Były minister PiS o umowie z Mercosur: Nie chcę potępiać w czambuł rządu Tuska

Były minister PiS o umowie z Mercosur: Nie chcę potępiać w czambuł rządu Tuska

Ogólnopolski protest rolników w Warszawie, 9 stycznia 2026 roku. Rolnicy protestują przeciwko umowie UE–Mercosur oraz przeciwko obecnej polityce rządu wobec wsi i rolnictwa
Ogólnopolski protest rolników w Warszawie, 9 stycznia 2026 roku. Rolnicy protestują przeciwko umowie UE–Mercosur oraz przeciwko obecnej polityce rządu wobec wsi i rolnictwa Źródło: PAP / Paweł Supernak
Stanowisko rządu było jasne: byli przeciw umowie z Mercosur i robili, co mogli. Sam w 2005 roku prowadziłem negocjacje w sprawie rynku cukru i wiem, jak to wygląda. Wtedy wystarczyło dziewięciu partnerów do mniejszości blokującej, ale partnerzy bywali „kupowani” i zostawaliśmy sami z Litwą i Grecją. Dziś system lizboński jest bezlitosny – wymaga bardzo dużej mniejszości blokującej. Jeśli większość się dogadała, to mamy do czynienia z siłą wyższą – mówi Krzysztof Jurgiel, były minister rolnictwa w rządzie PiS.

Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Czy przyjęcie umowy między Unią Europejską a krajami Mercosur to rzeczywiście wyrok dla polskiej wsi?

Krzysztof Jurgiel: Nie ulega wątpliwości, że ta umowa to ogromne zagrożenie dla polskiego rolnictwa i przetwórstwa. Rząd stoi teraz przed gigantycznym wyzwaniem – musi wywalczyć środki na kompensację różnic w standardach produkcji, zwłaszcza tych środowiskowych. Chodzi głównie o emisje i stosowanie środków ochrony roślin, które u nas są bardzo rygorystyczne, a tam niekoniecznie. Kluczowe jest, aby Komisja Europejska zaczęła realnie monitorować system produkcji bezpośrednio na miejscu, w krajach Ameryki Południowej.

Henryk Kowalczyk, były minister w rządzie PiS stwierdził w rozmowie z „Wprost”, że Donald Tusk został ograny w Brukseli, a jego rzekoma siła to mit.

Nie chcę potępiać rządu w czambuł. Stanowisko rządu było jasne: byli przeciw umowie z Mercosur i robili, co mogli. Sam w 2005 roku prowadziłem negocjacje w sprawie rynku cukru i wiem, jak to wygląda. Wtedy wystarczyło dziewięciu partnerów do mniejszości blokującej, ale partnerzy bywali „kupowani” i zostawaliśmy sami z Litwą i Grecją. Dziś system lizboński jest bezlitosny – wymaga bardzo dużej mniejszości blokującej. Jeśli większość się dogadała, to mamy do czynienia z siłą wyższą. Byłem pięć lat w Parlamencie Europejskim i wiem, że w decydujących sprawach Bruksela zawsze znajduje większość.

Źródło: Wprost