Problem ważny jak oddychanie

Problem ważny jak oddychanie

Smog nad miastem, zdjęcie ilustracyjne
Smog nad miastem, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / fot. Grzegorz Polak
Na poprawę jakości powietrza w Polsce musimy czekać co najmniej pięć lat. Potrzeba wielkich pieniędzy, zmian w prawie i współdziałania rządu z samorządami.

Dla Piotra Woźnego, do niedawna wiceszefa resortu przedsiębiorczości i technologii, który w styczniu został przedstawiony Polakom jako „wiceminister od smogu”, miniony tydzień był na pewno emocjonujący. Najpierw – jako skutek uboczny odchudzania rządu Mateusza Morawieckiego – został zdymisjonowany wraz z trzema innymi wiceministrami odpowiedzialnymi za kwestie środowiskowe. Razem z Woźnym stanowisko stracił Paweł Sałek, wiceminister środowiska, który jako pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej szykował duży szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach. Te dymisje – w środku sezonu smogowego i przygotowań do szczytu klimatycznego – były zaskakujące. Pojawiły się nawet pesymistyczne komentarze, że najwyraźniej problem smogu nie zasłużył sobie w rządzie nawet na rangę wiceministerialną. Na szczęście szybko okazało się, że takie myślenie jest błędne, bo szef rządu powołał Woźnego na pełnomocnika ds. programu „Czyste powietrze”. Dzięki temu premier będzie miał większą kontrolę nad jego działaniami, a walka ze smogiem zyska wyższy priorytet. Odetchnęli Polacy i odetchnęły alarmy smogowe. Z tyłu głowy pojawiła się jednak obawa, czy takie perturbacje nie odbiorą Woźnemu zapału do walki o czyste powietrze, który prezentował w trakcie kilku tygodni wiceministerialnego urzędowania.

Z Krakowa do Warszawy

Rządowy program „Czyste powietrze”, który składa się z 14 punktów, został ogłoszony w styczniu 2017 r. Czyli zaraz po tym, jak „smog z Krakowa przybył do Warszawy, gdzie wcześniej traktowany był jako lokalny koloryt małopolskiego i śląskiego krajobrazu” (wypowiedź Piotra Woźnego dla Radia Opole). Przyczyną nr 1 smogu w Polsce jest niska emisja. To zanieczyszczenia atmosfery pochodzące ze źródeł znajdujących się na wysokości do 40 m, związane ze spalaniem węgla, drewna oraz paliw niskiej jakości (mułów węglowych, flotokoncentratów itp.) oraz śmieci w przydomowych piecach, kotłach i kominkach. Sytuację pogarsza zły stan techniczny większości polskich domów jednorodzinnych, którego skutkiem jest znaczna ucieczka ciepła przez ściany, podłogi i mostki cieplne (czyli najsłabiej uszczelnione miejsca). Trzeba więc więcej grzać i to zwiększa emisję zanieczyszczeń do atmosfery. Jak wynika z danych Ministerstwa Środowiska, niska emisja odpowiada za 40 proc. pyłu zawieszonego PM10, 41 proc. pyłu PM2,5 i 78 proc. benzo(a)pirenu w powietrzu.

Nic dziwnego, że rządowy program „Czyste powietrze” na pierwszym miejscu zakładał maksymalne przyspieszenie prac nad rozporządzeniem w sprawie wymagań dotyczących głównych winowajców smogu – przydomowych kotłów na paliwo stałe. Chodziło o to, by zaczęło obowiązywać jeszcze przed rozpoczęciem sezonu grzewczego 2017/2018. Drugim punktem na liście priorytetów było wprowadzenie rozporządzenia w sprawie norm jakościowych dla paliw stałych.

Warto odnotować, że oba rozwiązania już w 2000 r. rekomendowała NIK, które uznała za najważniejsze działania anty smogowe. I że pierwsze rozporządzenie już obowiązuje – od października 2017 r. Na ostatniej prostej znajdują się też prace nad wprowadzeniem norm jakościowych dla węgla. Ministerstwo Energii przygotowało projekt nowelizacji ustawy o jakości paliw stałych, który 6 marca przyjął rząd. Najgorszej jakości paliwa, m.in. muły węglowe i flotokoncentraty, nie będą mogły być sprzedawane klientom. Za złamanie zakazu grozi grzywna do pół miliona złotych, a nawet kara trzech lat więzienia. Nowe przepisy mają wejść w życie po sześciu miesiącach od dnia ogłoszenia. Ustawa trafi teraz pod obrady Sejmu i wszystko wskazuje na to, że zacznie obowiązywać jeszcze przed kolejnym sezonem grzewczym. Na tym lista zakończonych przedsięwzięć się kończy.

– Od początku mówiliśmy, że tego problemu nie da się rozwiązać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – w jednym sezonie grzewczym. I nie da się tego zrobić bez współpracy rządu i samorządu – tłumaczyła w lutym na konferencji prasowej Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii. Wywołane przez nią do tablicy samorządy robią, co mogą. Od listopada obowiązuje uchwała antysmogowa dla województw łódzkiego i mazowieckiego, a od grudnia dla Wielkopolski. W sumie już sześć województw przyjęło własne regulacje, które mają im pomóc w walce ze smogiem. Na przykład mieszkańcy Mazowsza mają pięć lat na likwidację mniej więcej pół miliona pieców kopciuchów. Pięć lat to niby dużo, ale ten czas szybko upłynie i bez powtarzanych działań informacyjnych część mieszkańców może twierdzić, że nic o tym wymogu nie wiedziała. Dlatego Polski Alarm Smogowy współpracuje z samorządami, próbując je przekonać o konieczności regularnego informowania. Na przykład w warszawskiej dzielnicy Wawer udało im się namówić władze, aby przy okazji wysyłania do mieszkańców gminy druków podatkowych dołączyły do nich także pismo informujące o przepisach uchwały antysmogowej.

Wiele samorządów uruchomiło też programy wsparcia wymiany źródeł ciepła. Gmina miejsko-wiejska Grodzisk Mazowiecki już w październiku 2016 r. uchwaliła przekazanie środków z budżetu na dotacje celowe – wymianę kotłów węglowych na piece gazowe bądź elektryczne.

14 czystych punktów

Była już szefowa Woźnego, Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, w lutym optymistycznie zapowiedziała, że przy wdrożeniu wielu instrumentów – z jednej strony norm dla paliw stałych, z drugiej strony programu osłonowego i pomocowego dla osób najbardziej potrzebujących – w perspektywie pięciu lat będziemy mogli odczuć poprawę jakości powietrza w miastach. Wspomniane wsparcie dla najbardziej potrzebujących to kolejny punkt programu „Czyste powietrze”.

– Wiele osób w Polsce pali byle czym nie dlatego, że ma taką fanaberię, ale dlatego, że ich nie stać na lepszej jakości paliwo. Dlatego premier Morawiecki jako minister finansów pod koniec ubiegłego roku przeznaczył 180 mln zł na fundusz termomodernizacji – pilotażowy program ocieplenia domów dla tych, których nie stać, aby te domy sobie ocieplić. Nie stać ich na dobrej jakości kocioł ani na dobrej jakości paliwo. Te środki zostaną uruchomione w tym roku, aby w wybranych miastach z listy 33 najbardziej zanieczyszczonych rzeczywiście poprawić jakość termiczną domów osób najuboższych – wyjaśniała Jadwiga Emilewicz.

Pilotaż obejmie dwa regiony: Małopolskę i Śląsk, gdzie jakość powietrza jest najgorsza i najwięcej ludzi mieszka w domach indywidualnych. W Małopolsce liczba ta wynosi 564 tys. osób, na Śląsku – 547 tys., z tego 15 proc. stanowią osoby, które nie są w stanie bez wsparcia państwa wymienić kotła ani ocieplić domu.

Kolejny punkt rządowego programu „Czyste powietrze” zaleca uznanie za priorytetowe przeznaczanie środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na działania prowadzące do jak najszybszej poprawy jakości powietrza. Te pieniądze powinny być wykorzystywane w taki sposób, aby uzyskać maksymalny efekt zdrowotny i ekologiczny z każdej wydanej złotówki. Na razie zbyt wiele się tu nie wydarzyło – w budżecie państwa na 2018 r. na działania środowiskowe przewidziano 200 mln zł na ochronę powietrza i przeciwdziałanie zmianom klimatu (wobec 2 mld zł na ochronę wód i gospodarowanie zasobami wodnymi).

Także wprowadzenie wymogu stopniowego podłączania do sieci ciepłowniczej budynków w miastach i na obszarach podmiejskich okazało się trudne. Minister Emilewicz tłumaczy to tym, że Polska jest szczególnym przykładem na mapie Europy – w porównaniu z innymi krajami kontynentu największy odsetek jej obywateli mieszka w domach jednorodzinnych. To często domy zbudowane na działkach odziedziczonych po rodzicach, budynki wzniesione w latach 80. z pustaków produkowanych metodą przydomową. To budownictwo jest również bardzo rozproszone. Między innymi przez to przyłączanie się do ciepła systemowego nie jest proste.

– Razem z ciepłownikami przygotowaliśmy analizę – okazało się, że przyłączenie całej Polski do ciepła systemowego byłoby długotrwałe i niezwykle kosztowne – mówiła minister.

Realizacja kolejnego punktu programu – zapewnienie znacznie obniżonych stawek za pobór energii elektrycznej w okresie zmniejszonego na nią zapotrzebowania nie zawsze spełniało pokładane nadzieje. Wprawdzie od końca 2017 r. obowiązuje rozporządzenie wprowadzające w całym kraju taryfę z tańszą energią do ogrzewania w nocy, ale w niektórych miejscach okazuje się ona mniej korzystna niż oferowane wcześniej przez wielu dostawców energii inne taryfy.

Co do rozwoju sieci stacji pomiarowych (kolejny punkt programu), to w 2017 r. pojawiło się 15 nowych. Przydałoby się więcej. Na liście rekomendacji znalazło się też: przeprowadzenie kampanii edukacyjnej na temat optymalnych sposobów palenia w kotłach oraz związanych z tym skutków zdrowotnych.

Dobra wiadomość jest taka, że bez względu na jakość i efekty rządowej kampanii edukacyjnej na temat optymalnych sposobów palenia w kotłach oraz skutków zdrowotnych zanieczyszczeń powietrza, Polacy coraz więcej wiedzą o smogu i się nim interesują. Znamienne jest chociażby to, że telewizje informacyjne i rozgłośnie radiowe – obok informacji o warunkach pogodowych i pyleniu roślin – podają wyniki pomiaru zanieczyszczeń powietrza dla poszczególnych miast Polski.

Kolejne punkty rządowego programu to wykorzystanie mechanizmów podatkowych w celu wprowadzenia zachęt dla transportu niskoemisyjnego (m.in. niska stawka akcyzy dla samochodów hybrydowych oraz zwolnienie z podatku akcyzowego samochodów elektrycznych) i wprowadzenie regulacji przeciwdziałających blokowaniu klinów napowietrzających miasta. W obu przypadkach rząd zastanawia się, jak te kwestie najlepiej rozwiązać.

Ostatnie dwa punkty to: utworzenie w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju sektorowego programu, którego celem będzie wsparcie rozwoju technologii niskoemisyjnych – głównie zorientowanych na poprawę jakości powietrza, oraz przeprowadzenie konsultacji społecznych programu „Czyste powietrze”. To wciąż przed nami.

Chirurdzy od filtrów diesla

W tak dużych miastach jak Warszawa za mniej więcej 50 proc. zanieczyszczeń powietrza odpowiada smog komunikacyjny (pozostałe 50 proc. to niska emisja). Dlatego niezbędne wydaje się wprowadzenie obowiązku dokumentowania jakości spalin samochodów przez stacje kontroli pojazdów oraz wymogu badania spalin w trakcie kontroli drogowej. Wprawdzie od 13 listopada funkcjonuje poprawiona wersja systemu CEPIK, która nakłada na stacje kontroli pojazdów obowiązek raportowania efektów przeglądów (w tym przypadków wycięcia filtrów cząstek stałych w dieselach) do centralnej bazy, ale to za mało. Niedawno w Radiu Opole Piotr Woźny ubolewał, że w Polsce działa potężna gałąź przemysłu polegająca na usuwaniu filtru cząstek stałych w taki sposób, żeby kontrole tego nie wychwyciły. W tej sytuacji wydaje się zasadne wyposażenie stacji kontroli pojazdów, których jest w Polsce 4,5 tys., w specjalistyczne urządzenia badające poziom emisyjności aut. Ale kto miałby to sfinansować, zakładając, że są one drogie i trudne w obsłudze? Tego na razie nie wiadomo.

Ministerstwo Energii rozważa za to wprowadzenie opłaty emisyjnej w wysokości 80 zł na 1000 litrów benzyny lub oleju napędowego. Według najnowszej wersji projektu ustawy o biopaliwach te pieniądze miałyby wspomóc budowę infrastruktury paliw alternatywnych. 85 proc. wpływów z opłaty emisyjnej trafiałoby do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Być może środki te zostaną przeznaczone na zadania związane z ochroną powietrza, ale tego jeszcze nie wiadomo.

Za to już teraz NFOŚiGW podpisał 15 umów o unijne dofinansowanie budowy i modernizacji sieci ciepłowniczych w Polsce. Ich łączny koszt to blisko 240 mln zł, przy czym prawie połowę (ponad 116 mln zł) wyłoży Unia Europejska z Funduszu Spójności. Efektem tych przedsięwzięć będzie 29,5 km wybudowanych oraz 40,5 km zmodernizowanych sieci ciepłowniczych. Największy pod tym względem projekt będzie realizował Opec-System, który wybuduje 17 km sieci w Grudziądzu. Na zawarcie podobnych umów czekają już kolejne firmy. W kontekście walki ze smogiem to bardzo ważne, bo jak policzył Instytut Certyfikacji Emisji Budynków w Krakowie, produkcja energii w elektrociepłowni oznacza zmniejszenie emisji pyłów o 3500 proc. w porównaniu z kotłownią węglową. To pokazuje skalę postępu w ograniczaniu emisji zanieczyszczeń, który dokonał się w sektorze energetycznym. Co więcej, energetyka zawodowa nie tylko ma coraz mniejszy wpływ na emisję zanieczyszczeń (11-procentowy udział w emisji pyłów PM2,5 i PM10 i 0-procentowy udział w emisji rakotwórczego benzo(a)pirenu – dane z raportu „Energetyka kocha czyste powietrze” Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej), ale i wspiera inicjatywy prowadzące do poprawy jakości powietrza w Polsce. To m.in. wprowadzenie niskich stawek za energię między godz. 22 a 6 rano, umożliwiających dostęp do taniego prądu dla odbiorców, którzy korzystają z ogrzewania elektrycznego. Zyskują na tym również kierowcy aut elektrycznych.

Smog zabija miliony

W maju 2017 r. w prestiżowym czasopiśmie medycznym „The Lancet” zespół badaczy opublikował wyniki analizy dotyczącej liczby zgonów w 2015 r. spowodowanych niską jakością powietrza. Wysokie stężenie pyłów PM2,5 okazało się piątym co do ważności czynnikiem powodującym zgony, przyczyniając się do śmierci 4,2 mln osób (to 7,6 proc. wszystkich zgonów na świecie). Na 10. miejscu znalazły się zanieczyszczenia powietrza wynikające ze spalania paliw stałych w indywidualnych paleniskach domowych, przyczyniając się do śmierci 2,8 mln osób. Tym samym – według autorów badania – w 2015 r. smog zabił 6,4 mln osób, stając się przyczyną przede wszystkim nowotworów tchawicy, oskrzeli i płuc, choroby niedokrwiennej serca, choroby naczyniowej mózgu, przewlekłej obturacyjnej choroby płuc i infekcji dolnych dróg oddechowych.

Szacuje się, że każdego roku smog zabija 40-50 tys. Polaków. To tak, jakby z mapy kraju znikało miasto takie jak Puławy, Wejherowo, Skierniewice czy Kołobrzeg. Jednak żeby pozbyć się problemu, który narastał przez dziesięciolecia, potrzebujemy przynajmniej 15 lat konkretnych działań – szacuje dr Krzysztof M. Księżopolski, ekspert specjalizujący się w bezpieczeństwie ekonomicznym i energetycznym oraz autor „Strategii walki ze smogiem” – dokumentu opublikowanego wiosną 2017 r. Termomodernizacja budynków, którą rekomenduje, nie jest ani nowym, ani trudno dostępnym rozwiązaniem. Dopóki jednak jej koszt będzie dla Polaków zbyt wysoki, a świadomość zagrożeń związanych ze smogiem zbyt niska, dopóty nie będziemy mogli się cieszyć naprawdę czystym powietrzem i w efekcie lepszym zdrowiem.

Okładka tygodnika WPROST: 12/2018
Więcej możesz przeczytać w 12/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0