Kalejdoskop kulturalny

Kalejdoskop kulturalny

Dodano:   /  Zmieniono: 

Królestwo dla nawróconego

Mariusz Cieślik

Ten sukces musi nieco zaskakiwać: we Francji, gdzie „Królestwo” mianowano książką roku 2014, a jej sprzedaż przekroczyła 300 tys. egzemplarzy, jak i w Polsce, gdzie właśnie weszła na listy bestsellerów. Jest to bowiem erudycyjny esej połączony z autobiografią i fragmentami powieści, a traktujący o wierze i jej utracie. Emmanuel Carrère wraca do wydarzeń swojego życia, które miały miejsce na początku lat 90., kiedy to zupełnie niespodziewanie przeżył nawrócenie i okres religijnej ekstazy. Wcześniej z katolicyzmem był ledwie związany jak większość jego rodaków. Dziś Carrère to jeden z najbardziej znanych francuskich pisarzy, specjalizujący się w literaturze faktu – wtedy był początkującym autorem, który średnio radził sobie w życiu. Analiza psychologicznych motywacji wiary wydaje się słabszą stroną tekstu, mocniejszą jest opis iluminacji i zanurzania się bohatera w tekstach religijnych. Jednak główny problem „Królestwa” stanowi to, że w gruncie rzeczy mieści ono w sobie kilka książek. Zwłaszcza pojawiający się znienacka wątek fikcyjny osnuty wokół św. Pawła, który jest zdecydowanie najmniej interesujący. A największą wartością „Królestwa” jest autentyzm przeżyć Carrère’a, zapis jego duchowej przemiany. Gdyby na tym się skupił, rzecz mogłaby być wybitna, a tak – jest tylko ciekawa. Dlaczego sukces tej książki cieszy? Cóż, są tacy, którzy uważają drogę ku powszechnej laicyzacji Zachodu za jedyną możliwość. Jednak to, że kilkaset tysięcy ludzi w zlaicyzowanej Francji fascynuje się duchowymi rozterkami pisarza katolika, można uznać za dobry znak. To oznacza, że chrześcijaństwo wciąż jest dla tych ludzi żywe i że interesuje ich coś więcej niż dobra konsumpcyjne.

Oza historia rodzinna

AMOS OZ TO EKSPORTOWY IZRAELSKI PISARZ ZNANY DOBRZE I U NAS. Teraz, przy okazji premiery filmu, wznowiono jego najbardziej osobistą książkę. To historia rodziny Oza sięgająca korzeniami II Rzeczypospolitej, skąd (co nie jest wielkim zaskoczeniem) wywodzą się przodkowie pisarza. Najważniejsza jest tu jednak opowieść o jego relacjach z rodzicami, szczególnie z matką, a także zapis dorastania w rodzącym się państwie Izrael.

Rachunek za życie

BŁYSKOTLIWY POMYSŁ NIE DO KOŃCA WYKORZYSTANY. Oto bohater otrzymuje rachunek na astronomiczną sumę, tylko nie bardzo wiadomo za co. Okazuje się, że tajemnicza firma przelicza na pieniądze to, co przeżył, i przyjemności, jakie czerpie ze świata. Szkoda, że autor potraktował pomysł zbyt serio, a poszedł w montypythonowską satyrę.

Stylowy groch z kapustą

Piotr Metz

Obiecywany od prawie dziesięciu lat drugi album świetnego zespołu Alexa Turnera. Sukces debiutu wydawał się trudny do powtórzenia, jednak płyta skrzy się od pomysłów, trochę na przekór samemu tytułowi. Turner lubi zaszaleć. Nie musi trzymać się ram, jak w macierzystym Arctic Monkeys. W Milesie Kanie znajduje wdzięcznego partnera do eksperymentów. Wszechobecne na płycie hollywoodzkie smyczki i poetyka z lat 50. i 60. tworzy eklektyczny, ale bardzo stylowy groch z kapustą. Taki, na jaki stać tylko bardzo odważnych albo supergwiazdy. Choć siły w zespole nierówne, ten układ zdaje się działać. Kane, dla którego to w tej chwili podstawa działalności, trzyma całość w logistycznych ryzach. Turner puszcza artystyczne wodze fantazji. Po raz drugi udało im się stworzyć album bez zadęcia, taki, którego po prostu znakomicie się słucha. I odczuwa frajdę, jaką jego nagrywanie musiało sprawić muzykom.

Komeda „Polish Jazz” raz jeszcze

NAJWAŻNIEJSZA PŁYTA Z PIERW- SZYCH SZEŚCIU WZNOWIONYCH CZĘŚCI LEGENDARNEJ SERII „POLISH JAZZ”. Przygotowana niezwykle pieczołowicie na winylu i płytach kompaktowych, zremasterowana z oryginalnych taśm. Z nowymi esejami o poszczególnych pozycjach i ich historii. To znakomita zapowiedź wydania w godnej tego formie, cenionej na całym świecie i prawdopodobnie najważniejszej serii wydawniczej w historii polskiej fonografii.

Awangarda bez zadęcia

LEGENDA PONADGATUNKOWEJ ALTERNATYWY TYLKO NOMINALNIE KLASYFIKOWANEJ JAKO JAZZ – ma dyskografię przyprawiającą o zawrót głowy. Ostatnie wydawnictwa porządkują trudny do ogarnięcia dorobek twórczy. I wzbogacają go o współczesną technologię. Użycie iPodów i miksowanie na żywo utworów z ostatniego półwiecza to klasyczny przykład dalekiego od zadęcia i powagi podejścia muzyka do awangardy. Braxton stawia na indywidualną zabawę każdego odbiorcy.

Polska starość

Krzysztof Kwiatkowski

O niej są „Bracia”: o ludziach niezłomnych, którzy postanowili spełnić marzenie życia pod sam jego koniec – mówił mi reżyser tego wybitnego dokumentu Wojciech Staroń. Mieczysław i Alfons Kułakowscy. Urodzeni w latach 1923 i 1927. Najkrócej swoją biografię opisują trzema słowami: „Syberia, Kazachstan, Polska”. I właśnie o ich powrocie do kraju dzieciństwa, z którego wymiotła ich XX-wieczna historia, opowiada Staroń. Na starość wyjechali z Kazachstanu i zamieszkali w Witoszewie. „Bracia” są zapisem ich mazurskiej codzienności. Alfons, artysta, skupia się na malowaniu. Mieczysław mu pomaga. Jednak w kraju życie ich nie rozpieszcza – pożar pochłonął niemal wszystko. Ale i to ich nie złamie. Staroń portretuje ludzi o ekstremalnej sile przetrwania. Nie stawia przed nimi kamery, zmuszając do opowieści. Zamiast tego wmontowuje nagrania zrealizowane przez Mieczysława w ZSRR. Zagląda braciom głęboko w oczy, rejestruje ich ciche westchnienia, obserwuje zmęczony oddech. To w nich odbijają się trudna przeszłość, życiowe doświadczenia, ból. Ale również afirmacja piękna przyrody czy niegasnąca chęć zrealizowania snu o własnym miejscu na świecie. – Dla nich Polska jest ziemią obiecaną – mówi Staroń. – Ten mit, który noszą w sobie, bardziej mnie interesował niż rzeczywistość za oknem. Ich potrzeba życia na maksa,bez oglądania się na konsekwencje. Bo Kułakowscy żyją na maksa, choć do ich świata wdzierają się choroby, a Mieczysław traci pamięć. „Bracia” stają się filmem o starości, o próbie odzyskania straconego czasu. Co z tego, że grubo po osiemdziesiątce?

„BRACIA”, REŻ. WOJCIECH STAROŃ, STAROŃ FILM

Ratunku, policja

NASZA „DROGÓWKA” TO DOBRANOCKA PRZY OBRAZIE POLICJI, JAKI KREŚLĄ ROSYJSCY REŻYSERZY. Bohater „Majora” zabija na drodze dziecko. Jego koledzy tuszują przestępstwo. Ale matka nie godzi się na kłamstwo. Jurij Bykow pokazuje spiralę przemocy w świecie przeżartym korupcją i patologią. Tutaj każdy ma na każdego haka, moralność zmiażdżyły lata komunizmu. I na próżno liczyć w filmie ze Wschodu na nadzieję. Wszelka próba wyrwania się z systemu musi się skończyć klęską. Gorzkie, brutalne i mocne kino.

„MAJOR”, REŻ. JURIJ BYKOW, ART-HOUSE

Mrok bloku

LUKSUSOWY APARTAMENTOWIEC, DO KTÓREGO WPROWADZA SIĘ DOKTOR ROBERT LAING, KUSI KOMFORTEM. Ale ta specyficzna wspólnota mieszkaniowa szybko odsłania swoją mroczną stronę. „High-Rise”, adaptacja powieści J.G. Ballarda, to thriller science fiction i społeczna antyutopia. Ostra satyra na podziały klasowe, płytkość życia, w którym wszystko jest na wyciągnięcie ręki, na zrodzoną z nieustannej rywalizacji agresję, na materializm i konsumpcjonizm. Imponujący wizualnie film z plejadą gwiazd od Toma Hiddlestona w roli głównej, przez Siennę Miller, do Jeremy’ego Ironsa. A jednak jest w nim coś wtórnego, co sprawia, że szybko traci się zainteresowanie skrajnie wykreowanym, laboratoryjnym światem zamożnej klasy średniej.

„HIGH-RISE”, REŻ. BEN WHEATLEY, M2 FILMS

Marzenie wicepremiera Morawieckiego

Mariusz Staniszewski

Czego możemy pozazdrościć Koreańczykom? Oczywiście tym z Południa. Nie muszą zabiegać o obecność wojsk amerykańskich, bo jankesi już tam są. Co więcej, obronili ich przed komunistami, a transformacja ustrojowa nie zniszczyła u nich jednej trzeciej przemysłu – wręcz przeciwnie. Koreańczycy wykorzystali własny potencjał i przez lata modernizowali swoje zakłady. Dziś są jednym z niewielu krajów, który posiada marki globalne. Niemal każdy ma w domu jakiś koreański produkt – od telefonu po odkurzacz. Koreańczycy dokonali wielkiego skoku cywilizacyjnego. Z kraju, który był wielką montownią, stali się liderem światowych technologii. O tym, jak bardzo dokonania ostatnich kilkudziesięciu lat w Korei Południowej przekładają się na życie zwykłego obywatela, świadczy tamtejszy przemysł motoryzacyjny. Poczuje to na przykład kierowca hyundaia tucsona. Już sam design nadwozia tego niewielkiego SUV-a zapowiada, że nie jest to produkt samochodopodobny. Tucson w wersji testowanej – ze 176-konnym benzynowym silnikiem o pojemności 1,6 l i automatyczną siedmiobiegową skrzynią – jest naszpikowany elektroniką. System utrzymania w pasie ruchu działa nawet wówczas, gdy trzymamy kierownicę w dłoniach. Mamy więc wrażenie, że prowadzimy wspólnie z maszyną. Kilka sekund po puszczeniu kierownicy ona oczywiście każe nam przejąć kontrolę nad autem, ale w tym czasie pojazd spokojnie pokonuje nawet całkiem ostry łuk, i to przy prędkości 120 km/h. Wrażenie jest niezłe. Banałem w tej sytuacji staje się informacja, że tucson ostrzega przed kolizjami z przodu i z boku. To w zasadzie przy takim samochodzie jest już standardem. Zaskoczenie to możliwość odbioru radia w technologii cyfrowej. Tu Koreańczycy wyprzedzili Polaków, bo my po włączeniu tej opcji mamy do dyspozycji tylko kilka stacji. Tucson dostarcza też dużo przyjemności podczas jazdy po drodze – zwłaszcza w trybie sport – oraz w terenie, gdzie zawieszenie przyjmuje na siebie znaczną część wstrząsów. Samochód nie jest jednak bez wad. Co prawda w wersji podstawowej auto kosztuje 78,5 tys., ale w przyjemnie wyposażonej wersji testowej to już prawie 140 tys. Duże wydatki trzeba ponosić także później – w trybie mieszanym auto pali 10,5 l i za nic nie chce mniej.■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

SMARTFON Z APARATEM Z GÓRNEJ PÓŁKI

Grzegorz Sadowski

Piękna Leica w smartfonie

To ma być smartfon z aparatem z prawdziwej górnej półki. Huawei zaprezentował dwa smartfony P9 i P9 Plus wyposażone w podwójny aparat marki Leica. Dwa nowe flagowce marki są naprawdę ładne. Podwójny aparat umieszczony jest z tyłu urządzenia. Pierwszy odpowiada za przechwytywanie kolorów, a jego bliźniaczy, monochromatyczny odpowiednik nadaje obrazom szczegółowości. Oba aparaty z tyłu mają 12 Mpix, aparat do selfie – 8 Mpix. Huawei twierdzi, że całość „od soczewek, przez sensory, na algorytmach przetwarzania obrazu skończywszy” została pomyślana jako profesjonalny sprzęt fotograficzny. Huawei P9 wyposażono w ekran o przekątnej 5,2 cala, 64-bitowy procesor Kirin 955 (2,5 GHz), akumulator 3000 mAh. Atutem urządzenia są aż cztery GB pamięci RAM.aparat umieszczony jest przez sensory, na algoryt- cztery GB pamięci RAM.

Bardzo mały komputer

COMPUTE STICK, CZYLI MINIATUROWY KOMPUTER OD INTELA, ZYSKAŁ NOWE WCIELENIE. Model bazuje na czterordzeniowym procesorze Intel Atom x5-Z8300. W komputerze zamknięto ponadto 2 GB pamięci RAM, dwa gniazda USB (3.0 i 2.0), moduły Wi-Fi i Bluetooth, 32 GB przestrzeni dyskowej z możliwością rozszerzenia za pomocą karty microSD. Do tego mamy zainstalowany system Windows 10. Dla kogo to urządzenie? Na pewno przyda się w podróży. Stick jest na tyle mały, że zmieści się w kieszeni. Wystarczy go podłączyć do telewizora bądź dowolnego monitora i mamy normalny pełnowymiarowy komputer. Niestety, procesor nie należy do najsilniejszych, więc nie zawojujemy nim świata wielkiej grafiki, ale na zrobienie prezentacji wystarczy.

Biznesowe ikonki

MESSENGER CHCE WALCZYĆ ZE SNAPCHATEM I WPROWADZA IKONY, KTÓRE MOŻNA SKANOWAĆ, tak jak na Snapchacie, i prowadzić rozmowę. Przy okazji portal Zuckerberga pochwalił się, że ma 900 mln użytkowników Messengera miesięcznie. Kolejny rekord to liczba wiadomości wymienianych między użytkownikami a profilami biznesowymi – miliard miesięcznie. Wydaje się, że to droga, którą chce podążać firma. Aplikacja ma być też narzędziem biznesowym. Dziś na większość stron można zalogować się poprzez Facebooka, teraz będzie można zrobić to poprzez kody.

Więcej możesz przeczytać w 15/2016 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także