KALEJDOSKOP KULTURALNY

KALEJDOSKOP KULTURALNY

Dodano:   /  Zmieniono: 

KSIĄŻKI

Mariusz Cieślik

Pilch przesłuchany

Zawsze mi się wydawało, że sukces Jerzego Pilcha jest tyleż efektem jego pracy pisarskiej, ile łatwości do komentowania świata w ciekawy i kontrowersyjny sposób. Kiedyś ujawniał to w felietonach, glanując oponentów bez litości (wiem, bo byłem jego ofiarą). Z argumentami czasem bywało słabo, ale wystarczały zgrabne bon moty, do których ma dar. Felietonów od lat jednak nie pisze, czego żałuję, bo nawet jak nie miał racji, to dobrze się go czytało. Zostały mu wywiady, ale i w tym przeszkadzają problemy zdrowotne. Ukazał się za to pierwszy wywiad rzeka z autorem „Pod Mocnym Aniołem”, przeprowadzony przez reżyserkę teatralną Ewelinę Pietrowiak, z którą (jak wynika z tekstu) byli kiedyś bardzo blisko. Ma to dobre strony, bo przesłuchująca sporo wie o przesłuchiwanym. Ale, szczerze mówiąc, lepiej by było, aby tę rozmowę prowadził profesjonalny dziennikarz czy krytyk, bo w pierwszej części jest nieco bezładna. Później jest lepiej. Mamy fragmenty o Wiśle, rodzinie, Krakowie, piłce nożnej, „Tygodniku Powszechnym”, kobietach, alkoholizmie – a zatem pełny katalog głównychmotywów twórczości Pilcha. Ale też są to najważniejsze składniki jego legendy. W sumie zaskakująco mało jest tu Pilcha pisarza i jego dzisiejszej walki z chorobą, sporo za to ciekawych rzeczy o jego przeszłości. I kilka świetnych anegdot. Choćby ta o paleniu marihuany, która Pilchowi pomagała w walce ze skutkami choroby Parkinsona, ale niestety pozbawiała go chęci do robienia czegokolwiek. Albo opowieść o babce, po której Pilch odziedziczył talent narracyjny, i to dosłownie, bo jak ona najlepiej czuje się w dygresjach, a gorzej, gdy ma coś opowiedzieć jak typowy pisarz realista.

„ZAWSZE NIE MA NIGDY”, JERZY PILCH W ROZMOWIE Z EWELINĄ PIETROWIAK, WYDAWNICTWO LITERACKIE

1. „Dziewczyna z pociągu”

Paula Hawkins

ŚWIAT KSIĄŻKI

2. „Nieznajomy”

Harlan Coben

ALBATROS

3. „Grunt pod nogami”

Ks. Jan Kaczkowski

WAM

4. „Moje córki krowy”

Kinga Dębska

ŚWIAT KSIĄŻKI

5. „Inwazja bazgrołów”

Zifflin

NASZA KSIĘGARNIA

6. „Żniwa zła”

Robert Galbraith (J. K. Rowling)

WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE

7. „Życie na pełnej petardzie”

Ks. Jan Kaczkowski, PIOTR ŻYŁKA

WAM

8. „Porąb i spal”

Lars Mytting

SMAK SŁOWA/AGORA

9. „Życie i śmierć”

Stephenie Meyer

WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE

10. „Zniszcz ten dziennik”

Keri Smith

K.E. LIBER

DANE POCHODZĄ Z SALONÓW SIECI EMPIK

Czarodziejska góra Fuentesa

CARLOS FUENTES BYŁ JEDNYM Z NAJ- WAŻNIEJSZYCH AUTORÓW TZW. BOOMU LATYNOAMERYKAŃSKIEGO I ETATOWYM KANDYDATEM DO NOBLA, KTÓREGO NIE DOCZEKAŁ. Meksykański pisarz zdobył sławę już pół wieku temu książką „Śmierć Artemia Cruz”. Dziś, trzy lata po jego śmierci, ukazuje się powieść zapowiadana jako jego testament. Niestety, oparta jest na niezbyt przekonującym pomyśle. Oto w pewnym hotelu spotykają się niejaki Dante Loredano (alter ego autora) i Fryderyk Nietzsche. Dyskutują o władzy, sprawiedliwości, rewolucji, niczym bohaterowie „Czarodziejskiej góry” Manna, tyle że tamta rozmowa wciągała, a ta pozostawia obojętnym.

CARLOS FUENTES, „NIETZSCHE NA BALKONIE”, ŚWIAT KSIĄŻKI

Wersety wyroku

WRESZCIE JEST. PO LATACH NOWE, POPRAWIONE WYDANIE NAJLEPSZEJ POWIEŚCI SALMANA RUSHDIEGO. Tej, która ściągnęła na niego fatwę, a na jej tłumaczy śmierć. Po jej publikacji w 1988 r. autor musiał się kilka lat ukrywać. Akcja „Szatańskich wersetów” zaczyna się od wysadzenia samolotu nad kanałem La Manche. Z zamachu ocaleją tylko dwaj wcielający się w role bogów hinduscy aktorzy. A potem, jak u Hitchcocka, napięcie tylko rośnie. Rushdie miał to nieszczęście, że w tę opowieść o spotkaniu Wschodu i Zachodu oraz wielkich religii wdała się wielka polityka.

SALMAN RUSHDIE, „SZATAŃSKIE WERSETY”, REBIS

MUZYKA

Piotr Metz

1. „Mówi”

Małpa

PROXIMATE/MY MUSIC

2. „Król Albanii”

Popek & Matheo

STEP RECORDS/CD-CONTACT

3. „Paris”

ZAZ

WARNER

4. „Love Jazz & The City. Platinum Edition”

Różni wykonawcy

MY MUSIC

5. „25”

Adele

XL RECORDINGS/SONIC

6. „Anti”

Rihanna

DEF JAM/UNIVERSAL

7. „Jump Back”

The Rolling Stones

UM3/UNIVERSAL

8. „Annoyance and Disappointment”

Dawid Podsiadło

SONY

9. „Blackstar”

David Bowie

SONY

10. „Bumerang”

Kortez

JAZZ BOY/OLESIEJUK

Duży kaliber

Kilka lat trwało, zanim Marcin Marten, czyli Abradab, namówił swojego brata Michała, czyli Jokę, do zmierzenia się z własną legendą. Po ponad dekadzie nagrali album pod szyldem Kalibra 44, bodaj najważniejszej grupy w historii polskiego hip-hopu. Przypomnijmy, że była to też macierzysta formacja legendarnego Magika, lidera Paktofoniki i bohatera filmu „Jestem Bogiem”. Prawie 20 lat, jakie upłynęły od czasów świetności grupy, to epoka i dla muzyków, i dla ich publiczności. Abradab przyznaje, że przed rozpoczęciem pracy (przed trzema laty!) nad nowym projektem najpierw przesłuchał raz jeszcze stare nagrania. I był to świetny pomysł. Słychać w tych nagraniach nawiązania do dawnych brzmień i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że to właśnie Kaliber 44. Tyle że muzycy czasem co jakiś czas puszczają do nas oko, a w tekstach poruszają się w zupełnie współczesnych realiach. Dzięki temu nie jest to tylko sentymentalna podróż dla dawnych fanów, ale propozycja dla wszystkich lubiących rap. Rzecz jest świetnie wyprodukowana i nowoczesna brzmieniowo – sporo tu ciekawych eksperymentów. Muzycy podjęli naprawdę trudne wyzwanie. Ale obronili się z klasą.

Abradab i Joka mierzą się z własną legendą

DANE WEDŁUG OFICJALNEJ LISTY SPRZEDAŻY DOTYCZĄ OKRESU 05-11.02.2016

Pionierzy w rytmie soulu

FORMA MINIALBUMU, TZW. EPKI, WYDAJE SIĘ WRĘCZ STWORZONA DLA MASSIVE ATTACK. Pionierzy elektronicznych brzmień planują zresztą wydanie kolejnej płyty jeszcze w tym roku. Po zakończeniu zawirowań personalnych w zespole na płycie słuchamy Tricky’ego i Roots Manuvy. A produkcją zajął się Robert Del Naja, znany jako 3D. Repertuar można nazwać eklektycznym, rzecz jest jednak wyraźnie inspirowana brzmieniami rapowymi i soulowymi.

MASSIVE ATTACK, „RITUAL SPIRIT EP”, WARNER

Fiński Klan

TAJEMNICZY EPIZOD W ARTYSTYCZNYCH PRZYGODACH MARKA AŁASZEWSKIEGO.

Po rozpadzie oryginalnego składu Klanu przyszło zaproszenie na festiwal w Finlandii. W 1972 r. było to dla muzyka z bloku wschodniego wyróżnienie. Efektem okazjonalnej współpracy jazzowego składu (Jaśkiewicz, Suchanek, Stefański) było nowe brzmienie. Archiwalne cudo, dowodzące, że Polacy grali wtedy rocka na światowym poziomie.

KLAN, „LIVE FINLAND 1972”, GAD

FILMY

Krzysztof Kwiatkowski

1. „Planeta Singli”

Reż. Mitja Okorn

KINO ŚWIAT

2. „Deadpool”

Reż. Tim Miller

IMPERIAL CINEPIX

3. „Pitbull. Nowe porządki”

Reż. Patryk Vega

VUE MOVIE

4. „Jak to robią single”

Reż. Christian Ditter

WARNER

Polski Dziki Wschód

Mit Bieszczad wciąż żyje. Ich przestrzeni, dzikiej natury, ale przede wszystkim mieszkańców: wszelkiej maści banitów i wyrzutków, uciekinierów z więzień i korporacji, poetów o złamanym sercu i prawdziwych mężczyzn. Właśnie tam bohater filmu „Na granicy”, dawny strażnik graniczny Mateusz, po rodzinnej traumie zabiera dwóch synów. To nastolatki z miasta, dla których wyjazd do chałupy na śnieżnym pustkowiu jest raczej zesłaniem niż wymarzoną przygodą. Gdy dotrą do starej strażnicy na bezludnej polanie, zobaczą idącego po hali zakrwawionego mężczyznę. Wojciech Kasperski na poziomie codziennych kontaktów w rodzinie obserwuje współczesnych Polaków. Mateusz walczy o szacunek i bliskość synów. Ale nie umie okazywać uczuć. W jego świecie mężczyzna jest oschły, a jedyny gest przełamania tej obcości to wspólne picie wódki. Synowie nie chcą tak żyć. Szukają własnej drogi. „Na granicy” to film o ich życiowej inicjacji. Portret młodzieńcówz czasów dojrzewania, kiedy kształtują swój system wartości. Wydarzenia w górach zmienią ich na zawsze. Ta opowieść ma w sobie pęknięcie. Po przekonującym obrazie obyczajowym zmienia się w thriller. Szew między dwoma gatunkami jest widoczny. Ale wciąż to ciekawe, trzymające w napięciu kino. Dużo wnoszą tu kreacje Andrzeja Chyry i Marcina Dorocińskiego, którzy nie odkrywają szybko kart i tworzą niedopowiedziane, charyzmatyczne postacie. Warto zwrócić uwagę też na młodych aktorów: Bartosza Bielenię i Kubę Henriksena. Świetne, niepokojące zdjęciazrobił nominowany do Oscara za „Idę” Łukasz Żal, zderzając klaustrofobiczną, zamkniętą stanicę z białymi przestrzeniami gór. W umiejętności obserwacji i przywiązaniu do detali czuje się, że „Na granicy” jest fabułą znanego dokumentalisty. To kolejny dowód, że w Polsce rodzi się rzetelne kino gatunkowe.

„NA GRANICY”, REŻ. WOJCIECH KASPERSKI, KINO ŚWIAT

5. „Misiek w Nowym Jorku”

Reż. Trevor Wall

KINO ŚWIAT

6 „Zjawa”

Reż. Alejandro González Iñárritu

IMPERIAL CINEPIX

7. „Alvin i wiewiórki: Wielka wyprawa”

Reż. Walt Becker

IMPERIAL CINEPIX

8. „The Boy”

Reż. William Brent Bell

KINO ŚWIAT

9. „Spotlight”

Reż. Tom McCarthy

UIP

10. „Barbie: tajne agentki”

Reż. Conrad Helten

UIP

DANE WEDŁUG STATYSTYK MULTIKINA DOTYCZĄ WEEKENDU 12-14.02.2016

W zamknięciu

NOMINOWANY DO OSCARA W CZTERECH KATEGORIACH „POKÓJ” TRZYMA W NAPIĘCIU. Lenny Abrahamson powoli wprowadza widza w klaustrofobiczny świat matki i pięcioletniego chłopca. Żyją w małym pomieszczeniu, z łóżkiem, toaletą, prowizoryczną kuchnią. Za pancernymi drzwiami. Bohaterka została uprowadzona siedem lat wcześniej, jej syn jest dzieckiem z gwałtu. W fabule odbijają się autentyczne historie porwanych i więzionych kobiet. Ale „Pokój” to przede wszystkim opowieść o wyobraźni dziecka, które nagle musi zrozumieć świat, a kompletnie go nie zna. I choć momentami drażni banalna narracja z offu, film działa na emocje, stając się historią przetrwania.

„POKÓJ”, REŻ. LENNY ABRAHAMSON, MONOLITH FILMS FILMS

Heavy romans

MA 43 LATA, JEST OTYŁY I ZMĘCZONY ŻYCIEM, KTÓRYM RZĄDZI RUTYNA.

Jedyne wytchnienie to słuchanie heavy metalu. Na kursie tańca Fúsi poznaje kobietę i, o dziwo, układa im się świetnie. Póki nie odezwą się jej problemy i lęki. Dagur Kári nie lubi bohaterów, którym się udało. Umie portretować przegranych. I choć konwencja islandzkich tragikomedii o zamkniętych w sobie ekscentrykach trochę się przejadła, reżyser realizuje filmy z lekkością i humorem. Dając nadzieję, choćby złudną, że warto szukać oparcia w drugim człowieku.

„FÚSI”, REŻ. DAGUR KÁRI, AGAINST GRAVITY

AUTO

Mariusz Staniszewski

Niska limuzyna

Samochód najlepiej pokazuje, Diesla o mocy 190 koni daje gwarancję ile jest wart, na ostrych zakrętach albo podczas szybkich manewrów. Idealnie jeszcze, gdy jest ślisko – trochę lodu lub świeżego deszczu. Jeśli auto jest raczej nędzne, to albo się ślizga jak początkująca łyżwiarka, albo zupełnie odmawia współpracy z kierowcą. Takie samochody najłatwiej poznać po prędkości pokonywania tego rodzaju przeszkód i przerażeniu w oczach ludzi w środku. Kiedy auto jest lepsze, na ostrym, śliskim zakręcie zaczyna się prawdziwa zabawa. Jeśli nie spuścimy nogi z gazu, możemy się przekonać, ile warte są zawieszenie, systemy kontroli trakcji i inne elektroniczne wspomagacze, które mają ułatwić nam kierowanie. Do takiej rozrywki Audi A4 Limousine nadaje się znakomicie. Dwulitrowy silnik mocnych wrażeń. Auto do setki rozpędza się w niecałe osiem sekund, a i dalej nie zwalnia tempa. Producent podaje, że w cyklu mieszanym A4 spala 5,3 l, ale to wynik nie do osiągnięcia przez człowieka, w którego żyłach płynie prawdziwa krew. Jeśli zechcemy choć trochę wykorzystać moc auta, trzeba się liczyć ze spalaniem w okolicach 6,5-7 l na setkę. Co jednak ciągle jest przyzwoitym wynikiem. Przy harcach największe znaczenie ma jednak bardzo dobre, aktywne zawieszenie oraz automatyczna sześciobiegowa skrzynia. Możliwość manualnej zmiany powoduje, że możemy trochę popiszczeć oponami albo wchodzić w zakręty lekko bokiem. Przy tym jednak ani przez moment nie czujemy zagrożenia i nie tracimy kontroli nad pojazdem.

Niewątpliwą zaletą auta jest bardzo przejrzysty kokpit z centralnie umieszczonym wyświetlaczem. Obsługa jest na tyle prosta, że nie trzeba czytać instrukcji, by szybko korzystać z większości funkcji. Przyjemnie prezentuje się przestrzenna nawigacja – pokazuje nie tylko trasę, ale także budynki. Ich kontur jest na tyle wyraźny, że bez trudu rozpoznajemy kamienice. Wątpliwości budzi tylko jedno. Dlaczego ten model ma w nazwie Limousine? Co prawda przypomina trochę limuzynę, ale by go tak pełnoprawnie nazywać, jest trochę za niski. Osoba, która ma swoje lata, musi się mocno zgiąć, by zająć miejsce na tylnej kanapie. To może być trochę uciążliwe. Zwłaszcza dla kogoś, kto na auto wydaje 180 tys. zł. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

KNOW-HOW

Grzegorz Sadowski

Przyjaciel w podróży

Jeśli chodzi o kategorie słuchawek, to są dobre słuchawki, są lepsze i są Bose. Amerykańska firma trzyma poziom, który dla wielu jest nieosiągalny. Jej specjalizacja to słuchawki z aktywnym tłumieniem szumów (Active Noise Cancelling, ANC). Bose jest w tym na tyle dobre, że jego system ANC stał się właściwie złotym standardem – ich słuchawki potrafią odciąć niemal cały szum z zewnątrz, tworząc nam prywatną salę koncertową choćby w tramwaju. Jak to działa? Zintegrowany ze słuchawkami mikrofon rejestruje odgłosy z zewnątrz, a wewnętrzna elektronika generuje w czasie rzeczy- wistym dźwięk odwrócony. Obie fale spotykają się w uchu i nawzajem się znoszą. Dzięki temu szumy otoczenia znikają. A to robi ogromną różnicę, bo z tymi słuchaw- kami podróż samolotem to zupełnie inne doświadczenie – lżejsze i przyjemniejsze. Kto raz spróbuje, nie będzie chciał inaczej. Jakiś czas temu Bose wypuściło kolejną serię słuchawek z ANC nazwanych Quiet Comfort 25. Od poprzednich – QC15 – różnią się kilkoma ważnymi detalami, co czyni je jeszcze fajniejszymi. Po pierwsze, zasilane zwykłą baterią AAA działają także wtedy, gdy rozładuje się nam bateria (w poprzednim modelu koniec baterii oznaczał też koniec słuchania). Po drugie są znacznie lepiej wykonane. QC25 robią wrażenie słuchawek z górnej półki, są bardzo wygodne, znakomicie się układają i doskonale przylegają, zwiększając izolację od otoczenia. Na prawej słuchawce mamy przycisk włączenia ANC. I od tego momentu zabawa się zaczyna, bo bez włączonej redukcji słuchawki brzmią raczej wąsko – zakładam, że przełącznik jest po to, byśmy mogli usłyszeć kogoś mówiącego do nas. W każdym razie gdy włączymy odcięcie, pojawia się cała brakująca gama tonów. Słuchawki brzmią rewelacyjnie, mamy wyraźną górę, podbity środek, wspaniałą separację. Nie wiem dlaczego, ale dla wielu innych słuchawek ta jakość jest nieosiągalna. Do tego są one bardzo kompaktowe i mieszczą się w niewielkim etui, gdzie mamy dodatkowo specjalną przejściówkę na złącze typu podwójny jack, który jest stosowany w samolotach, oraz miejsce na zapasową baterię. Dzięki temu Bose QC25 to prawdziwy przyjaciel nawet w najdłuższej podróży. Jeśli chcecie mieć zawsze z sobą możliwość odcięcia się od otoczenia – oto wasze rozwiązanie.

Jeżdżący paczkomat Google’a

GOOGLE OPATENTOWAŁ KONCEPCJĘ SAMODZIELNIE JEŻDŻĄCEJ CIĘŻARÓWKI, KTÓRA MOŻE DOSTARCZAĆ DO ODBIORCY PRZESYŁKI BEZ UDZIAŁU CZŁOWIEKA. Pomysł został zarejestrowany w amerykańskim biurze patentowym pod numerem US 9,256,852 B1. W założeniach tego rozwiązania auto miałoby podążać wyznaczoną wcześniej trasą i zatrzymywać się pod konkretnymi adresami. Osoba oczekująca na paczkę mogłaby odebrać ją samodzielnie, posługując się unikalnym numerem otrzymanym od dostawcy towaru lub jego sprzedawcy. Paczkomat Google’a zostałby wyposażony w zestaw radarów, kamer i czujników pozwalających mu na sprawne poruszanie się w ruchu ulicznym. Z kolei w razie opóźnień w dostarczeniu przesyłki samochód wysyłałby do adresata odpowiedni komunikat SMS. Po

dronach to kolejny sposób na automatyczne dostarczanie towarów.

Więcej możesz przeczytać w 8/2016 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także