Janusz Piechociński: Z powodzeniem mógłbym wystartować w teleturnieju „Wielka Gra”

Polityka schamiała

Janusz Piechociński
Janusz Piechociński / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI/FOTONEWS
Mam satysfakcję, że mogę zderzyć się z ekonomiczną gimbazą, która mnie, absolwenta SGH, sprawdza i poucza. Kiedyś widzieli we mnie nudziarza. Nie mogli uwierzyć, że człowiek z PSL może być kumaty. Słyszałem za plecami, że marudzę jak Fred Flintstone. Dziś jestem bardziej na luzie – mówi „Wprost” Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie PO-PSL oraz dawny szef PSL.

Wprost: Jak się do pana zwracać? Panie premierze, panie ministrze? Tęskni pan za dawną tytulaturą?

Janusz Piechociński: Szybko przechodzę do sedna. Po prostu: Janusz. Ostatnio zaczynam oswajać się z sytuacją, że częściej przechodzę na „ty” z młodszymi.

To się pan odmłodził.

Nie do końca. Czas się kurczy. Lista wielkich nieobecnych, ważnych dla mnie osób ze studiów się wydłuża. Jeden wypadek, drugi rak. I tak ich przybywa.

Lubi pan statystyki, ale chyba sobie pan długości życia nie wyliczył.

Średnio facet Polak żyje dwa lata po przekroczeniu wieku emerytalnego. Ja mam już 61 lat. Sądzę, że mam przed sobą jeszcze statystyczne dziesięć lat. Oby w dobrym zdrowiu. Dlatego apeluję, by ludzie byli aktywni i obok pracy znajdowali pasje na przykład wędkarstwo, stolarkę, wnuki i oczywiście grzybobranie. Emerytura to nie musi być nicnierobienie. Wręcz przeciwnie, jak najwięcej aktywnego działania.

Pan ma czas na aktywność, sport?

Ze sportem jest gorzej. W zeszłym roku obcinałem drzewo posadzone jeszcze przez moją mamę. Okazało się, że miało spróchniałą część gałęzi. Nadepnąłem na nią i upadłem na plecy. Nie wyglądało to najlepiej, uszkodziłem sobie fragmenty kręgosłupa. Przez dwa-trzy miesiące było beznadziejnie, dopiero teraz wracam do siebie.

I pewnie odbije to pan sobie na grzybach.

Najgorsze, że to kolejny rok nie grzybowy. Wczoraj wreszcie popadało, co przyjąłem z radością. Tegoroczne 20 wypraw na grzyby odbyłem ze łzami w oczach. Skończyło się na znalezieniu trzech ususzonych kozaków.

Jutro wstaję o 4.30 i jadę w moje podwarszawskie brzózki. Z reguły po trzech godzinach miałem po 200, 300 grzybów, które potem rozdawałem znajomym.

W domu żona też dla pana znajduje zajęcie?

Nie tak łatwo mężczyznę, urodzonego o godz. 5.03 w niedzielę, przesunąć do nowych obowiązków. Jestem urodzonym pracoholikiem przez wiele lat niestety pozadomowym.

Gdy rozmawialiśmy w 2015 roku, tuż po pana odejściu z rządu cieszył się pan, że wreszcie będzie czas na odpoczynek w basenie.

Basenu nie ma do dziś. Nic z tego nie wyszło, nie mam czasu nawet na wystawienie mebli ogrodowych na dwór. Raz na tydzień koszę ogródek, ale częściej siedzi tam tylko moja żona.

Artykuł został opublikowany w 26/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2

Czytaj także