Władysławem Komendarkiem również na tym koncercie mieliśmy okazję odlecieć w kosmos, jednak w nieco spokojniejszej formie. Legendarny projekt prezentował przede wszystkim dziwaczne improwizacje, które nie zachęcały do tańca, a bardziej odpoczynku na trawie. Co, oczywiście, nie jest zarzutem. Mistrz Sun Ra patrzył na pewno na ten show z zaświatów z przyjemnością.

Jacek Sienkiewicz na Before OFF
Na imprezie poprzedzającej trzy dnia OFFa Jacek Sienkiewicz zaprezentował swoją interpretację kompozycji legendy Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia, czyli Bohdana Mazurka. Trzeba wykazać się niebywałą odwagą, aby porwać się na taką muzykę, ale Sienkiewicz wyszedł z tej walki zdecydowanie obronną ręką. Ciepłe, a czasami bardziej noise-owe dźwięki idealnie wpasowywały się też w przestrzeń starej fabryki porcelany, na której terenie odbywał się koncert. Przy okazji można było tam zwiedzić wystawę dotyczącą wspomnianego Studia Eksperymentalnego.

King Khan and The Shrines
King Khan ubrany w złoty, cekinowy strój złożony z bluzki i świecących majtek, przyozdobiony koroną z piór, zaserwował fanom niezłą imprezę. Jego szalone porównania nie miały końca, dodatkowo pozdrawiał ze sceny Radio Maryja i apelował o docenianie różnorodności. Wszyscy dali się porwać temu szalonemu show, na który składali się również muzycy ubrani w płaszcze superbohaterów, przewroty, stawanie na rękach i granie na odwróconych klawiszach. Na koniec King Khan pokazał się na scenie ubrany jedynie w bieliznę oraz złotą pelerynę i radośnie podrygiwał wprawiając w skoczne ruchy swój potężny brzuch. Optymizm lał się ze sceny hektolitrami.

Susanne Sundfør
Norweżka była jednym z jasnych punktów pierwszego OFFowego dnia. Podczas jej występu nie zabrakło tanecznych rytmów, jak również wzruszających momentów zachęcających do położenia się na trawie, zamknięcia oczu i odpłynięcia w nieznane. Przede wszystkim była to jednak skandynawska moc, która rozpaliła Scenę Główną do czerwoności. Bardzo poprawny występ, do którego nie można się przyczepić, aczkolwiek nie wywołał on u mnie przesadnej ekscytacji.

The Julie Ruin
Wbrew pozorom nie był to tylko koncert rozwrzeszczanej, beztroskiej dziewczyny w sukience w groszki. To feministyczny manifest Kathleen Hanny, która znana jest z ruchu riot girrrl oraz przełomowej grupy jaką było Bikini Kill. Nie był to może poziom artyzmu jaki zaprezentowała chociażby Patti Smith czy też Hailu Mergia, ale nie o to w tej muzyce chodzi. Jako punk towarzyszący buntowniczym podrygom koncert The Julie Ruin sprawdził się doskonale. Poza tym Kathleen była bardzo charyzmatyczna i urocza – nie dało się od niej oderwać oczu.

Sun Kil Moon
Mark Kozelek zaprezentował bardzo emocjonalny, poruszający i intymny koncert, na którym jednak nie zabrakło jego zwyczajowego wkurzenia na świat. Do pięknych momentów należały wspólne śpiewanie, czy też liczne przypominanie artysty, że jego korzenie są właśnie w Polsce (i podkreślanie, że z naszego kraju zna tylko Andrzeja Gołotę). Poza tym poruszały klasyki z albumu "Benji". Jednak Kozelek nie zapomniał o tym, żeby wkurzyć się na fotografów (jednemu wyrwał aparat dziękując za prezent, a następnie wypędził wszystkich wulgarnymi słowami wspominając, że w kontrakcie nie życzył sobie fotografów), brak ręczników, poprzedni koncert w Polsce (kiedy to musiał grać w restauracji) oraz mające "kolor wściekłości" linie Ryanair.

Hailu Mergia
Mergia przyleciał do Katowic aż z Etiopii. Jego koncert był przede wszystkim świętem instrumentalnego kunsztu - prawdopodobnie na żadnym innym występie na OFFie nie mieliśmy okazji obserwować tak misternego operowania instrumentami. Mimo wyjątkowo późnej godziny (Hailu Mergia był jednym z ostatnich setów drugiego dnia), multiinstrumentaliście udało się porwać ludzi do tańca.

Władysław Komendarek
Władysław Komendarek przyleciał na OFF Festival z innej galaktyki (zwanej też Sochaczewem), co dało się zauważyć od razu jak wszedł na scenę. Wystylizowany niczym mieszanka Jacka Sparrowa z Piratów z Karaibów z dużą dozą kosmosu stanął przed przystrojonym w kolorowe materiały sprzętem, aby zacząć swój gwiezdny show. Muzyka, podobnie jak wizualizacje, zabierała nas w niecodzienne podróże, pozwalała polecieć wspólnie z Komendarkiem na Saturna, albo nawet na bliźniaczkę planety Ziemi. Do tego należy wspomnieć o przedziwnej ekspresji scenicznej, która u niejednej osoby spowodowała zaciekawione przekręcenie głowy na bok.

Algiers
To był chyba jeden z najbardziej różnorodnych gatunkowo występów na tegorocznym OFF Festivalu. Zespół zaprezentował przekrój utworów, na które składały się mroczne, basowe kompozycje, jak również ostrzejsze, agresywne brzmienia oraz magnetyczne ballady opatrzone ciepłym wokalem. Wszystko to stworzyło mieszankę doskonałą, której niesamowicie przyjemnie było słuchać.

Iceage
Duńska grupa post-punkowa zafundowała nam istną podróż w czasie. Przez godzinę mogliśmy się poczuć niczym w latach osiemdziesiątych na jednym z koncertów The Birthday Party, pierwszej grupy Nicka Cave'a. Oczywiście Iceage nie są aż tak zakurzeni i w ich muzyce słychać, że jest ona wykonywana przez dwudziestoparolatków urodzonych w latach dziewięćdziesiątych. Było bardzo energicznie, porywająco i nie do zapomnienia.

Mick Harvey
Mick Harvey zaprezentował spokojny koncert bez fajerwerków, który przede wszystkim uwodził delikatnymi chansonami Serge'a Gainsbourga przełożonymi na język angielski. Urzekał również poczuciem humoru, które dawkował publiczności zachwalając m.in. polską wodę, czy też towarzyszące mu panie z kwartetu smyczkowego z Gdańska, bądź komentując nieustannie złą tonację swoich bębenków. W przeciwieństwie do dużej ilości agresywnych koncertów na OFFie ten był bardzo miękki, ciepły i przyjemny. Nie sposób było się nie pobujać.

Xiu Xiu grają muzykę z "Twin Peaks"
Na koncercie Xiu Xiu, który można właściwie zaliczyć do kategorii istotnych wydarzeń muzycznych tego roku w Polsce, pojawiło się mnóstwo ludzi. Organizatorzy prawdopodobnie nie spodziewali się aż takiego oblężenia umieszczając zespół na Scenie Leśnej, zamiast na dużo większej Scenie Głównej. Mimo ścisku wszystkim udało się wczuć w zinterpretowany na nowo soundtrack Badalamentiego, do którego idealnie pasował niepokojący głos wokalisty Xiu Xiu – Jamiego Stewarta. Był to zdecydowanie jeden z najlepszych koncertów OFFa 2015, chociaż trzeba pamiętać, że zespół miał nieco ułatwione zadanie operując tak legendarnym materiałem.

Patti Smith
Patti Smith, niemalże ostatnia z pokolenia dzieci-kwiatów, zaprezentowała na OFF Festivalu niesamowity koncert. Wykonanie na żywo albumu "Horses" powalało swoją mocą. Do tego Patti dodała swój pacyfistyczny przekaz, mówiąc, że najlepszą bronią jej pokolenia była gitara oraz poświęcając minutę ciszy dla ofiar ataku na Nagasaki. – Nie potrzebujemy więcej bomb! – mówiła ze sceny. Wymieniła też podczas piosenki napisanej na cześć Jimiego Hendrixa szereg uznanych muzyków, których nie ma już wśród nas. Podczas koncertu było więc mnóstwo emocji – od radości do wzruszeń, ale przede wszystkim Smith próbowała rozniecić rewolucyjny ogień w kolejnym pokoleniu.