Premiera książki „Ołowiane dzieci. Zapomniana epidemia”
Materiał partnera

Premiera książki „Ołowiane dzieci. Zapomniana epidemia”

„Ołowianych dzieci. Zapomnianej epidemii”. - Michał Jędryka
„Ołowianych dzieci. Zapomnianej epidemii”. - Michał Jędryka / Źródło: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Polska, Górny Śląsk, połowa lat 70. Na początku roku szkolnego okazuje się, że dwie klasy trzeba nagle połączyć w jedną. Co się stało z dziećmi, które nagle zniknęły? Jolanta Król, lekarka z miejscowej przychodni rozpoznaje u nich rzadką i groźną chorobę: ołowicę. Odpowiedzialna za to jest pobliska huta od lat bezkarnie zatruwająca środowisko. Czy jednej lekarce uda się powstrzymać setki zachorowań i nagłośnić problem tuszowany przez miejscowe władze?

Po latach dawny pacjent charyzmatycznej dr Król wraca do tamtej zagadki i zaczyna swoje śledztwo. Co łączy mapę współczesnych patologii z wydarzeniami sprzed lat? Czy ta historia jest już zamknięta i można opowiedzieć do końca historię polskiego Czarnobyla?

O AUTORZE:

Michał Jędryka – menadżer, scenarzysta i malarz z kilkoma wernisażami na koncie. Autor niezliczonej ilości tekstów reklamowych, albumu Śląsk. Last minute i poradnika o popkulturze. W Ołowianych dzieciach opisał własną historię.

Rozmowa z Michałem Jędryką, autorem „Ołowianych dzieci. Zapomnianej epidemii”.

Która epidemia była zapomniana?

MJ:-Każda. To znaczy pamiętamy o czarnej ospie, hiszpance, Czarnobylu ale te wszystkie zbiorowe nieszczęścia, masowe zachorowania i kataklizmy niczego nas nie nauczyły. Nie wyciągnięto wniosków ztragicznych doświadczeń. Historia, którą opisuję, wydarzyła się w połowie lat 70-tych, a jej skutki odczuwane są jeszcze dziś. Skutki pośrednie były i są często bardziej dotkliwe od samej epidemii.

Dlaczego?

MJ:- Ponieważ wtedy tylko jedna osoba postanowiła zająć się tym, co najważniejsze. Nie manipulowaniem faktami, zacieraniem odpowiedzialności, tworzeniem zakazów i ograniczeń, tylko ofiarami masowego zatrucia. Wtedy były to dzieci. Zawsze miarą wydajności systemu jest postępowanie w stosunku do jego najsłabszego ogniwa.

I tą osobą jest bohaterka „Ołowianych dzieci”?

MJ: - Jest dwoje bohaterów. Dwa odmienne punkty widzenia. Pierwszy to nastolatek, uczeń szkoły podstawowej, któremu na początku roku szkolnego zabrano klasę. Jego koleżanki i koledzy nagle zniknęli. Kiedy spotkało to także jego ukochaną, Głowa zaczyna swoje śledztwo. Doprowadzi ono do odkrycia tajemnicy znikającej klasy dopiero… po 40 latach.

Drugą bohaterką jest skromna lekarka pediatra z prowincjonalnej przychodni w Dąbrówce Małej na Górnym Śląsku, mieszczącej się w pobliżu huty ołowiu. Jolanta Wadowska- Król w ciągu niespełna pół roku przeprowadziła badania oraz spowodowała, że zagrożone ołowicą dzieci znalazły się w bezpiecznym miejscu. Szacuje się, że uratowała w ten sposób przed nieuleczalną, śmiertelną chorobą 5000 dzieci. Książka opowiada jak do tego doszło, jak musiała układać się z aparatem władzy w samym środku gierkowskiej dekady propagandy sukcesu i jaką zapłaciła za to cenę.

Samotna odważna bohaterka ratująca dzieci. To gotowy materiał na film!

MJ:- Dr Król jest osobą niezwykle skromną ale mam nadzieję, że się zgodzi, gdy powstanie taki scenariusz. Na pewno na to zasługuje!

Byłeś pacjentemJolanty Wadowskiej- Król? Czy w twoich rodzinnych stronach, na Górnym Śląsku ta historia jest znana?

MJ:- Oczywiście, dawni pacjenci, do których należę, pamiętają swoją doktórkę. Dobrze wspominają ja także emerytowani pracownicy huty. Gorzej, że ta historia jeszcze nie ma szczęśliwego końca, wciąż się toczy na naszych oczach. W dzielnicach ołowianych dzieci, wiele lat po upadku huty wciąż składowane są nielegalne, toksyczne wysypiska, płoną podkłady kolejowe. Nocami nie można otworzyć okien od dojmującego smrodu. Mimo, że wszystko się tam zmieniło, pozostało po staremu.

Źródło: Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Czytaj także

 0