Jeszcze w czerwcu pod obrady Rady Ministrów ma trafić nowa strategia dla górnictwa węgla kamiennego na lata 2007-13. Dość niespodziewanie znalazł się w niej zapis przełomowy - po raz pierwszy nie wykluczono prywatyzacji spółek węglowych przez giełdę, z zastrzeżeniem, że w przyszłości rząd sprzeda nie więcej niż 30-40 proc. ich akcji.
Czas biegnie, a zapowiadana prywatyzacja pozostaje tylko papierową deklaracją. Według "Gazety Wyborczej" nie ruszyły żadne konkretne przygotowania: dla żadnej ze spółek węglowych nie wybrano doradcy prywatyzacyjnego, nie przygotowuje się prospektów emisyjnych, nie ma procedury wyceny majątku kopalń ani nawet nie zatwierdzono harmonogramu referendów wśród załogi, bo zgodnie z założeniami nowej strategii to sami górnicy mają zdecydować, czy chcą prywatyzacji, czy nie.
Co się stało, że prywatyzacyjna machina w górnictwie wytraciła tempo? Jeden z posłów PiS znający realia branży mówi, że za wszystkim stoją górnicze związki zawodowe. Oficjalnie nie sprzeciwiają się prywatyzacji przez giełdę, deklarując, że głos w tej sprawie należy do samych górników. Faktycznie zaś robią wszystko, by zablokować jakiekolwiek przygotowania.
- Związkowcy, głównie z "Solidarności", mają bardzo dobre kontakty z Kancelarią Prezydenta i przy każdej nadarzającej się okazji przekonują Lecha Kaczyńskiego, że prywatyzacja kopalń to byłaby prawdziwa tragedia. Padają argumenty bezpieczeństwa energetycznego kraju i spokoju społecznego na Śląsku. Ten głos dociera potem tam, gdzie trzeba, i wszystko, co związane z prywatyzacją górnictwa, nagle zwalnia, mówi polityk PiS.