• Rytualnemu pieczeniu karkówki mówię: nie! 27 kwi 2012 Wkrótce się zacznie. Ojczyznę szczelnie pokryje całun dymu, a wiatr przez kilka miesięcy będzie roznosić aromat zwęglonej karkówki. Naród rozpocznie kolejny sezon grillowania.
  • Postna biesiada 30 sty 2008 Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Głos mają ryby 28 sty 2008 Piotrusiu! Wróciłem właśnie z Końskich, miasta w Świętokrzyskiem, gdzie nagrywaliśmy kolejny odcinek "Podróży kulinarnych". Pobyt niezwykle miły i owocny. Wyobraź sobie, że w powiecie koneckim we wsi Kołoniec, opisywanej przez Reymonta w relacji z pielgrzymki do Częstochowy, powstała pierwsza na ziemiach polskich nowoczesna hodowlana stacja ichtiologiczna. Stworzył ją na początku XX wieku profesor Franciszek Staff, brat poety.
  • Deser królowej Karoliny 9 lis 2005, 14:00 Jabłka w sosie waniliowym
  • Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta 8 maj 2005 Drogi Przyjacielu! Pragnę Cię zawiadomić, iż prowadzone w naszej domowej kuchni badania nad optymalizacją litewskich cepelinów dobiegły końca. Co więcej, ów koniec jest jak najbardziej happy endem. Jak większość potraw...
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Smakosze w bibliotece 1 maj 2005 Piotrusiu! Chciałem prześledzić historię hiszpańskiej wojny domowej, kupiłem więc książkę Barbary Goli i Franciszka Ryszki pt. "Hiszpania", wydaną w ramach sygnowanej przez Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego serii...
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza 3 kwi 2005 Piotrusiu! Od dwóch tygodni jestem w Australii i powiem Ci, że już dawno nic mnie tak nie zachwyciło. I nie chodzi mi wcale o słońce, morze czy inne równie przyjemne rzeczy, których spodziewałem się, jadąc tutaj. Chodzi mi o kuchnię. Jak się okazało, wyobrażenie o australijskim jedzeniu miałem równie mgliste jak listopadowe niebo nad Krakowem. Myślałem, że w kraju, którego głową pozostaje wciąż brytyjska królowa, jadają przeważnie rostbef, frytki, fasolkę w sosie pomidorowym i mocno wysmażone steki. Jakże się myliłem.
  • Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta 20 mar 2005 Drogi Przyjacielu! Pamiętasz ludową przypowieść o chłopie i diable, którzy na spółkę obsiewali pole? Co rok umawiali się, jak się będą dzielić plonem - jednemu przypadało to, co w ziemi, drugiemu zaś to, co nad ziemią. Za każdym razem siali co innego i za każdym razem chłop potrafił diabła wystrychnąć na dudka, bo z góry wiedział, co wybrać. Otóż znam jedną roślinę, bodaj jedyną, która mogłaby ich pogodzić. Mam na myśli pietruszkę, która ma nie tylko natkę, ale i wspaniały korzeń. Oczywiście w baśni mowa jest o polskim chłopie, jako że tylko w naszej części świata dół tej jarzyny się jada. Co ciekawe, w innych stronach, np. na zachodzie Europy i w basenie Morza Śródziemnego, uprawia się podgatunek, który ma korzonek całkiem malutki, tak że Włoch czy Francuz w ogóle nie zrozumie, o czym tu mówimy.
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Austriackie gadanie 13 mar 2005 Piotrusiu! Jak świetnie wiesz, ostatnimi czasy dość długo bawiłem w Austrii, głównie w Salzburgu i jego górskich okolicach. Widziałem, jak radzą sobie tamtejsi chłopi i z czego są dumni. Oczywiście, z turystyki - odpowiesz z wrodzoną sobie bystrością. Lecz turystyka niejedno ma imię. Tak zwany produkt turystyczny to nie tylko piękne widoki, to również kuchnia oparta na miejscowych składnikach. Niby banał, lecz banał dla Austriaków czy Francuzów. Dla wielu z nas wciąż prawda nieobjawiona.
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Kur zapiał cienko 6 mar 2005 Piotrusiu! Słońce świeciło białym blaskiem, odbijając się od lodu, szczelnie pokrywającego toń Balatonu. Mieliśmy za sobą dwa tygodnie austriackich knedli, a bagażnik pełen gruszkowych i morelowych destylatów. Odświeżywszy...
  • Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta - Cyk, cyk, cykoria 27 lut 2005 Drogi Przyjacielu! Ty właśnie śmigasz sobie gdzieś na nartach, a mnie pozostaje się cieszyć cykorią, jedną z największych kulinarnych atrakcji zimy. Kiedy wszystkie sałaty, rzodkiewki i szczypiorki zapadają w zimowy sen, a na ich miejsce zjawiają się wyhodowane na wacie duchy, zakwita najprawdziwsza cykoria. Wyrasta z wykopanych jesienią korzeni. Lubię ją najbardziej ze wszystkich liściastych głąbów - za jej mile gorzkawy posmak, za chrupkość i orzeźwiającą wilgotność.
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Gdzieś Hiszpania za górami 20 lut 2005 Piotrusiu! Piszę z Austrii. Za oknem śniegu tyle, jakby go Stachanow produkował. Tubylcy pocieszają się, pokazując w telewizji różne ośnieżone miejsca, które z reguły ośnieżone nie są. Widziałem lepiące bałwana algierskie dzieci, widziałem sannę w Maroku i zaspy w Madrycie. A jeszcze tydzień temu chodziłem jego ulicami w samej marynarce, choć gdyby i pogoda była syberyjska, też byłoby mi gorąco.
  • Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta - Miód krzepi 13 lut 2005 Drogi Przyjacielu! Zwróciłeś uwagę, jak wielką rolę w naszej kuchni odgrywa cukier? Toż to produkt strategiczny! Pamiętam z dzieciństwa, jak od czasu do czasu rozchodziły się pogłoski o nadchodzącej trzeciej wojnie światowej. Ludzie nie pytali, gdzie schron, tylko pędzili do sklepów i wykupywali mąkę i cukier. Potem był cukier na kartki. Cukier i mięso, kolejny produkt strategiczny. A przecież kilka wieków temu słodzono wyłącznie miodem. Ja - muszę Ci wyznać - nie darzę cukru szczególną sympatią i mam wrażenie, że w kuchni mógłbym się bez niego obejść. Herbaty ani kawy nie słodzę, a jeśli już, to wolę miodem - przy przeziębieniach z lubością popijam herbatę z miodem i cytryną oraz gorące mleko z miodem.
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza 30 sty 2005 Piotrusiu! My tutaj dostajemy dreszczy, obserwując ordynacki mariaż Siwca z Czarzastym, dziwimy się, że bez pomocy kanałów tematycznych oglądamy w telewizji panie Beger i Hojarską, a tymczasem całkiem blisko dzieją się rzeczy równie straszne. Na Węgrzech bowiem przez miesiąc nie było w sklepach papryki w proszku. Dajesz wiarę? Statystyczny mieszkaniec Korony św. Stefana chciał sobie przyrządzić swój codzienny gulasz lub paprykarz, a tu piros arany, czyli czerwonego złota, ani śladu. To tak, jakby statystyczny Rosjanin chciał wypić codzienną setkę, a tu w całej Rosji wódki brakło.
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Co mamy z gęsi? 16 sty 2005 Piotrusiu! Mamy nie tylko niespodziewany sezon na agentów, ale i całkiem spodziewany i dużo przyjemniejszy sezon na drób. Znów odnoszę smutne wrażenie, że ten wspaniały czas uchodzi naszej uwagi. A przecież cała rzecz rozpoczęła się 11 listopada. Tego dnia, owszem, z Magdeburga wrócił Józef Piłsudski, ale z kulinarnego punktu widzenia jest ważniejszy fakt, że w ten dzień jest św. Marcina i cała Europa Środkowa zjada wtedy pieczoną gęś. W krajach winiarskich wypija się do tej pieczonej gąski pierwsze kufelki świeżo sfermentowanego moszczu, zwanego w Czechach burczakiem, a w Austrii - szturmem. Drobiowa feeria trwa przez zimę, bo hodowlane ptaszki właśnie teraz są najtłustsze i najsmaczniejsze.
  • Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta - Dzień niejedzenia małych braci 31 gru 2004 Drogi Przyjacielu! Znowu Boże Narodzenie i znowu w mediach te same, jak zawsze w grudniu, opowieści o karpiu, kutii i kluskach z makiem. Kolejne wersje tej samej opowieści, skąd się wzięła choinka i kim był Święty Mikołaj. Tymczasem wciąż pozostaje wiele kwestii nie wyjaśnionych. No i muszę Ci się pochwalić, że udało mi się wygrzebać coś bardzo ciekawego. Czy zastanawiałeś się kiedy, dlaczego tradycyjny post wigilijny ogranicza się jedynie do wstrzemięźliwości w jedzeniu mięsa? I dlaczego episkopat ogłosił, że z punktu widzenia Kościoła żadnego postu nie ma?
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Chwytanie ślimaka za rogi 12 gru 2004 Piotrusiu! Był to z pewnością początek lat 90. ubiegłego wieku, gdy otworzywszy jeden z lokalnych periodyków, ujrzałem niezwykle dziwny komunikat. Informowano w nim, że wojewoda krakowski (tak, krakowski, rzecz działa się przed reformą administracyjną kraju) zabrania tej wiosny zbierania ślimaków winniczków, gdyż w latach poprzednich zanadto je wyzbierano. Zdziwiłem się niepomiernie. Wiedziałem, że winniczki zbierane są w różnych krajach i że czyni się to w celach konsumpcyjnych. Wiedziałem również, jak smakują, bo jadłem je wcześniej kilka razy we Francji i w Belgii. Zdziwienie nie dotyczyło zatem faktu zbierania jako takiego, lecz zbierania w Polsce.
  • Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta - Złapał Polak Tatarzyna 28 lis 2004 Drogi Przyjacielu! Mieszając ostatnio befsztyk tatarski w jednej z wrocławskich restauracji, pomyślałem sobie, jacy to my, Polacy, jesteśmy pracowici: najpierw trzeba ostrożnie wgnieść żółtko w mięso, potem dokładnie wymieszać, potem polać olejem i dalej mieszając, pracowicie ubijać, a gdy masa się rozjaśni, dodać cebulę, wreszcie po kolei, co tam kto lubi (ja - kapary i grzybki), a na końcu doprawić solą i pieprzem. Kupa roboty. Taki Francuz, który również w tatarze gustuje (no, bo jak nie gustować!), dostaje danie gotowe, a my musimy się męczyć.
  • Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Jesienne gruchanie 21 lis 2004 Piotrusiu! Gdybym miał przywołać mój ulubiony owocowy smak dzieciństwa, bez wahania wskazałbym na papierówki. Im częściej wspominam, jak je wielbiłem, tym wyraźniej widzę, jak bardzo lekceważyłem gruszki. Bliższą znajomość z gruszkami zawarłem dopiero w kwiecie wieku, a nasz trwający do dziś kontakt nastąpił nie na skutek spożycia owocu w stanie świeżym, lecz jak najbardziej przetworzonym. Zauważyłem mianowicie już dawno temu, że destylat z gruszek wybornie pachnie i smakuje i że gruszki en masse sprawdzają się lepiej w spirytualiach niż jabłka, wyłączywszy oczywiście normandzki calvados. W czasach gdy o spirytualiach nie miałem jeszcze pojęcia, w gruszkach przeszkadzała mi ich niekiedy wręcz mączasta konsystencja. Gdy już jednak gruszkę wypiłem, zacząłem ją i jadać. I powiem Ci, przyjacielu, że uwielbiam przegryzać twardą, gorzkawą skórkę, by dostać się do miąższu tak soczystego, że po brodzie ścieka.
  • Bikont do Makłowicza, Makłowicz do Bikonta - Wielka bania 14 lis 2004 Drogi Przyjacielu! W naszej kuchni przyszedł czas na dynię. Zwieźliśmy do Krakowa dorodny okaz z warzywnika w Badowie i teraz zastanawiamy się, co z nim zrobić. Nie, nie - nie myśl sobie, że nie wiemy, jak zamienić miąższ dyni na dobre jedzenie. Wręcz odwrotnie, nie możemy się zdecydować, który z wielu fajnych przepisów wprowadzić w życie. Dynia w Polsce ma bogatą tradycję, zwłaszcza na Śląsku, gdzie mówią na nią bania, i w Wielkopolsce, gdzie ją zwą korbolem. Czy wiesz, że na Górnym Śląsku istniał dawniej zwyczaj, który może nawet jeszcze szczątkowo przetrwał, straszenia powracających z październikowego różańca za pomocą wydrążonej dyni z wyciętymi oczami i zębiskami, podświetlonej umieszczoną w niej świeczką? Zupełnie jak Amerykanie na Halloween!