Córka Róży Thun za jeden dzień pracy otrzyma sowitą odprawę? Nieoficjalnie: Mowa o 250 tys. zł

Córka Róży Thun za jeden dzień pracy otrzyma sowitą odprawę? Nieoficjalnie: Mowa o 250 tys. zł

Krzysztof Gawkowski
Krzysztof Gawkowski Źródło:PAP / Piotr Nowak
Maria Thun miała zostać „zawieszona” w pracy. Onet ustalił, że w razie zwolnienia córka europosłanki otrzymać może gigantyczną odprawę.

W drugim tygodniu lutego „Gazeta Wyborcza” podała nieoficjalnie, że Maria Thun – córka Róży Thun, która jest europosłanką Polski 2050 – miała zostać zwolniona z Centralnego Ośrodka Informatyki. Ponoć polecenie takie wydać miał premier Donald Tusk, by nie doszło do sytuacji, w której rządzący zostaną posądzeni o nepotyzm.

Maria Thun wciąż zatrudniona w ministerstwie?

Wicedyrektor COI ma ponoć doświadczenie i odpowiednie kompetencje. Decyzję o jej zatrudnieniu skomentował dla „GW” m.in. były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński z Prawa i Sprawiedliwości. Ocenił, że Thun „jest wysokiej klasy ekspertem”. Miała też przejść normalną drogę rekrutacji – wysłała CV do wiceministra Michała Gramatyki z Polski 2050, a ten przekazał je szefowi ministerstwa Krzysztofowi Gawkowskiemu. Politycy Trzeciej Drogi uważają, że Thun zwolniona została za nazwisko, choć ma odpowiednie kompetencje, by zajmować stanowisko w COI.

15 lutego Onet poinformował jednak, że resort cyfryzacji wciąż „nie rozwiązał umowy z Marią Thun”. Odsunięto ją jednak od obowiązków po jednym dniu pracy – 17 otrzymała niezbędny sprzęt i uprawnienia, a dzień później, gdy zmierzała właśnie do pracy, poinformowano ją, że jest „zawieszona”.

Gdy dojdzie do zwolnienia, może przysługiwać jej odprawa

Onet podaje, że Thun nie straciła wciąż posady, bo ministerstwo „nie wie, jak ją zwolnić”. Dziennikarze portalu wyjaśniają, że podpisała umowę o pracę, więc musi otrzymać wypowiedzenie. Pozostają jednak pytania, co wpisać, jako powód wypowiedzenia, a także – co z odprawą.

Onet ustalił nieoficjalnie, że chodzi tu o pieniądze w wysokości bagatela 250 tys. zł. Do ministerstwa przeszła z prywatnej korporacji. Thun miała wynegocjować sobie odprawę w wysokości sześciu pensji. Portal podaje też, że jako wicedyrektorka – bo takie miała stanowisko – mogła mieć w umowie zapisaną pensję w kwocie 42 tys. zł brutto. Niedługo minie miesiąc od podpisania przez nią umowy, więc należy jej się też wynagrodzenie za ten czas. Razem daje to blisko 300 tys. zł.

Maria Thun nie chce komentować sprawy. Nie odniosło się do niej także ministerstwo cyfryzacji – podaje Onet.

Czytaj też:
Spotkanie Tuska z przewodniczącą PE. Głównym tematem: bezpieczeństwo żywnościowe
Czytaj też:
Byłego rzecznika PiS zapytano o relacje Dudy i Kaczyńskiego. Padła szczera odpowiedź

Źródło: Onet.pl / „Gazeta Wyborcza”